Pracownik steruje robotem przemysłowym za pomocą laptopa.

Roboty zamiast imigrantów. Polski biznes wybrał już swoją odpowiedź na kryzys demograficzny

21.09.2026
Kamil Śliwiński
Czas czytania: 4 minut/y

Sztuczna inteligencja, automatyzacja i robotyzacja — a nie pracownicy z zagranicy — mają zdaniem polskich firm łagodzić skutki kurczenia się rynku pracy. Z badania „Rzeczpospolitej”, opisanego przez Anitę Błaszczak w ramach projektu „Demografia. Gospodarka Pokoleń”, wynika, że dużą lub kluczową rolę w ograniczaniu niedoboru pracowników przypisuje technologiom 63 proc. przedsiębiorstw, podczas gdy pozyskiwaniu kadr z zagranicy — zaledwie 20 proc. Tymczasem według przywołanych w badaniu szacunków ZUS samo utrzymanie obecnych proporcji między pracującymi a seniorami wymagałoby napływu około 300 tys. cudzoziemców w wieku produkcyjnym rocznie.

Technologia jest pierwszym odruchem firm

Niedobór rąk do pracy przestał być dla polskiego biznesu prognozą — stał się codziennością, na którą przedsiębiorstwa odpowiadają przede wszystkim inwestycjami w maszyny i algorytmy. Jak podaje „Rzeczpospolita”, rolę technologii w ograniczaniu braków kadrowych dostrzega ponad 93 proc. badanych firm, a jedynie niespełna 4 proc. uważa ją za niewielką lub żadną. Najmocniej na cyfrową kartę stawia sektor finansów i ubezpieczeń, w którym aż 91 proc. podmiotów ocenia znaczenie technologii jako duże. Niewiele ustępuje mu przemysł: blisko trzy czwarte firm produkcyjnych przypisuje automatyzacji, AI i robotyzacji dużą rolę, a inwestycje w roboty — po trzech latach spadków — w ubiegłym roku przyspieszyły.

Co znamienne, w rankingu czynników, które zdecydują o konkurencyjności w najbliższej dekadzie, przedsiębiorcy stawiają demografię dopiero za technologią i geopolityką. Kluczowy wpływ zmian ludnościowych na swoją przyszłość dostrzega 30 proc. firm — choć w branżach żyjących z liczby klientów obraz jest inny: w edukacji odsetek ten sięga 83 proc. Skalę technologicznego zwrotu potwierdzają przywołane przez dziennik badania zewnętrzne: według raportu PwC z końca ubiegłego roku projekty związane z AI i zaawansowaną analityką realizowało 75 proc. dużych firm, a z tegorocznego raportu Experis Polska wynika, że z rozwiązań sztucznej inteligencji korzystają trzy czwarte przedsiębiorstw w kraju.

Cudzoziemcy: niezbędni dziś, niepewni jutro

Paradoks polega na tym, że imigranci już dziś podtrzymują działanie sporej części polskiej gospodarki. Obcokrajowców zatrudnia nieco ponad 31 proc. badanych firm — w przemyśle co druga, w budownictwie 46 proc. W Grupie LipCo Foods, właścicielu drobiarskiego SuperDrobu, cudzoziemcy stanowią większość załogi produkcyjnej, a dyrektor personalna grupy Agnieszka Włoch mówi w rozmowie z „Rz” wprost o konieczności ich zatrudniania dla utrzymania ciągłości operacyjnej zakładów.

Mimo to w planach na przyszłość migracja schodzi na dalszy plan. Kluczowe lub duże znaczenie pozyskiwania pracowników z zagranicy dla rozwoju w perspektywie dekady deklaruje tylko co piąta firma, a 56 proc. ocenia je jako umiarkowane lub niewielkie. W handlu i usługach na migrantów liczy 16 proc. badanych, w finansach — ledwie 9 proc. Wyjątkiem pozostaje przemysł, zwłaszcza przetwórstwo spożywcze, gdzie wagę zagranicznych kadr podkreśla niemal co trzecie przedsiębiorstwo.

Państwo przykręciło śrubę, statystyki hamują

Ostrożność firm ma też twarde, regulacyjne podłoże. Jak zauważa „Rzeczpospolita”, w ostatnich latach polityka migracyjna została zaostrzona, a procedury legalizacji pracy i pobytu osób spoza Europy — uszczelnione i wydłużone. Efekty widać w liczbach: w 2025 r. liczba zezwoleń na pracę dla cudzoziemców spadła o ponad 22 proc. r/r, do 251,5 tys., a według danych MSWiA w pierwszej połowie 2026 r. — aż o 50 proc. r/r, do 69 tys. Spadek może się pogłębić, bo od sierpnia obowiązuje rozporządzenie ograniczające ruch bezwizowy obywateli Kolumbii, Gruzji i Wenezueli, którzy wcześniej mogli podejmować pracę bez wizy.

Równolegle dane ZUS pokazują, że legalnie pracujących cudzoziemców przybywa: pod koniec lipca było ich prawie 1,4 mln — o 9 proc. więcej niż rok wcześniej i niemal sześciokrotnie więcej niż dekadę temu, z czego 67 proc. stanowią Ukraińcy. Cytowany przez dziennik Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP, studzi jednak optymizm: jego zdaniem wzrost tej statystyki to w dużej mierze opóźnione wychodzenie z szarej strefy Ukraińców przybyłych po 2022 r. — efekt, który wkrótce wygaśnie.

Arytmetyka, której nie da się oszukać

Skala wyzwania jest policzalna. Według przywołanych w badaniu szacunków ZUS współczynnik obciążenia demograficznego — proporcja osób w wieku poprodukcyjnym do osób w wieku produkcyjnym — wzrośnie z 41,5 w 2025 r. do 47 w 2035 r. Aby utrzymać go na ubiegłorocznym poziomie, na polski rynek pracy musiałoby napływać około 300 tys. cudzoziemców w wieku produkcyjnym rocznie, a w 2035 r. ich liczba musiałaby sięgnąć 2,8 mln — 13,5 proc. całej populacji w wieku produkcyjnym. Z krajowego rynku ubywa tymczasem około 200 tys. fachowców i robotników rocznie, a młodsze, mniej liczne roczniki niechętnie wybierają zawody techniczne.

Kluczowym kryterium migracyjnym powinien być nie kraj pochodzenia, ale potencjał do integracji w Polsce

— twierdzi cytowany przez „Rzeczpospolitą” Sobolewski. Ekonomista wskazuje przy tym, że imigranci zatrudnieni przy pracach fizycznych w fabrykach czy na budowach pozwalają utrzymywać w firmach także stanowiska menedżerskie, administracyjne i kadrowe — obsadzane przez Polaków. Na potrzebę usprawnienia legalizacji pracy cudzoziemców oraz rozwoju kształcenia zawodowego pod potrzeby rynku wskazuje też szef logistycznej firmy Rohlig SUUS Logistics Jacek Głowacz, wymieniając deficyt magazynierów i kierowców.

Druga ścieżka — wzrost wydajności — wymaga jednak czegoś więcej niż zakupu robotów. Jak zauważa Sobolewski, poprawa produktywności nie uda się bez wzrostu inwestycji, i to nie tylko w importowane rozwiązania, ale też w krajowe technologie, oraz bez nowych umiejętności pracowników. Tymczasem podnoszenie kompetencji i przekwalifikowanie załóg wymienia wśród swoich działań tylko połowa badanych firm.

Wyniki badania „Rz” można czytać jako instynktowny wybór polskiego biznesu: zamiast liczyć na wielką imigrację, której państwo nie ułatwia, a społeczeństwo nie ma pewności, że chce, firmy wolą inwestować w wydajność. To kierunek zbieżny z interesem polskiej gospodarki — pod warunkiem, że za deklaracjami pójdą pieniądze na rodzime technologie i na przekwalifikowanie własnych pracowników, a nie tylko na importowane maszyny. W przeciwnym razie demograficzna arytmetyka upomni się o swoje: 300 tysięcy brakujących rąk rocznie trzeba będzie czymś zastąpić — robotem, imigrantem albo wolniejszym wzrostem.

Źródło: „Rzeczpospolita”

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA