Kreatywna księgowość w budżecie armii? Tak Londyn liczy wydatki na obronę
Brytyjska Partia Pracy stoi w obliczu dochodzenia w sprawie zarzutów o wprowadzanie opinii publicznej w błąd co do wydatków obronnych — i to w przeddzień pierwszego budżetu rządu Andy’ego Burnhama i ministra finansów Johna Healeya — ujawnił dziennik „The Telegraph”, którego ustalenia przytacza GB News. Były minister obrony sir Ben Wallace zarzucił rządowi sztuczne zawyżanie budżetu obronnego poprzez wliczanie do niego miliardów funtów wydatków na służby wywiadowcze, a Biuro Regulacji Statystycznych (OSR) potwierdziło, że rozpatrzy jego skargę.
Wallace: to obraza dla żołnierzy
Zdaniem Wallace’a taki zabieg księgowy tworzy mylne wrażenie, że Wielka Brytania jest na dobrej drodze do wypełnienia zobowiązań wydatkowych wobec NATO — podczas gdy zasady Sojuszu stanowią, że finansowanie służb specjalnych nie kwalifikuje się jako wydatki obronne.
W miarę jak świat staje się coraz mniej stabilny, a nasi sojusznicy zaczynają realnie zwiększać swoje budżety, Wielka Brytania zdaje się zostawać w tyle
— napisał sir Ben Wallace, były minister obrony Wielkiej Brytanii, w liście cytowanym przez „The Telegraph”. Jak dodał, mówienie żołnierzom i opinii publicznej, że wydatki rosną, podczas gdy bieżące finansowanie sił zbrojnych jest realnie cięte, jest dla wojskowych obrazą — i nie zwiedzie nikogo ani w armii, ani wśród sojuszników, ani wśród wrogów.
Rzecznik OSR potwierdził, że urząd rozpatrzy zastrzeżenia zgłoszone w związku ze sposobem prezentowania przez rząd brytyjskich wydatków obronnych.
Spór o szpiegów w budżecie trwa od przeglądu wydatków
Zarzuty Wallace’a nie są nowe. Spór wybuchł po przeglądzie wydatków, w którym ogłoszono, że wydatki obronne sięgną 2,6 proc. PKB — po raz pierwszy wliczając do nich wydatki na bezpieczeństwo i wywiad. Według danych z przeglądu w roku 2027/28 na obronę przypada 71 mld funtów, a na bezpieczeństwo i wywiad 5,1 mld funtów, co łącznie daje 76,1 mld funtów prezentowanych jako „2,6 proc. PKB”. Wallace nazwał wówczas twierdzenia Partii Pracy o zwiększaniu wydatków wojskowych „przekrętem”, a konserwatyści wyliczali, że bez komponentu wywiadowczego wydatki stricte obronne spadłyby poniżej progu 2,5 proc. PKB. NATO definiuje tymczasem wydatki obronne jako płatności rządu „konkretnie na potrzeby jego sił zbrojnych, sił sojuszników lub sojuszu”.
Druga odsłona statystycznych kłopotów Partii Pracy
To już kolejne starcie rządzących z nadzorem statystycznym w sprawie obronności. W sierpniu Brytyjski Urząd Statystyczny (UKSA) uznał za „nieprawidłowe i wprowadzające w błąd” wypowiedzi byłego premiera Keira Starmera, Ministerstwa Obrony i Biura ds. Walii, jakoby rząd „zwiększał” wydatki obronne o 270 mld funtów w trakcie obecnej kadencji parlamentu. Jak wskazał urząd po skardze ministra obrony w gabinecie cieni Jamesa Cartlidge’a, 270 mld funtów to łączna kwota planowanych wydatków obronnych na lata 2025/26–2028/29, a nie skala ich wzrostu.
Nowe dochodzenie OSR spada na rząd w najgorszym możliwym momencie — dzień przed pierwszym budżetem gabinetu Burnhama, w którym wiarygodność fiskalnych deklaracji Partii Pracy i tak będzie pod lupą. Dla sojuszników z NATO, w tym Polski, która od lat przeznacza na obronność najwyższy w Sojuszu odsetek PKB, spór o to, co wolno wliczać do wydatków obronnych, ma zaś wymiar praktyczny: od metodologii zależy, czy deklarowane przez europejskie stolice progi 2,5 czy 3 proc. PKB oznaczają realne zdolności, czy księgowe zabiegi.
Źródło: „The Telegraph”, GB News










