Nawożenie pola

Gaz podrożał o 40 proc. w miesiąc i chwieje rynkiem nawozów. Rolników czeka drogi sezon

25.09.2026
Redakcja
Czas czytania: 3 minut/y

Część europejskich producentów nawozów rozważa ograniczenie lub wstrzymanie produkcji po tym, jak ceny gazu ziemnego w Europie wzrosły w ciągu miesiąca o 40 proc. — do poziomów najwyższych od stycznia 2023 r., wynika z komunikatu firmy OTG, zajmującej się zarządzaniem wierzytelnościami. Mniejsza podaż oznaczałaby droższe i trudniej dostępne nawozy tuż przed sezonem zakupów pod przyszłoroczne zbiory. Kryzys nakłada się na strukturalne kłopoty finansowe polskich gospodarstw: statystyczny rolnik-przedsiębiorca figurujący w rejestrze dłużników zalega ze spłatą przez 704 dni — blisko dwa lata.

Wszystko zaczyna się od amoniaku

Bochenek chleba, talerz makaronu czy kilogram jabłek zaczynają się na polu — a pole zaczyna się od nawozu. Tymczasem branża dostarczająca rolnikom ten podstawowy, obok nasion i sadzonek, środek produkcji znalazła się pod presją, jakiej nie widziała od lat. Powodem jest gwałtowny skok cen gazu, bez którego nie da się wyprodukować amoniaku — fundamentu nawozów azotowych. Między sierpniem a wrześniem gaz w Europie podrożał o 40 proc., a dla producentów oznacza to koszty, których rynek i portfele rolników nie są w stanie wchłonąć. Część firm z branży otwarcie mówi o cięciach produkcyjnych — i nie jest to scenariusz teoretyczny, lecz decyzje zapadające teraz, tuż przed sezonem, w którym rolnicy najbardziej potrzebują nawozów.

Rosnące koszty energii i produkcji nawozów odbijają się na całym łańcuchu dostaw rolniczych, a w branżach silnie z nim powiązanych marże są stosunkowo niewielkie. Jeden nierzetelny płatnik może wywołać efekt domina. To szczególnie widoczne dziś, gdy paliwa są drogie, a płynność na całym rynku jest zachwiana. Tym samym cała branża jest wystawiona na ryzyko rosnących przeterminowanych zobowiązań, których odzyskiwanie jest trudne

— mówi Michał Kik, ekspert OTG.

Jeśli produkcja rzeczywiście zostanie ograniczona, dalszy ciąg jest łatwy do przewidzenia: mniej nawozu na rynku, wyższe ceny, trudniejszy dostęp — a w konsekwencji gorsze plony. Bezpieczeństwo żywnościowe kontynentu zależy więc dziś w niemałym stopniu od cen surowca energetycznego, na który Europa nie ma większego wpływu.

704 dni zaległości — problem strukturalny, nie sezonowy

Nawozowy kryzys trafia na rolnictwo pozbawione finansowego marginesu. Najnowsze dane BIG InfoMonitor i BIK pokazują obraz tylko pozornie optymistyczny: łączna wartość przeterminowanych zobowiązań sektora rolnego nieznacznie spadła, ale przybyło samych dłużników. Podobnie w Krajowym Rejestrze Długów — mniej osób w rejestrze, ale wyższe średnie zadłużenie na jednego rolnika. Najbardziej wymowny jest jednak inny szczegół: statystyczny rolnik-przedsiębiorca figurujący w rejestrze zalega ze spłatą przez 704 dni. To nie jest chwilowe opóźnienie, które wyrówna się po kolejnych zbiorach — to wzorzec powtarzający się sezon po sezonie.

Opóźnienie przekraczające 700 dni oznacza, że problem dłużnika ma charakter strukturalny, a nie przejściowy. Dla wierzyciela to zamrożenie kapitału na niemal dwa lata i rosnące ryzyko utraty płynności

— mówi Piotr Maciągowski, ekspert OTG.

Bruksela reaguje wolniej niż rynek

Unia Europejska od miesięcy pracuje nad mechanizmami, które mają uniezależnić europejskie rolnictwo od wahań cen nawozów i energii i dać rolnikom choćby częściową ochronę przed skokami kosztów. Problem w tym, że decyzje regulacyjne potrzebują czasu, a rynek gazu reaguje w tygodnie, nie miesiące — na razie to ceny energii, nie polityka, dyktują warunki na rynku nawozowym.

W tej sytuacji rolnicy racjonalizują wydatki: w pierwszej kolejności regulują zobowiązania bieżące, w drugiej — odroczone, w tym faktury wobec dostawców środków produkcji. Napięcie z rynku nawozów i energii nie kończy się więc na cenie płaconej przez rolnika, lecz przenosi się na kondycję firm dostarczających rolnictwu towary i usługi, często na kredyt kupiecki. A skoro przeciętny rolniczy dług potrafi wisieć nieuregulowany blisko dwa lata, ryzyko przestaje być abstrakcyjne.

Termin „bezpieczeństwo żywnościowe” kojarzy się najczęściej z produkcją żywności, ale jego fundamentem jest też stabilność finansowa całego łańcucha dostaw. Jeśli producenci nawozów, pasz czy usług logistycznych nie otrzymują zapłaty, ograniczają działalność lub wycofują się z finansowania sprzedaży – a to wprost utrudnia rolnikom dostęp do środków produkcji i przekłada się na wielkość przyszłych zbiorów. Skuteczniejsze zarządzanie wierzytelnościami pomogłoby funkcjonować branżom produkującym dla rolnictwa. Są do tego nowoczesne narzędzia, które dają dobre wyniki i pozwalają na oddech finansowy. Jednak nie są powszechnie stosowane, tak jak na rynkach zachodnioeuropejskich

— tłumaczy Kik. Jak dodaje Maciągowski, opóźnienia w płatnościach da się ograniczać przez aktywne zarządzanie należnościami: regularny monitoring terminów, szybkie przypomnienia o zaległościach, limity kredytu kupieckiego i bieżącą weryfikację kontrahentów — im szybciej firma reaguje na pierwsze sygnały problemów, tym większa szansa na odzyskanie pieniędzy.

Nawozowy alarm to kolejna odsłona historii, którą śledzimy od tygodni na rynku gazu: zamknięta cieśnina Ormuz i drogi surowiec przekładają się już nie tylko na rachunki za ogrzewanie, ale na fundament bezpieczeństwa żywnościowego. Mechanizm jest bezlitosny w swojej prostocie — od ceny gazu, przez amoniak i nawozy, po plony i ceny na sklepowych półkach — a Europa, nieposiadająca własnego taniego surowca, stoi na jego początku z ograniczonym polem manewru. Dla Polski, gdzie rolnictwo wciąż jest filarem gospodarki i gdzie państwowa Grupa Azoty należy do największych producentów nawozów na kontynencie, nadchodzące miesiące będą testem podwójnym: odporności gospodarstw, które toną w blisko dwuletnich zaległościach płatniczych, i zdolności państwa do ochrony strategicznej produkcji, zanim rynek zrobi to za nie — po swojemu.

Źródło: materiały prasowe OTG

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA