starlink

Starlink kontroluje 93 proc. światowej przepustowości satelitarnej. Europie chce walczyć o suwerenność

07.09.2026
Kamil Śliwiński
Czas czytania: 5 minut/y

Światowa podaż pojemności satelitarnej wzrosła w latach 2023–2025 aż 3,5-krotnie, do 105 Tb/s, a 93 proc. tej przepustowości pochodzi obecnie z amerykańskiego systemu Starlink — wynika z danych firmy konsultingowej Novaspace, przytaczanych przez agencję Newseria. Zdaniem Piotra Mierzejewskiego, prezesa Thorium Space, Europa nie ma szans na kosztową rywalizację ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami na rynku konsumenckim — pozostaje jej suwerenność technologiczna, czyli bezpieczna łączność dla sił zbrojnych i rządów. Polska dołoży do europejskiego systemu IRIS2 kilkanaście satelitów za 2,8 mld zł.

Wojna napędza popyt na łączność z orbity

Globalna przepustowość satelitarna rośnie od 2022 roku, czyli od wybuchu wojny w Ukrainie. Według danych Novaspace światowa podaż pojemności satelitarnej wzrosła w 2022 roku do 15 Tb/s, czyli o 62 proc. r/r, a w latach 2023–2025 zwiększyła się 3,5-krotnie, osiągając 105 Tb/s. Eksperci wiążą ten trend z rosnącym zapotrzebowaniem sił zbrojnych — łączność satelitarna służy m.in. do sterowania bezzałogowymi statkami powietrznymi.

Na ten rok prognozy robione na zasadzie przedłużenia linii trendu dochodzą do 120–130 Tb/s, czyli jest to wielokrotny wzrost wynikający z zapotrzebowania. Technologia łączności satelitarnej ma szerokie zastosowania na wojnie, w siłach zbrojnych. Nie tylko do komunikacji, ale również sterowania różnymi bezzałogowymi statkami, dronami. W związku z tym są to elementy, które obecnie stanowią o przewadze na polu walki. Bezawaryjna, bardzo szybka, bezpieczna łączność decyduje o tym, kto jest silniejszy i może więcej

— mówi w rozmowie z agencją Newseria Piotr Mierzejewski, prezes Thorium Space.

Jeden gracz ustawia cały rynek

Aż 93 proc. światowej przepustowości satelitarnej pochodzi obecnie z systemu Starlink. Ceny jego usług na polskim rynku zaczynają się od 135 zł z modemem — to równowartość kosztów, które kilka lat temu trzeba było ponieść za łączność GPS-ową dostarczaną przez sieci komórkowe.

Ten trend zaowocował zjawiskami, że obecnie amerykański Starlink, jeżeli patrzymy na oferowaną przepustowość, jest globalnym potentatem, monopolistą. Ta sytuacja ustawia ten rynek, definiuje pewne możliwości rozwoju bądź ich brak. Ustala też warunki cenowe i kierunki, w których firmy, w tym europejskie, mogą lub powinny się rozwijać

— uważa Mierzejewski.

Jak podaje Komisja Europejska, rynek satelitów przechodzi znaczącą transformację ze względu na spadek kosztów wynoszenia na orbitę i produkcji satelitów oraz uznanie ich za ważny element zapewniania łączności cyfrowej na obszarach o niedostatecznym zasięgu. Przewaga USA nie ogranicza się jednak do samych satelitów.

Łączność to nie tylko te urządzenia, które bezpośrednio nadają i odbierają. To również możliwość wynoszenia satelitów, ich produkowania, jak również tworzenie rakiet, napędów do nich, efektywność kosztowa całego ekosystemu. W tym aspekcie amerykańskie rozwiązania są teraz bezkonkurencyjne. Biorąc pod uwagę sam element wynoszenia, on jest kilkukrotnie tańszy od rozwiązań europejskich. Nowe, które nadchodzą i które z jednej strony zwielokrotnią możliwości, a z drugiej znacząco obniżą koszty o rząd wielkości, spowodują, że dystans między Stanami Zjednoczonymi a resztą świata będzie bardzo szybko rósł. Zmienią się koszty wynoszenia satelitów, w związku z czym łatwiej będzie rozbudowywać te konstelacje, ponieważ na rynku działa nie tylko Starlink. Tam powstają nowe byty

— wyjaśnia prezes Thorium Space.

Kosztowo nie mamy szans, została suwerenność

Zdaniem eksperta kluczowe są koszty wynikające ze skali i potrzeb — i tu Europa przegrywa nie tylko z Amerykanami, ale też z Chinami i Indiami.

Europa przy dzisiejszej konfiguracji jest w stanie zaspokajać jedynie swoje potrzeby. W związku z tym będzie działała w dużo mniejszej skali i miała większe koszty prowadzenia działalności. Poza tym wszystkie uwarunkowania prawne, organizacyjne, koszt energii, materiałów i rozwiązania środowiskowe związane z produkcją sprawiają, że z punktu widzenia kosztowego nie mamy szans na rywalizację. Pozostał tylko aspekt suwerenności technologicznej, zasilania sił zbrojnych, gdzie koszty dostępu nie mają tak dużego znaczenia

— zaznacza Mierzejewski.

To nie są tylko wyzwania budowane przez Stany Zjednoczone. Jeżeli chodzi o Chiny i Indie, tam również skala jest większa, koszty mniejsze i dużo większa dynamika. Chiny są potentatem produkującym cały asortyment dóbr konsumowanych na świecie. Poprzez globalną skalę obniża swoje koszty jednostkowe produkcji. Z tymi dwoma modelami, amerykańskim i chińskim, będzie bardzo trudno wygrać na rynku konsumenckim, gdzie koszt decyduje. Pozostaje więc kwestia suwerenności rozumianej jako dostarczenie siłom zbrojnym, rządom łączności, która będzie bezpieczna, bezawaryjna i zabezpieczona przed obcą ingerencją

— dodaje.

IRIS2, czyli europejska odpowiedź z ryzykiem opóźnień

Odpowiedzią Europy ma być IRIS2 (Infrastructure for Resilience, Interconnectivity and Security by Satellite) — system bezpiecznej łączności satelitarnej, który ma zapewnić krajom unijnym niezależność w komunikacji rządowej, wojskowej i komercyjnej. Będzie korzystać z 348 satelitów rozmieszczonych na niskiej (LEO) i średniej (MEO) orbicie okołoziemskiej. Polska będzie współtworzyć tę konstelację: sfinansuje budowę kilkunastu satelitów na łączną kwotę 2,8 mld zł (656 mln euro) ze środków przesuniętych w ramach Krajowego Planu Odbudowy.

W Europie powstała koncepcja projektu Iris Square. Będzie on realizowany przez konsorcja firm europejskich, w związku z czym uzgodnienie tych rozwiązań i dostęp do rynku zbytu i projektów, które wiążą się ze zleceniami, będą trudniejsze dla poszczególnych firm. Czyli skala będzie mała, mechanizm dojścia do rozwiązania z natury wymaga większej ilości czasu, ponieważ mamy porozumienia firm versus monolity działające na rynku amerykańskim. W związku z tym należałoby się spodziewać, że ta odpowiedź nie będzie szybka. Prawdopodobnie spełni stawiane przed tym projektem zadania, natomiast spodziewałbym się opóźnień w realizacji

— ocenia prezes Thorium Space.

Młody polski sektor czeka na zamówienia

Przełomowym momentem dla polskiego sektora kosmicznego było wyniesienie 28 listopada 2025 roku pierwszego polskiego wojskowego satelity radarowego ICEYE na pokładzie rakiety Falcon 9 firmy SpaceX — wynika z najnowszego raportu Polskiej Agencji Kosmicznej (POLSA) podsumowującego stan rozwoju badań i wykorzystania przestrzeni kosmicznej w Polsce w 2025 roku. Satelita zapewnia Siłom Zbrojnym RP zdolność do niezależnej obserwacji Ziemi w każdych warunkach pogodowych i niezależnie od pory dnia. Raport pokazuje zarazem, że rozwój projektów kosmicznych w Polsce nie ma wyłącznie charakteru rynkowego — opiera się na współistnieniu logiki komercyjnej, publicznej i naukowo-badawczej.

Polski sektor kosmiczny bardzo dynamicznie się rozwija, jest jednak młody. Część firm ma już doświadczenia związane z wyniesieniami swoich rozwiązań w przestrzeń kosmiczną. Są też takie, które dopiero je budują i będą miały doświadczenia tzw. flying heritage w przyszłości. Żeby móc korzystać z ich produktów, potrzebne jest wsparcie polegające na dawaniu tym przedsiębiorstwom pracy, zlecaniu, kupowaniu od nich rozwiązań

— podkreśla Mierzejewski.

Prezes wskazuje przy tym na barierę, o którą rozbijają się młode firmy z sektora: system zamówień premiuje bezpieczeństwo i przewidywalność, a nie nowe podmioty.

Dotychczas przynajmniej moja firma korzystała z projektów naukowo-badawczych, które pozwalały rozwijać technologie. Natomiast dużo trudniej ulokować już konkretne rozwiązania na polskim i europejskim rynku. Na europejskim dlatego, że tam są dużo dojrzalsze firmy i jest bardzo duża konkurencja. Na polskim z tego względu, że jest awersja do ryzyka kupowania rozwiązań od firm, które dopiero je tworzą. Ryzyko związane z dostawą na pewno jest większe, a system zamówień jest oparty na bezpieczeństwie i przewidywalności

— tłumaczy Mierzejewski.

Thorium Space realizuje m.in. partnerski projekt HummingSat Europejskiej Agencji Kosmicznej, system teledetekcji i komunikacji dla rakiet suborbitalnych SUBCOM oraz taktyczny adaptacyjny transponder satelitarny T-XPDR. Firma koncentruje się na dostarczaniu pełnego zestawu urządzeń — części naziemnej i kosmicznej — z myślą o zastosowaniach specjalnych, a nie o rynku konsumenckim: zamiast optymalizacji ceny stawia na pewność działania, stabilność, bezpieczeństwo i wytrzymałość. Jak podkreśla prezes, kluczowym aspektem całego systemu łączności będzie w przyszłości odporność na zakłócenia i bezpieczeństwo transmisji, które firma zamierza uzupełniać modułowo rozwiązaniami innych podmiotów.

Diagnoza płynąca z tego materiału jest twarda: na konsumenckim rynku łączności satelitarnej wyścig cenowy z amerykańską i chińską skalą jest dla Europy przegrany, zanim się zaczął. Stawką pozostaje to, co pozacenowe — suwerenna, odporna na obcą ingerencję łączność dla państwa i wojska. Tu jednak sama deklaracja udziału w IRIS2 i 2,8 mld zł na satelity nie wystarczą: młody polski sektor kosmiczny wprost mówi, że potrzebuje nie grantów badawczych, lecz zamówień. Jeśli państwo chce mieć suwerenną technologię, musi być jej pierwszym klientem — inaczej polskie firmy zbudują kompetencje, z których skorzysta kto inny.

Źródło: Newseria

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA