„Ściana pieniędzy” rusza na rynki wschodzące. Wszystko przez desperacki ruch Waszyngtonu
Rynki wschodzące czeka napływ „ściany pieniędzy” — ocenia Robin Brooks z Brookings Institution, cytowany przez CNBC. Paradoksalnie sprawcą jest amerykański resort finansów: sierpniowa decyzja sekretarza skarbu Scotta Bessenta o podwojeniu skupu długoterminowych obligacji USA osłabiła dolara i ożywiła carry trade, czyli strategię pożyczania w taniej walucie, by inwestować w wyżej oprocentowane aktywa. Na liście faworytów analityków: Brazylia, Turcja i Kolumbia.
Waszyngton gasi rentowności, rynek szuka wyjścia
Przypomnijmy mechanizm: w sierpniu Bessent podwoił planowany skup obligacji o dłuższych terminach zapadalności, by zdusić rentowności, które wystrzeliły na fali obaw o inflację i zadłużenie USA. Jak ujął to Brooks, rynki szukają teraz miejsc, w których można „przeczekać zadłużeniową bonanzę” — a próby obniżania rentowności przez największe gospodarki rozwinięte ostatecznie wspierają carry trade, bo zbijają największe ryzyko tej strategii: nagły skok kosztów finansowania.
Pieniądze już płyną. Według danych TD Securities globalne fundusze obligacji rynków wschodzących zanotowały w tygodniu do środy napływy rzędu 967 mln dol., o ok. 15 proc. więcej niż tydzień wcześniej — i to w momencie, gdy napływy do funduszy obligacji ogółem hamowały. Na interwencji zyskało też złoto, w którym bezpiecznej przystani szukają m.in. Deutsche Bank i założyciel Bridgewater Associates Ray Dalio.
Ogłoszenie Departamentu Skarbu zasygnalizowało rynkowi, że Stany Zjednoczone mogą potencjalnie sięgać po politykę przypominającą represję finansową. Skutkiem był słabszy dolar, a skorzystały wysokodochodowe waluty G10 i rynków wschodzących
— powiedział cytowany przez CNBC Peter Kinsella, globalny szef strategii walutowej Union Bancaire Privée w Londynie.
Liczby to potwierdzają: od ogłoszenia Bessenta koreański won umocnił się do dolara o 2,83 proc., brazylijski real o 0,64 proc., a południowoafrykański rand o 0,59 proc. — wynika z danych LSEG.
Brazylia i Turcja na czele, Kolumbia czarnym koniem
Zdaniem Kinselli otoczenie sprzyjające carry trade — niska zmienność i szeroko spadająca inflacja — pozostaje „mocno na miejscu”. Wśród rynków wschodzących faworytami są Brazylia i Turcja, kuszące wysokimi stopami zarówno nominalnie, jak i po korekcie o inflację. Brazylia ma jeden z najwyższych realnych poziomów stóp wśród dużych gospodarek: stopa referencyjna wynosi 14 proc. przy inflacji 4,2 proc. (dane z połowy sierpnia). Turecki bank centralny utrzymał w lipcu stopę repo na poziomie 37 proc. przy rocznej inflacji 31,75 proc. W grupie G10 Kinsella wskazuje na waluty Australii i Norwegii.
Prawdziwą gwiazdą roku jest jednak Kolumbia — według Wee Khoon Chonga, stratega makro BNY na Azję i Pacyfik, „bardzo popularna” wśród graczy carry trade. Kolumbijska waluta zyskała od początku roku ok. 20 proc., podobnie jak tamtejszy indeks giełdowy COLCAP.
Na drugim biegunie znalazła się Azja. Jak mówił w poniedziałek na antenie CNBC Eric Robertson, główny strateg Standard Chartered, azjatyckie waluty będą dalej wypadać słabiej od pozostałych rynków wschodzących, bo oferują niższe implikowane rentowności — a ten wzorzec raczej się nie zmieni, jeśli Fed zmierza ku podwyżce stóp. Wymowny jest przykład Indii: tamtejsza stopa referencyjna, 5,25 proc., należy do najwyższych w Azji, a i tak stanowi niecałą jedną trzecią brazylijskiej.
To dopiero początek
Według Brooksa dolarowe carry trades dopiero się rozkręcają — rynki wschodzące doświadczyły wcześniej „masowych odpływów” kapitału z powodu wojny z Iranem, więc przestrzeń do powrotu pieniędzy jest duża. Ekonomista Brookings dodaje przy tym prognozę, która powinna dać do myślenia: ogłoszenie skupu obligacji sugeruje, że z czasem podobnych interwencji może być więcej — „w większej liczbie miejsc i z coraz większą intensywnością”.
Dla polskiego czytelnika morał jest dwuwarstwowy. Po pierwsze, złoty należy do walut rynków wschodzących — fala szukającego rentowności kapitału może więc dotrzeć i nad Wisłę, ze wszystkimi tego konsekwencjami dla kursu i importowanej dezinflacji. Po drugie, gdy największy dłużnik świata zaczyna skupować własne obligacje, a analitycy bez zażenowania używają terminu „represja finansowa”, warto pamiętać, że globalny kapitał już głosuje nogami — a część tej ucieczki widać na wykresie złota, o którym pisaliśmy dziś rano.
Źródło: CNBC










