Tatuażysta strzyże mężczyznę w salonie fryzjerskim

Własne nożyczki to za mało. Inspekcja pracy podważa model „wolnego fotela” w salonach fryzjerskich

21.09.2026
Redakcja
Czas czytania: 3 minut/y

Barber, który sam wybiera dni i godziny pracy, przynosi własne narzędzia i może strzyc także u konkurencji, wciąż może być w świetle prawa pracownikiem — uznał Główny Inspektor Pracy w interpretacji indywidualnej z 7 września (GIP-GPP.5180.5.2026.3), opisywanej przez „Rzeczpospolitą” i serwisy prawnicze. To jedno z pierwszych rozstrzygnięć wydanych w ramach nowego uprawnienia GIP, obowiązującego od 8 lipca — i sygnał dla całej branży usług, że popularne modele współpracy cywilnoprawnej mogą nie przetrwać zderzenia z inspekcją, ZUS i skarbówką.

Nowe narzędzie inspekcji działa od lipca

Od 8 lipca 2026 r. Główny Inspektor Pracy może wydawać interpretacje indywidualne w sprawach kwalifikacji stosunku pracy — instytucję tę, wzorowaną na interpretacjach podatkowych, wprowadziła ustawa z 11 marca 2026 r. (Dz.U. 2026 poz. 473), dodając art. 14b do ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy. Jak zwraca uwagę kancelaria CGO Legal, mechanizm ma jednak drugie dno: każda wydana interpretacja trafia automatycznie do ZUS oraz Krajowej Administracji Skarbowej, a w wersji zanonimizowanej — do publicznego biuletynu. Wnioskodawca, który liczył na ochronny „glejt”, może więc ściągnąć sobie na głowę kontrolę składkową i podatkową. Prezydent skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli następczej, co nie wstrzymuje jednak stosowania przepisów.

Model „wolnego fotela” pod lupą

Sprawa, która stała się głośna w branży, dotyczy zdarzenia przyszłego: sieć salonów fryzjerstwa męskiego i usług barberskich zapytała GIP o planowany model współpracy z wykwalifikowanymi usługodawcami oparty na umowach o świadczenie usług, do których stosuje się przepisy o zleceniu. Jak opisuje „Rzeczpospolita”, w założeniach obie strony miały świadomie wybrać cywilnoprawną formułę: barberzy sami deklarowaliby dni i godziny dostępności, decydowali o liczbie klientów, mogli używać własnych maszynek, trymerów czy nożyczek i równolegle świadczyć usługi dla innych podmiotów. W zamian nie mieliby gwarancji liczby godzin, stałego wynagrodzenia ani urlopu; nie obowiązywałyby ich regulamin pracy, listy obecności, polecenia służbowe ani kary porządkowe.

Haczyk tkwił w tym, kto organizuje biznes. Zasadnicza infrastruktura — lokal, stanowiska, fotele, lustra, media, zaplecze sanitarne, system rezerwacji, terminal płatniczy, recepcja i materiały — pozostawała po stronie salonu. To firma ustalałaby cennik, którego usługodawca nie mógłby samodzielnie zmieniać, ewidencjonowała płatności i obsługiwała reklamacje.

Elastyczność nie przesądza o wolności

W ocenie inspekcji ten układ nosi cechy stosunku pracy. Jak relacjonuje serwis PulsHR, zdaniem GIP elastyczny grafik i własny sprzęt nie przesądzają o cywilnoprawnym charakterze współpracy, ponieważ po przyjęciu rezerwacji barber jest już związany miejscem i czasem wykonania usługi, a cały proces obsługi klienta — od zapisów po płatność i reklamację — organizuje salon. Innymi słowy: tam, gdzie usługodawca jest wpięty w cudzą organizację pracy i cudzy cennik, deklarowana swoboda niewiele znaczy.

To rozstrzygnięcie wpisuje się w szerszą linię pierwszych interpretacji GIP. Jak wylicza kancelaria Chudzik i Wspólnicy, inspekcja dopatrzyła się stosunku pracy także u studentów dorabiających na zleceniach przy produkcji i sprzedaży pieczywa — mimo że sami zgłaszali dostępność i mogli tygodniami nie brać zleceń — oraz u kelnerów, kierowców i opiekunów wpiętych w zorganizowany proces obsługi. Wspólny mianownik: GIP patrzy nie na deklaracje stron, lecz na to, kto faktycznie organizuje pracę.

Sygnał dla całej branży usług

Poniedziałkowa analiza „Rzeczpospolitej” studzi skrajne interpretacje: podejście inspekcji w konkretnej sprawie nie oznacza, że każdy model B2B w branży fryzjerskiej jest automatycznie wykluczony. Granica przebiega tam, gdzie kończy się realna samodzielność przedsiębiorcy — fryzjer z własnym cennikiem, własnymi klientami i realnym ryzykiem gospodarczym to co innego niż wykonawca wpięty w system rezerwacyjny sieci. Dziennik radzi jednak salonom przejrzeć zasady współpracy, zanim zrobi to za nie kontrola.

Stawka wykracza poza branżę beauty. Model „wynajmu fotela” i podobne konstrukcje — od gastronomii po logistykę — przez lata pozwalały firmom ciąć koszty składek, a wykonawcom podnosić bieżące wypłaty kosztem urlopów, chorobowego i przyszłych emerytur. Nowe interpretacje GIP, automatycznie trafiające do ZUS i KAS, mogą ten rachunek odwrócić. Dla pracowników usług to potencjalnie powrót podstawowych zabezpieczeń, których pozbawiał ich wymuszony „biznes na własnym nazwisku”; dla właścicieli salonów — wzrost kosztów pracy, który część z nich przerzuci na ceny strzyżenia. Spór o to, gdzie kończy się przedsiębiorczość, a zaczyna obchodzenie kodeksu pracy, właśnie dostał nowego arbitra — i pierwsze wyroki tego arbitra idą konsekwentnie w jedną stronę.

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA