Ameryka właśnie zabezpieczyła sobie w Wenezueli więcej ropy, niż ma u siebie
Tymczasowe władze Wenezueli przyznały wspieranej przez USA spółce North American Blue Energy Partners (NABEP) stuletnie koncesje na 17 pól naftowych o potwierdzonych rezerwach ok. 65 mld baryłek — poinformował w poniedziałek Biały Dom, cytowany przez CNBC. Dla skali: całe potwierdzone rezerwy Stanów Zjednoczonych wynosiły na koniec 2024 r. ok. 46 mld baryłek. A 35 proc. udziałów w spółce-matce NABEP objęło Biuro Kapitału Strategicznego amerykańskiego… Departamentu Wojny.
Sto lat koncesji, 20 proc. rezerw kraju
Porozumienie z Caracas ogłosił w piątek prezydent Donald Trump, a w poniedziałek wieczorem Biały Dom opublikował szczegółowy fact sheet. Koncesje dla NABEP — drugiego największego prywatnego producenta ropy w Wenezueli — obejmują ok. 20 proc. gigantycznych rezerw tego południowoamerykańskiego kraju i zostały przyznane na sto lat.
Konstrukcja umowy nie pozostawia wątpliwości, kto jest jej głównym beneficjentem. Rząd USA uzyskał prawo zakupu — po koszcie produkcji — gwarantowanych 20 proc. wydobycia ze wszystkich obecnych i przyszłych pól operowanych przez NABEP, co ma ułatwić odbudowę amerykańskich strategicznych rezerw ropy. Do tego dochodzi prawo pierwokupu pozostałych 80 proc. produkcji, czyniące Waszyngton uprzywilejowanym nabywcą całości surowca. Udział Biura Kapitału Strategicznego Departamentu Wojny w spółce-matce NABEP ma według Białego Domu reprezentować „setki miliardów dolarów wartości i dywidend dla Stanów Zjednoczonych”.
Coś ma z tego dostać także Wenezuela: NABEP planuje zainwestować do 100 mld dol. w nową infrastrukturę naftową, a w ciągu pierwszych 25 lat obowiązywania umowy ma wpłacić wenezuelskim władzom 200 mld dol. z tytułu opłat licencyjnych i podatków.
Tańszej benzyny szybko nie będzie
Entuzjazm Białego Domu studzą analitycy, którzy — jak podaje CNBC — pozostają sceptyczni, czy przełomowa umowa realnie zwiększy amerykańską produkcję energii i obniży ceny paliw dla Amerykanów w bliskim terminie. Wydobycie w Wenezueli pozostaje ułamkiem możliwości kraju po dekadach złego zarządzania, braku inwestycji i sankcji, a uwolnienie tamtejszych zasobów wymaga gigantycznych nakładów.
Wojna, głód energii i największy łup
Trudno nie czytać tej umowy w kontekście wydarzeń ostatniego półrocza. Trwająca od lutego wojna z Iranem i walka o przepustowość cieśniny Ormuz wywołały globalny niedobór energii, wywindowały ceny ropy powyżej 90 dol. za baryłkę i uzależniły importerów — od Indii po Europę — od kurczącej się puli bezpiecznych dostaw. W tym samym czasie Waszyngton naciskał na Indie, by rosyjskie baryłki zastąpiły właśnie ropą z Wenezueli.
Odpowiedź na pytanie, „o co toczy się ta wojna”, każdy czytelnik może sformułować sam — ale bilans faktów jest następujący: po sześciu miesiącach konfliktu, który zdestabilizował światowy rynek energii, Stany Zjednoczone wychodzą z umową dającą im kontrolę nad zasobami większymi niż ich własne rezerwy, ze stuletnim horyzontem, prawem pierwokupu każdej baryłki i resortem obrony w roli udziałowca koncernu naftowego. Ameryka może nie wygrać szybko o Ormuz — ale właśnie wygrała Wenezuelę.
Źródło: CNBC; Biały Dom










