Dwa biliony problemów: chipowa bomba i budżetowa awantura mogą kosztować Europę bardzo dużo

Dwa biliony problemów: chipowa bomba i budżetowa awantura mogą kosztować Europę bardzo dużo

23.06.2026
Redakcja
Czas czytania: 5 minut/y

Unia Europejska zmaga się z poważnym ryzykiem gospodarczym: co by się stało, gdyby Chiny zdecydowały się na blokadę lub atak na Tajwan? Skala potencjalnych strat jest trudna do wyobrażenia. Dla Polski ten scenariusz jest konkretnym zagrożeniem, nie abstrakcją dla ekspertów.

Najważniejsze:

  • Konflikt zbrojny o Tajwan skurczyłby PKB Niemiec o ok. 14 proc. w pierwszym roku, mniej więcej dwa razy mocniej niż PKB USA czy samych Chin. Globalne PKB spadłoby o ponad 8 proc.
  • Tajwan wytwarza ponad 60 proc. najbardziej zaawansowanych chipów logicznych na świecie, a sam TSMC produkuje ponad 90 proc. chipów z najwyższej półki.
  • Chips Act 2.0 ma podwoić unijny udział w globalnej produkcji chipów do 20 proc. do 2030 r., ale cel ten zderza się z wysokimi cenami energii, brakiem inżynierów i biurokracją.

Tajwan: gospodarcza bomba zegarowa, której Europa nie rozbraja

Kiedy ekonomiści z Bloomberg Economics policzyli, co by się stało przy konflikcie zbrojnym o Tajwan, wyniki okazały się niepokojące bardziej niż cokolwiek, co Europa przeżyła od dekad. Globalne PKB spadłoby o ponad 8 proc. Więcej niż podczas kryzysu finansowego 2009 r. i więcej niż w czasie pandemii Covid-19. Kilka niezależnych studiów dochodzi do zbliżonych wniosków, więc to nie jest scenariusz jednej zaniepokojej redakcji.

Niemcy dostałyby cios wyjątkowo mocny, ich gospodarka skurczyłaby się o ok. 14 proc. w samym pierwszym roku konfliktu. Żeby to zwizualizować: gospodarka Niemiec jest ok. osiem razy większa niż polska. Spadek o 14 proc. oznaczałby wyparowanie wartości produkcji porównywalnej z całym rocznym PKB Polski. PKB Francji według tych szacunków spadłoby o 6,5 proc., Włoch o 8,8 proc., Hiszpanii o 7 proc.

Powód jest prosty: niemiecki przemysł motoryzacyjny i elektroniczny uzależniony jest od tajwańskich półprzewodników i chińskich pierwiastków ziem rzadkich w stopniu, który nie ma odpowiednika w żadnym innym dużym kraju. A to już bezpośrednio uderza w Polskę, eksportujemy do Niemiec ogromną część naszej produkcji przemysłowej. Jeśli niemieckie fabryki zatrzymują taśmy, polskie kooperujące z nimi zakłady też je zatrzymują.

Wiceszef tajwańskiej dyplomacji François Wu powiedział Bloombergowi wprost, że „nowoczesne życie gospodarcze, które dziś prowadzimy, skończyłoby się”. To nie retoryka polityczna, to opis mechanizmu, który analitycy Bloomberg Economics przeliczyli na twarde liczby.

Dlaczego chipów nie da się zastąpić ani zmagazynować

Ropa naftowa, gdy drożeje albo znika z rynku, daje się przynajmniej częściowo zastąpić innymi źródłami energii lub magazynować w rezerwach strategicznych. Z chipami jest zupełnie inaczej, i to jest sedno problemu, który Europa wciąż bagatelizuje.

Po pierwsze, chipów nie da się zmagazynować w ilościach pokrywających wielomiesięczną lukę produkcyjną. Po drugie, przestawienie się na innego dostawcę wymaga długich procesów certyfikacji oprogramowania sterującego maszynami i przeprojektowania układów. To nie są tygodnie, to miesiące lub lata.

Tajwan wytwarza ponad 60 proc. światowej produkcji najnowocześniejszych chipów logicznych. Sam TSMC odpowiada za ponad 90 proc. chipów z najwyższej półki, jak wynika z danych Istituto Affari Internazionali. Dla porównania: w pierwszym kwartale 2026 r. tajwańskie realne PKB wzrosło o 14,55 proc. rok do roku, napędzane głównie popytem na układy do systemów sztucznej inteligencji. Tajwan jest centrum świata chipów i wcale nie zwalnia.

Brytyjski Chatham House ostrzegał w kwietniu, że kryzys tajwański uderzyłby w Europę mocniej niż trwające blokowanie Cieśniny Ormuz w wyniku konfliktu z Iranem. Sama morska blokada Tajwanu, bez otwartej wojny, mogłaby obniżyć globalne PKB o 5 proc. Pełna konfrontacja USA z Chinami zbliżyłaby ten wskaźnik do 10 proc.

Czytaj takze: Polska w grze o czipy: Rząd szykuje strategię dla sektora półprzewodników

Europa liczyła na połowę chipów. Dostałaby zero

W symulacjach przeprowadzanych przez europejskich urzędników początkowo zakładano, że Europa da radę przetrwać cięcie dostaw chipów o połowę. Delegaci z Tajpej i Waszyngtonu szybko ich wyprowadzili z błędu: skoro Tajwan militarnie jest całkowicie zależny od USA, Waszyngton zagarnąłby dostępne dostawy dla siebie. Europa zostałaby z niczym.

Marcin Jerzewski, szef biura w Tajpej działającego w ramach European Values Center for Security Policy, ocenił, że Tajwan jest dla Unii niebezpiecznym ślepym punktem. Jennifer Welch z Bloomberg Economics dodała, że zdolność odstraszania może być teraz na najniższym poziomie od lat.

To kluczowy wniosek, który Europa powinna wziąć na poważnie: w scenariuszu kryzysowym nie ma kolejki, w której Europa stoi na drugim miejscu. Jest kolejka, w której Europy po prostu nie ma.

Czytaj takze: Tajwan stawia na Polskę w eksporcie technologii bezzałogowych

Chips Act 2.0: ambitny plan, twarda rzeczywistość

Komisja Europejska próbuje zareagować. Na początku czerwca przedstawiła projekt Chips Act 2.0. Instytucje publiczne mają z pierwszeństwem kupować europejskie chipy, a procedury wydawania pozwoleń na budowę fabryk mają być skrócone. Cel jest podwojenie unijnego udziału w globalnej produkcji chipów z obecnych 10 proc. do 20 proc. do 2030 r.

Czytaj takze: Masz psa lub kota? Wkrótce zapłacisz za niego haracz. Zarobi KROPiK i prywatna firma

Tyle że droga do tego celu jest wyboista. Zapotrzebowanie unijnego przemysłu na zaawansowane układy obliczeniowe dynamicznie rośnie, a moce produkcyjne za tym nie nadążają.

Problem w tym, że strukturalne luki europejskiego przemysłu półprzewodników nie znikną szybko, niezależnie od liczby uchwalonych aktów prawnych. Chips Act 2.0 nie odpowiada na pytanie, co Europa zrobi jutro, mówi tylko, gdzie chce być za cztery lata.

Spór o budżet UE: dwa obozy, dwie wizje Europy

Równolegle do chipowej gorączki toczy się dyskusja o priorytetach unijnego finansowania. Jedni przekonują, że wyzwania związane z bezpieczeństwem energetycznym, obronnością i cyberbezpieczeństwem są zbyt duże, by każdy kraj radził sobie sam, i wymagają wyższych wspólnych wydatków. Inni wskazują, że skoro niemal wszystkie kraje przeprowadzają u siebie bolesne cięcia, nie ma miejsca na wzrost budżetu unijnego. To stanowisko ma swoją logikę, ale ignoruje fakt, że właśnie brak wspólnych inwestycji w niezależność technologiczną sprawił, że Europa znalazła się w chipowej pułapce.

Co to oznacza konkretnie dla Polski

Polska jest częścią unijnego łańcucha dostaw i jednym z największych beneficjentów funduszy strukturalnych, które w nowym budżecie mają zajmować znaczną część ogólnej puli. Spór o cięcia w polityce regionalnej dotyka bezpośrednio pieniędzy trafiających na polskie drogi, koleje i wsparcie dla rolników.

Ryzyko tajwańskie dociera do Polski przede wszystkim przez przemysł i przez eksport. Polskie zakłady kooperujące z niemieckim przemysłem motoryzacyjnym i elektronicznym są wbudowane w globalne łańcuchy dostaw chipów. Gdyby Tajwan stał się niedostępny jako dostawca, skutki odczuliby pracownicy tych fabryk, a pośrednio wszyscy konsumenci, bo droższe komponenty to wyższe ceny produktów końcowych: samochodów, AGD, elektroniki użytkowej.

Oba problemy, budżetowy i chipowy, wskazują na to samo: Unia Europejska wydaje sporo, ale inwestuje za mało w strategiczną niezależność. I na razie żaden z tych problemów nie ma szybkiego rozwiązania.

Najczęściej zadawane pytania

Czy moja praca jest zagrożona, jeśli dojdzie do konfliktu o Tajwan?

Jeśli pracujesz w branży motoryzacyjnej, elektronicznej lub dla firm kooperujących z Niemcami, ryzyko jest realne. Brak chipów zatrzymuje taśmy produkcyjne. Zakłady w Polsce, które dostarczają podzespoły do zachodnioeuropejskich fabryk, byłyby jednym z pierwszych ogniw, które odczułyby taki szok.

Kiedy Europa mogłaby realnie uniezależnić się od tajwańskich chipów?

Chips Act 2.0 zakłada podwojenie unijnego udziału w globalnej produkcji chipów do 2030 r. Z 10 do 20 proc. Nawet jeśli cel zostanie osiągnięty, Europa wciąż będzie daleko od samowystarczalności. Budowa nowych fabryk i ich certyfikacja to lata, nie miesiące.

Czy ceny smartfonów i komputerów wzrosną przy kryzysie chipowym?

Tak, to jeden z najbardziej bezpośrednich efektów dla konsumentów. Chipy są w praktycznie każdym urządzeniu elektronicznym. Niedobór półprzewodników już w czasie pandemii sprawił, że ceny samochodów, laptopów i konsol poszły gwałtownie w górę. Kryzys tajwański byłby nieporównanie poważniejszy.

Co zakłada Chips Act 2.0?

Projekt z początku czerwca przewiduje preferencyjne zakupy europejskich chipów przez instytucje publiczne, szybsze wydawanie pozwoleń dla fabryk półprzewodników i podwojenie unijnego udziału w globalnej produkcji chipów do 20 proc. do 2030 r.

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA