Przeżył 19 lat dzikiego internetu, przegrał z nowym prawem. Dlaczego zniknął kontrowersyjny Sadistic.pl
Z polskiej sieci zniknął jeden z jej najbardziej kontrowersyjnych serwisów: Sadistic.pl, działający w ostatnim okresie pod nazwą Sadol.pl, został wygaszony 1 września 2026 r. po blisko 19 latach — poinformowali administratorzy w pożegnalnym oświadczeniu opublikowanym na stronie. Powody wskazali trzy: brak pieniędzy, presję własnej społeczności i rosnącą liczbę regulacji przerzucających na operatorów odpowiedzialność za treści użytkowników. Wszystkie trzy to znaki nowej epoki, która właśnie domknęła się także w polskim prawie — od 23 sierpnia za rozpowszechnianie patotreści grozi do 3 lat więzienia.
Od memów do sekcji „Hard”
Serwis ruszył w październiku 2007 r. z inicjatywy twórcy o pseudonimie Centurion, związanego obecnie ze spółką Limbo Media, i opierał się w całości na treściach wrzucanych przez społeczność — od memów i czarnego humoru po dyskusje, które gdzie indziej były blokowane. Zamiast lajków dobre wpisy nagradzano wirtualnymi „piwami”. Rozpoznawalność — i złą sławę — dała mu jednak sekcja „Hard”: nagrania wypadków, bójek, katastrof, scen z wojen i przestępstw, których na grzeczniejszych stronach nie było. Jedyną barierą dostępu było okienko z deklaracją pełnoletności, którego nikt nie weryfikował — o sprawdzaniu wieku przez mObywatela nikt wówczas nie myślał.
Serwis pełnił też funkcję, o której dziś mało kto pamięta: bywał archiwum internetu, ostatnim miejscem, gdzie dawało się znaleźć filmy zdjęte z YouTube’a.
Zasięgi, które odcinały pieniądze
Charakter, który przyciągał ruch, jednocześnie odcinał przychody. Sieci reklamowe nie chciały sąsiadować z sekcją „Hard”, a rebranding na Sadol niczego w tej sprawie nie zmienił. W 2024 r. właściciele poinformowali o braku środków na dalsze utrzymanie strony i serwis uratowała zrzutka użytkowników — za drugim podejściem sztuka już się nie powtórzyła.
Równolegle narastał konflikt z własną społecznością. Jak wynika z oświadczenia administratorów, próba uczynienia serwisu miejscem mniej problematycznym dla właścicieli zakończyła się niepowodzeniem: odbiorcy oczekiwali znacznie mocniejszego przekazu, a napięcia przybrały formę częstych ataków, momentami nawet gróźb pod adresem prowadzących stronę. Moderatorzy łagodzili ton publikowanych treści — użytkownicy odpowiadali buntem i odpływem.
Przyszła pora na zasłużony odpoczynek. Dziękujemy, że byliście częścią tej przygody
— czytamy w pożegnalnym oświadczeniu zespołu Sadol.pl. Informacja o planowanym zamknięciu pojawiła się 22 sierpnia, a 1 września strona przestała działać.
Prawo dobiło model biznesowy
Trzecim gwoździem okazał się krajobraz regulacyjny. Administratorzy wprost wskazali na rosnącą liczbę przepisów dotyczących platform internetowych — zwłaszcza tych z materiałami wideo — które coraz mocniej obciążają operatorów odpowiedzialnością za to, co jest u nich dostępne. Unijny akt o usługach cyfrowych (DSA), stosowany od lutego 2024 r., i krajowe przepisy z lipca 2026 r. odwróciły logikę, na której zbudowano serwisy pokroju Sadistica: operator przestał być neutralnym „słupem ogłoszeniowym”.
Kluczowy okazał się jednak nowy art. 255b Kodeksu karnego, obowiązujący od 23 sierpnia 2026 r.: za rozpowszechnianie patotreści grozi do 3 lat pozbawienia wolności, a do 5 lat — gdy w materiale utrwalono małoletniego. Co istotne, przepis obejmuje nie tylko twórców, ale i tych, którzy takie materiały udostępniają. Czyli dokładnie mechanizm, na którym przez blisko dwie dekady opierała się sekcja „Hard”. Właściciele zamknęli stronę sami — zanim zdążył to zrobić ktokolwiek z urzędu.
Luka symboliczna, nie funkcjonalna
Złudzeniem byłoby sądzić, że wraz z Sadolem znika popyt na drastyczne treści — ten przeniósł się już wcześniej na Telegram, Discorda i do zamkniętych grup, gdzie egzekwowanie przepisów jest znacznie trudniejsze. Kończy się natomiast pewien model: jawnie działającego serwisu, którego operator mógł uczciwie mówić, że nie odpowiada za to, co wrzucili inni.
Z perspektywy ochrony najmłodszych trudno po Sadisticu płakać — przez 19 lat od nagrań śmierci dzieliło dziecko jedno niesprawdzane kliknięcie, a nowe prawo domyka lukę, którą tamten internet zostawił szeroko otwartą. Warto jednak odnotować i drugą stronę bilansu: razem z sekcją „Hard” zniknęło archiwum materiałów dokumentujących wypadki, wojny i przestępstwa, a egzekwowanie odpowiedzialności wobec anonimowych kanałów na zagranicznych komunikatorach dopiero pokaże, czy państwo ściga patologię, czy tylko jej najbardziej widoczny adres. Test nowego art. 255b zaczyna się więc dopiero teraz — już nie na Sadolu, lecz tam, dokąd jego użytkownicy przenieśli się z przyzwyczajeniami.
Źródło: Bezpiecznik










