Zawieszenie broni Izrael-Hezbollah trzeszczy w szwach. Prezydent Libanu wzywa USA na pomoc
Izraelska armia nakazała w poniedziałek ewakuację w południowym Libanie przed planowanym uderzeniem w obiekt Hezbollahu — to już trzeci taki rozkaz od czerwcowego zawieszenia broni, które nie powstrzymało niemal codziennej wymiany ognia — informuje CNBC. W niedzielnych izraelskich atakach na południu Libanu zginęło co najmniej siedem osób, a prezydent Libanu Joseph Aoun wezwał Stany Zjednoczone i społeczność międzynarodową do pomocy w zatrzymaniu eskalacji.
Trzeci rozkaz ewakuacji od czerwca
W poniedziałkowym wpisie na platformie X rzeczniczka izraelskiej armii Ella Waweya wezwała mieszkańców budynku oznaczonego na załączonej mapie w miejscowości Deir al-Zahrani — oraz sąsiednich zabudowań — do natychmiastowej ewakuacji i oddalenia się o co najmniej 300 metrów. Jak wskazała, obiekt znajduje się w pobliżu instalacji Hezbollahu, którą armia zamierza zaatakować, a pozostanie w rejonie „naraża na niebezpieczeństwo”.
W tym samym wpisie izraelska armia oskarżyła Hezbollah o „rażące naruszenie” porozumienia o zawieszeniu broni, twierdząc, że w kierunku jej sił wystrzelono drona z ładunkiem wybuchowym, co zmusza wojsko do zdecydowanej odpowiedzi.
To dopiero trzeci rozkaz ewakuacji wydany od ogłoszenia czerwcowego rozejmu — pierwszy opublikowano w sieci 5 sierpnia, drugi w niedzielę.
Siedem ofiar niedzielnych nalotów
Jak podał Reuters, powołując się na libańskie ministerstwo zdrowia, w niedzielnych izraelskich uderzeniach na południu Libanu zginęło co najmniej siedem osób, w tym dwie kobiety, a sześć zostało rannych. Izrael przedstawił te ataki jako odwet za drony Hezbollahu wystrzelone w stronę jego sił.
Prezydent Libanu Joseph Aoun nazwał w niedzielę uderzenia „niebezpieczną eskalacją”, wymierzoną w „czysto cywilne administracje i ośrodki zdrowia”. Kancelaria prezydenta wezwała jednocześnie USA i społeczność międzynarodową do pomocy w powstrzymaniu ataków.
Rozejm z czerwca nie zatrzymał przemocy
Liban został wciągnięty w szerszą wojnę regionalną w marcu, gdy wspierany przez Iran Hezbollah formalnie przyłączył się do walk, co wywołało izraelskie naloty i inwazję lądową. Według strony libańskiej konflikt od 2 marca pochłonął co najmniej 4300 ofiar śmiertelnych, a ponad 12 tys. osób zostało rannych.
Przemoc utrzymuje się mimo wynegocjowanego przy pośrednictwie USA porozumienia o zawieszeniu broni z czerwca — dochodzi do sporadycznych izraelskich uderzeń i ataków dronów Hezbollahu. Ubiegły miesiąc był najkrwawszy od zawarcia rozejmu: według przywoływanych przez CNBC danych Al Jazeery izraelskie naloty zabiły w południowym Libanie co najmniej 11 osób, a 19 raniły.
Sekwencja ostatnich dni — niedzielne naloty z siedmioma ofiarami, drugi i trzeci rozkaz ewakuacji wydane dzień po dniu — pokazuje, że czerwcowy rozejm istnieje już głównie na papierze. Każda ze stron przedstawia swoje działania jako odpowiedź na naruszenia drugiej: Izrael wskazuje na drony Hezbollahu, Bejrut na uderzenia w obiekty cywilne. Apel prezydenta Aouna kierowany do Waszyngtonu to zarazem przyznanie, że libańskie państwo nie ma narzędzi, by samodzielnie zatrzymać eskalację na własnym terytorium — a od reakcji pośrednika czerwcowego porozumienia zależy, czy rozejm da się jeszcze uratować.
Źródło: CNBC










