Trzeci lotniskowiec płynie na Bliski Wschód. USA szykują się do wznowienia nalotów na Iran po wyborach
Stany Zjednoczone wysyłają na Bliski Wschód trzecią grupę uderzeniową lotniskowca oraz siły desantowe z 2000 marines — podaje Al Jazeera, powołując się na amerykańskiego urzędnika. Grupa USS Theodore Roosevelt i zespół USS Makin Island opuściły San Diego, a według „Wall Street Journal” pełna koncentracja sił, obejmująca do 10 tys. dodatkowych żołnierzy, ma zakończyć się do listopada. Jak pisze dziennik, prezydent Donald Trump powiedział niedawno współpracownikom, że w tym samym miesiącu — już po listopadowych wyborach połówkowych — zamierza wznowić bombardowania Iranu. Wojna trwa ósmy miesiąc i tkwi w impasie, a ceny ropy utrzymują się powyżej przedwojennych poziomów.
Rozmowy w martwym punkcie
Pośrednie negocjacje utknęły po tym, jak Waszyngton odrzucił propozycję Teheranu: ponowne otwarcie cieśniny Ormuz w zamian za zniesienie amerykańskiej blokady. Do impasu dyplomatycznego doszedł demonstracyjny afront — według agencji AP sekretarz stanu Marco Rubio nakazał delegacji szefa irańskiej dyplomacji Abbasa Arakcziego wcześniejszy niż planowany wyjazd z Nowego Jorku, gdy prowadzone za katarskim pośrednictwem rozmowy nie przyniosły przełomu.
Równolegle Waszyngton dokręca śrubę gospodarczą. Amerykański resort finansów objął w czwartek sankcjami irański sektor motoryzacyjny i kolejowy, w tym państwowe spółki kolejowe oraz dostawców ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Hongkongu, Turcji i Indonezji. Sankcje uderzyły też w sieć A7 — powiązany z Rosją kanał finansowy, który według resortu Iran wykorzystuje do omijania restrykcji. Sekretarz skarbu Scott Bessent napisał w czwartek na platformie X, że we wrześniu Iran nie załadował na tankowce ani jednej baryłki ropy.
Pożar tankowca w Ormuz, dron nad Medyną
Napięcie rośnie także na wodach i w powietrzu regionu. Brytyjska agencja ds. żeglugi UKMTO poinformowała, że w czwartek w cieśninie Ormuz nieznany pocisk trafił tankowiec, wywołując pożar; załoga jest bezpieczna.
Z kolei kierowana przez Arabię Saudyjską koalicja w Jemenie oskarżyła w czwartek wspieranych przez Iran Huti o atak dronem na stację elektroenergetyczną w Medynie, zasilającą Meczet Proroka. Rzecznik koalicji Turki al-Maliki przekazał, że uderzenie w stację rozdzielczą Taibah wyłączyło z użytku jeden transformator, ale szersza sieć pozostała nienaruszona. Przedstawiciel sztabu Huti powiedział agencji Saba, że oskarżenie to „kłamstwo” mające ukryć niezdolność Arabii Saudyjskiej do udowodnienia wcześniejszego zarzutu, jakoby Huti wzięli na cel Mekkę.
Kalendarz wyborczy jako kalendarz wojenny
Według „Wall Street Journal” Trump sygnalizuje zamiar wznowienia uderzeń na Iran po listopadowych wyborach połówkowych — i na listopad planowane jest też zakończenie koncentracji sił. Trzeci lotniskowiec, okręty desantowe i do 10 tys. dodatkowych żołnierzy mają dać Waszyngtonowi pełen wachlarz opcji w momencie, gdy wygaśnie wyborcza potrzeba spokoju.
Dla gospodarki światowej najważniejsza wiadomość kryje się w jednym zdaniu tej depeszy: Ormuz pozostaje zamknięty, a Waszyngton odrzucił ofertę jego otwarcia. Cieśnina, przez którą przed wojną płynęła około jedna piąta światowej ropy, stała się zakładnikiem rozgrywki, w której obie strony liczą, że czas pracuje dla nich — Iran czeka, aż drożejąca ropa zmięknie Zachód, Ameryka dusi irański eksport do zera i dozbraja się na listopad. Jeśli doniesienia WSJ się potwierdzą, mamy do czynienia z wojną planowaną pod kalendarz wyborczy, co jest złą wiadomością podwójnie: eskalacja nie zależy od sytuacji na froncie, lecz od sondaży w Ohio, a każdy miesiąc impasu to kolejne tygodnie drogiej energii dla europejskich gospodarek — także dla polskich rafinerii, hut i kierowców, którym rząd właśnie dopłaca do paliwa z budżetu. Polska nie ma wpływu na to, czy w listopadzie spadną bomby; ma natomiast wpływ na to, jak długo jej bezpieczeństwo energetyczne będzie zależne od cieśniny, którą można zamknąć jedną decyzją w Teheranie. Każdy terminal, atom i megawat własnej mocy to polisa od cudzych wojen.
Źródło: Al Jazeera, Wall Street Journal










