Metro w Japonii

Przełom w Japonii. Po kilku dekadach kraj zakończył epokę zerowych stóp procentowych

25.09.2026
Redakcja
Czas czytania: 3 minut/y

Japonia stopniowo wychodzi z modelu gospodarczego, który przez dekady opierał się na niskiej inflacji, stagnacji płac i niemal zerowych stopach procentowych — piszą analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego w najnowszym „Tygodniku Gospodarczym PIE”. Bank Japonii 18 września ponownie podniósł stopę procentową, z 1 proc. do 1,25 proc. — najwyższego poziomu od 1995 r. — i nie wyklucza kolejnych podwyżek. Kraj, który jeszcze kilka lat temu walczył z deflacją ujemnymi stopami, dziś mierzy się z odwrotnym wyzwaniem: niedopuszczeniem do trwałego przestrzelenia celu inflacyjnego.

Shuntō zmienia reguły gry

Zmianę reżimu najlepiej widać na rynku pracy. W tegorocznej rundzie shuntō — corocznych, skoordynowanych negocjacji płacowych — przedsiębiorstwa uzgodniły średnie podwyżki wynagrodzeń o 5,01 proc. To trzeci z rzędu rok wzrostu płac przekraczającego 5 proc. W lipcu realne wynagrodzenia były o 2,4 proc. wyższe niż rok wcześniej — to największy wzrost od 2021 r. i siódmy kolejny miesiąc dodatniej dynamiki.

Wzrost płac zaczyna więc być bardziej trwały, a przedsiębiorstwa łatwiej niż w poprzednich dekadach przenoszą rosnące koszty pracy na ceny

— czytamy w analizie PIE. Choć w sierpniu inflacja CPI wyniosła 1,9 proc., a bazowa 1,7 proc., Bank Japonii prognozuje ponowne nasilenie presji cenowej — średnio do 2,5 proc. w roku fiskalnym 2026. Prezes BoJ wskazuje, że polityka pieniężna weszła w nową fazę, a zadaniem banku staje się również pilnowanie, by inflacja nie utrwaliła się powyżej dwuprocentowego celu.

Ropa z Bliskiego Wschodu, rachunek w Tokio

Dodatkowym źródłem inflacji są rosnące ceny importowanej energii — a tu Japonia jest wyjątkowo bezbronna. Jak przypomina PIE, samowystarczalność energetyczna kraju wynosi zaledwie 16,4 proc., co czyni go jednym z najbardziej uzależnionych od importu energii państw rozwiniętych. Szczególnie silna jest zależność od ropy: Japonia sprowadza 99,7 proc. zużywanego surowca, a w 2024 r. około 95 proc. dostaw pochodziło z Bliskiego Wschodu — głównie ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Arabii Saudyjskiej. W warunkach trwającego konfliktu w regionie ta struktura dostaw kosztuje: tylko w sierpniu wartość japońskiego importu wzrosła o 28 proc. r/r, a wydatki na sprowadzaną ropę zwiększyły się o niemal 59 proc.

Słaby jen i pułapka carry trade

Presję cenową wzmacnia słaba waluta. Mimo podwyżki stóp kurs pozostaje w pobliżu 157 jenów za dolara, a różnica oprocentowania względem USA wciąż sprzyja strategii carry trade — pożyczaniu środków w nisko oprocentowanym jenie i lokowaniu ich w aktywach o wyższej stopie zwrotu. Słaba waluta podbija ceny importowanej energii, żywności i surowców, ułatwiając przenoszenie kosztów na konsumentów. Władze próbują bronić jena interwencjami: w dwóch tegorocznych falach przeznaczyły na ten cel ponad 27 bln jenów, a pod koniec lipca działania prowadzono wspólnie z USA. Paradoks polega na tym, że gwałtowne umocnienie waluty też byłoby groźne — mogłoby uruchomić lawinowe zamykanie pozycji carry trade i zwiększyć zmienność na światowych rynkach.

Nowy reżim, stare ryzyka

Analitycy PIE nie mają wątpliwości co do kierunku zmiany.

Japonia przechodzi dziś od starego do nowego reżimu makroekonomicznego. Impuls do zmiany przyszedł częściowo z zewnątrz, przez wzrost cen energii, surowców i osłabienie JPY, ale o jej trwałości coraz bardziej decydują czynniki krajowe: niedobór pracowników, szybszy wzrost płac oraz większa skłonność firm do podnoszenia cen

— czytamy w „Tygodniku Gospodarczym”. Model oparty na niskiej inflacji, stagnacji płac i zerowych stopach ustępuje gospodarce z wyższą dynamiką wynagrodzeń i stopniową normalizacją polityki pieniężnej. Autorzy analizy wskazują przy tym na kluczową niewiadomą:

Kluczowe będzie to, czy BoJ zdoła przeprowadzić tę zmianę bez osłabienia wzrostu i bez gwałtownego odwrócenia pozycji finansowanych tanim jenem

— podsumowuje PIE.

Japońska normalizacja to nie egzotyczna ciekawostka, lecz sprawa globalnych rynków — z polskim wątkiem w tle. Po pierwsze, biliony finansowane przez lata tanim jenem rozlały się po światowych aktywach, od amerykańskich obligacji po rynki wschodzące; każdy skok kursu jena — jak przypomina PIE, groźny scenariusz odwracania carry trade — może zatrząść wycenami także na GPW i złotym. Po drugie, japońska lekcja brzmi znajomo nad Wisłą, choć w lustrzanym odbiciu: tam po dekadach zamrożenia płace rosną po 5 proc. rocznie i bank centralny uczy się hamować, u nas dynamika wynagrodzeń właśnie osłabła do 5,6 proc., a RPP spiera się, czy stopy ciąć, czy podnosić. Wspólny mianownik jest jeden i pisaliśmy o nim w tym tygodniu wielokrotnie — od gazu po nawozy: w świecie drogiej energii i bliskowschodniego ryzyka to cieśnina Ormuz, a nie protokoły posiedzeń, bywa najskuteczniejszym członkiem każdej rady polityki pieniężnej.

Źródło: „Tygodnik Gospodarczy” Polskiego Instytutu Ekonomicznego

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA