„To nie dron jest solą pola walki, ale piechota”. Ekspert rozprawia się z mitami wojny w Ukrainie
Obraz wojny w Ukrainie, jaki wyłania się z mediów społecznościowych, jest wypaczony — przekonuje Michał Fiszer, pilot wojskowy, uczestnik misji UNPROFOR i UNIKOM, publicysta i wykładowca, we wpisie opublikowanym 20 września w serwisie X. Autor punktuje kolejno mity o dominacji dronów, „śmierci czołgów” i rzekomo poradzieckim betonie w polskim dowództwie. Jego zdaniem o polu walki wciąż rozstrzyga piechota, a dla Polski groźniejsza od rosyjskich czołgów jest wojna kognitywna: Rosja może wygrać „na Facebooku”, zanim padnie pierwszy strzał.
Drony zmieniły wojnę, ale mają granice
Fiszer nie kwestionuje, że drony przeobraziły pole walki — wylicza jednak ich ograniczenia. Operują głównie w dzień, bo maszyny z kamerami termowizyjnymi są kilkakrotnie droższe i przez to wyraźnie mniej liczne; nie znoszą deszczu, śniegu i mgły; a zasięg — ograniczony łącznością i pojemnością baterii — sprawia, że „strefa śmierci” rozciąga się na 3-5 km od przedniego skraju przeciwnika. Dwadzieścia kilometrów w głąb ugrupowania wroga skuteczność jest już niska, a tam operuje głównie droższa, nieliczna amunicja krążąca.
Autor przypomina, że zmierzch czołgu wieszczono już w latach 30. (tanie działa przeciwpancerne) i 60. (kierowane pociski przeciwpancerne) — i za każdym razem przedwcześnie. Przywołuje statystyki strat ZSRR z lat 1941-1945, od ok. 20,5 tys. czołgów w pierwszym roku Operacji Barbarossa po ok. 8,7 tys. do 10 maja 1945 roku.
Popatrzmy. W każdym roku tracił więcej czołgów i dział samobieżnych niż straciła Rosja w ciągu całej, 4,5-letniej wojny z Ukrainą. Ale czy ktoś śmie twierdzić, że czołgi w II wojnie światowej nie odegrały żadnej roli?
— pisze Michał Fiszer.
Piechota pod ziemią, Bradleye na powierzchni
Głównym środkiem walki w Ukrainie pozostaje według autora piechota: to ona trzyma teren, buduje linie obronne, szturmuje i prowadzi infiltrację, kryjąc się w fortyfikacjach, do których drony z małymi ładunkami nie sięgają. Odpowiednio przykryte i zamaskowane ukrycie ziemne ochroni nawet czołg czy haubicę — zniszczyć je może dopiero celna salwa artylerii albo bomba lotnicza, przed którą, jak zaznacza, „nie da się ukryć, nigdzie”.
Wrażenie wszechobecności dronów tłumaczy prosto: dron z natury transmituje i nagrywa obraz, a filmy zalewają potem sieć — piechurzy w walce filmów nie kręcą. Do podwożenia piechoty do szturmu służą zaś ciężkie bojowe wozy piechoty: Bradleye ocenia jako niemal tak odporne jak czołgi — do zniszczenia jednego potrzeba kilkunastu dronów, a załoga z reguły wychodzi cało. W tym kontekście przywołuje ukraińskie zamówienie aż 3000 niemieckich ciężkich bwp KF41 Lynx, w większości do wyprodukowania w samej Ukrainie, oraz prace nad rodzimym wozem „Pegas”. Powołuje się też na słowa gen. Bieńka, że Ukraińcy nadal proszą o czołgi, choć priorytetem jest obecnie amunicja przeciwlotnicza i przeciwrakietowa.
Następnym razem będzie Blitzkrieg — po wojnie kognitywnej
Najbardziej wybrzmiewa u Fiszera wątek przyszłej rosyjskiej agresji. Rosjanie, przekonuje, nie powtórzą błędu z 2022 roku: najpierw skłócą ofiarę z sojusznikami, spróbują wyprowadzić ją z UE i NATO, a wojną kognitywną i hybrydową doprowadzą do ostrego konfliktu wewnętrznego, chaosu i anomii.
I dopiero w taką galaretę wjadą. Oczywiście to będzie MUSIAŁ być Blitzkrieg, bo inaczej państwo się zorganizuje, społeczeństwo skonsoliduje, a dawni sojusznicy i tak ruszą na pomoc, bo nie są idiotami
— przekonuje publicysta.
W działaniach manewrowych — dodaje — drony odegrają mniejszą rolę, bo wymagają rozbudowanego, stacjonarnego zaplecza: warsztatów, łączności, stacji ładowania. Wzrośnie za to znaczenie pojazdów pancernych z systemami obrony aktywnej, jak izraelski Trophy — wybrany do polskich K2PL — czy Iron Fist Elbitu. Skuteczność tych rozwiązań ilustruje pytaniem, dlaczego Izrael śmiało używa pancerza w Libanie, skoro Hezbollah dronów ma „całe mnóstwo”. Odnotowuje też rosyjską odpowiedź: wprowadzoną w lipcu 2026 roku Arenę-M.
„Żaden współczesny polski generał nie szkolił się w ZSRR”
Osobny akapit Fiszer poświęca zarzutom wobec polskiego dowództwa, które część komentatorów nazywa „betonem wyszkolonym w ZSRR”. Rozbraja je arytmetyką: współpraca wojskowa z ZSRR skończyła się w 1990 roku, generałowie odchodzą obligatoryjnie w wieku 65 lat, więc dzisiejszy 65-latek był wówczas 29-letnim oficerem tuż po szkole — a takich na kursy do ZSRR nie kierowano.
Nasze dowództwo dobrze wie co robi. Czerpią wiele z ukraińskich doświadczeń. Mają jednocześnie świadomość, że nasza (natowska) przewaga powietrzna i informacyjna zmieni bardzo wiele w konfrontacji z Rosją
— ocenia autor, opisując poligonową codzienność: drony jako stały element ćwiczeń, powszechne tworzenie kompanii dronowych i szkolenia operatorów.
Tekst Fiszera warto czytać nie jako spór o sprzęt, lecz jako głos w debacie o polskich priorytetach obronnych — od struktury zamówień po odporność społeczną. Jego najmocniejsza teza dotyczy zresztą nie wojska, ale nas samych: Rosja nie ruszy na państwo skonsolidowane, może za to wygrać wojnę „na Facebooku”, zamieniając społeczeństwo w „skłóconą i rozedrganą galaretę”. Jeśli ta diagnoza jest trafna, pierwszą linią obrony Rzeczypospolitej nie są ani drony, ani czołgi, lecz spójność wspólnoty i zaufanie do własnego państwa — a te buduje się w czasie pokoju.
Źródło: Michał Fiszer, wpis w serwisie X (20 września 2026)










