„To tak jakby zakazać Niemcom Oktoberfestu”. Chmielarze ostrzegają przed skutkami zakazu reklamy piwa
Jeśli projektowane przepisy o zakazie reklamy piwa wejdą w życie w obecnym kształcie, imprezy takie jak Chmielaki Krasnostawskie nie będą mogły się odbywać, a cios odczują nie tylko browary, lecz całe chmielarskie rodziny uprawiające tę roślinę od pokoleń — mówi w rozmowie z PKB24.pl Mariusz Śmich, przewodniczący zarządu Stowarzyszenia Polskich Plantatorów Chmielu. Rozmawialiśmy podczas jubileuszowych, 55. Chmielaków w Krasnymstawie — święta chmielu i piwa, które zdaniem naszego rozmówcy padłoby jako jedna z pierwszych ofiar nowych regulacji.
O sprawie pisaliśmy wcześniej już TUTAJ
„Nie ma polskiego piwa bez polskiego chmielu”
Projekt zakazu reklamy piwa, przyjęty przez sejmową Komisję Zdrowia pod koniec lipca, trafi na wrześniowe posiedzenie Sejmu. Dla plantatorów z Lubelszczyzny — regionu, w którym koncentruje się polskie chmielarstwo — to zagrożenie egzystencjalne.
Nie ma polskiego piwa bez polskiego chmielu. Jako jedni z pierwszych dostrzegliśmy problem: jeśli ograniczymy albo zrujnujemy możliwości produkcyjne polskim browarom, zniszczymy też bardzo znaczącą, rozpoznawalną w świecie gałąź, jaką jest polskie chmielarstwo
— powiedział PKB24.pl Mariusz Śmich, przewodniczący zarządu Stowarzyszenia Polskich Plantatorów Chmielu.
Nasz rozmówca podkreśla, że chmielu nie da się uprawiać „z dnia na dzień” — wymaga ogromnej wiedzy o agrotechnice i zwalczaniu chorób w ściśle określonym czasie, a na Lubelszczyźnie uprawiają go rodziny w trzecim, czwartym i piątym pokoleniu, które przez lata inwestowały w technologię i wiedzę. Sieć powiązań jest przy tym szersza niż same plantacje.
Mamy dane dotyczące poszczególnych gospodarstw parających się uprawą chmielu, ale to naczynia powiązane: są to rodziny, są to innego rodzaju podmioty gospodarcze — dostarczające części, dostarczające maszyny do uprawy i obróbki chmielu. No i przede wszystkim przemysł browarniczy, który już na chwilę obecną może pochwalić się tym, że w browarze pracuje kolejne pokolenie browarników wywodzących się z tych samych rodzin o wieloletnich tradycjach
— tłumaczył Śmich.
Koniec Chmielaków?
Najbardziej namacalnym skutkiem regulacji byłby — zdaniem rozmówcy PKB24 — los samego święta, na którym rozmawialiśmy.
Proszę sobie wyobrazić, że wskutek niektórych zapisów znajdujących się w tych projektach ustaw mamy zakaz reklamy. Tego typu impreza nie mogłaby się odbyć, ponieważ mielibyśmy zakaz propagowania tego, co jest naszą kulturą i tradycją
— mówił, przypominając, że tegoroczna edycja to okrągłe 55-lecie krasnostawskiej imprezy.
Proszę sobie wyobrazić, że Niemcom pan zabroni organizacji Oktoberfest. Będziemy mieli ogólnospołeczne oburzenie — a w Polsce przejdzie to bez echa?
— pytał retorycznie.
Śmich przekonuje przy tym, że regulatorzy walczą z problemem, który rynek sam rozwiązuje. Jego zdaniem od lat 80. i 90., gdy obowiązywał „model postsowiecki” — picia byle czego i wszędzie, wyłącznie dla efektu odurzenia — kultura konsumpcji zmieniła się fundamentalnie: dzisiejszy Polak to świadomy konsument, wybierający droższe, wysokogatunkowe trunki po to, by ich spróbować, a nie się upić. Dlatego, jak mówił, „nie zawracałby kijem Wisły”, tylko pozwolił rynkowi dalej zmierzać w kierunku modelu zachodniego.
Lubelszczyzna to rolnictwo i turystyka
Przewodniczący zarządu SPPCh zwraca uwagę na regionalny wymiar sporu, który w warszawskiej debacie łatwo umyka.
Proszę sobie wyobrazić, że Lubelszczyzna to tak naprawdę tylko dwie gałęzie. To jest rolnictwo i turystyka. Ograniczając drastycznie turystykę i rolnictwo, wymazujemy z mapy bardzo ciekawy region naszego kraju
— ostrzegał Śmich.
Stowarzyszenie Polskich Plantatorów Chmielu apeluje w tej sytuacji do wszystkich opcji rządzących i parlamentarzystów z regionu o zaprzestanie nadmiernych regulacji. Śmich przywołuje też lekcję z niedawnej historii: ostatnie większe ingerencje, choćby w akcyzę, skończyły się według niego wzrostem przemytu i alkoholu z niepewnych źródeł. Zakazy nie usuną piwa z grillów i festynów — usuną tylko polskiego producenta z łańcucha dostaw.
Rynek nie lubi próżni: piwa na nasz rynek dostarczą zagraniczne koncerny z wykorzystaniem pracy i komponentów zagranicznych rolników. Opamiętajmy się, póki jeszcze mamy na to czas, bo coś zniszczyć jest bardzo łatwo, ale przywrócić potencjał produkcyjny — to już jest droga przez mękę
— podsumował przewodniczący.
Źródło: PKB24.pl










