Płacisz, by móc dostać własną pensję. Kulisy zwolnień 5 tysięcy kurierów Pyszne.pl

21.08.2026
Redakcja
Czas czytania: 4 minut/y

Do końca sierpnia Takeaway Express Poland, operator Pyszne.pl, rozwiąże umowy ze wszystkimi kurierami — według związkowców to około 5 tysięcy osób. Zwalniani mogą szukać ponownego zatrudnienia u pięciu „partnerów flotowych”, ale bez gwarancji przyjęcia i na gorszych warunkach: znika stawka godzinowa, firmowy sprzęt i dodatki, a dochodzą pobierane przez pośredników opłaty — kurierzy płacą 30–50 zł tygodniowo lub miesięcznie za samo rozliczenie własnego wynagrodzenia. Firma tłumaczy ruch „nierównymi standardami rynkowymi” i deklaruje gotowość do przestrzegania reguł, jeśli obejmą całą konkurencję. W tle: reforma PIP, która weszła w życie sześć dni przed ogłoszeniem zwolnień, kontrole inspekcji i ZUS oraz unijna dyrektywa o pracy platformowej, którą Polska musi wdrożyć do grudnia. Sprawa jest większa niż jedna firma — to test, czy państwo potrafi wyegzekwować reguły gry na rynku, na którym uczciwsi przegrywają z tańszymi.

Koniec wyjątku na rynku dostaw

Paradoks tej historii polega na tym, że Pyszne.pl było na polskim rynku dostaw jedzenia pozytywnym wyjątkiem. Kurierzy pracowali wprawdzie na zleceniach, ale bezpośrednio dla spółki, ze stawką godzinową, pełnym oskładkowaniem, firmowym plecakiem, odzieżą i dodatkiem za własny sprzęt.

Nie był to system idealny, oparty o umowy o pracę, ale były to umowy zlecenie ze stawką godzinową. Firma odprowadzała wszystkie podatki i składki — wywiązywała się z obowiązków zleceniodawcy

— mówi w rozmowie z pismem „Nowy Obywatel” Stanisław Kierwiak, kurier i członek zarządu Konfederacji Pracy w Pyszne.pl. 14 lipca firma ogłosiła koniec tego modelu: wypowiedzenia wręczane są od 3 sierpnia, a dostawy przejmie pięciu zewnętrznych partnerów flotowych. W nowym systemie — jak potwierdziła spółka w odpowiedziach dla mediów — kurierzy będą wynagradzani za zrealizowane dostawy; stawek, prowizji ani mechanizmu rozliczeń firma nie ujawnia, odsyłając do partnerów. Rekrutację prowadzą sami pośrednicy — nikt nie ma gwarancji, że dostanie pracę z powrotem.

Najbardziej kuriozalny element nowego układu to opłaty pobierane przez partnerów flotowych od samych kurierów — standardowo 30–50 zł tygodniowo lub miesięcznie — za „rozliczenie” czy „dostęp do platformy”.

W praktyce sprowadza się to do tego, że płacimy kwoty, aby dostać pieniądze, które zarobiliśmy, co jest w zasadzie niespotykane na współczesnym rynku pracy

— ocenia Kierwiak.

Konkurowanie kosztami

Wolt, Bolt Food i Uber Eats nigdy nie zatrudniały kurierów bezpośrednio — Pyszne.pl przez lata konkurowało z podmiotami o strukturalnie niższych kosztach, a państwo, jak przyznaje sam związkowiec, „zupełnie wycofało się z egzekwowania standardów”. W oświadczeniu dla PAP spółka nazwała zmianę „wcześniej zaplanowaną decyzją biznesową”, wymuszoną „nierównymi standardami rynkowymi”, i deklaruje publicznie gotowość do przestrzegania jednolitych reguł — pod warunkiem że obejmą wszystkich.

Nawet Kierwiak przyznaje:

Trudno konkurować z podmiotem, który nie przestrzega pewnych reguł. W tym sensie rozumiem argument, który firma przedstawia

Dwie okoliczności każą jednak patrzeć na kalendarz. Po pierwsze, właściciela Pyszne.pl — grupę Just Eat Takeaway, która w wielu krajach broniła stabilniejszego modelu — przejął w ubiegłym roku fundusz inwestycyjny, i od tego czasu analogiczne przejścia na partnerów flotowych nastąpiły w Niemczech i Austrii. Po drugie, ogłoszenie padło 14 lipca — sześć dni po wejściu w życie reformy Państwowej Inspekcji Pracy, dającej inspektorom nowe uprawnienia do przekształcania umów śmieciowych w etaty, i na kilka miesięcy przed grudniowym terminem wdrożenia unijnej dyrektywy o pracy platformowej. Spółka zaprzecza, by istniał związek między tymi datami. Odnotujmy więc tylko fakty: firma, która latami utrzymywała model bliski przyszłym regulacjom, porzuca go w przededniu ich wejścia w życie.

Państwo kontratakuje

Reakcja instytucji była szybka: na wniosek minister pracy Agnieszki Dziemianowicz-Bąk w spółce trwa kontrola PIP, równolegle działa ZUS, a szef inspekcji Janusz Krasoń zapowiedział wydawanie decyzji przekształcających zlecenia w etaty — zaznaczając, że wygaśnięcie umów w trakcie kontroli tego nie powstrzyma. Gdyby inspekcja stwierdziła stosunek pracy, zwolnienia musiałyby przejść w tryb grupowy, z konsultacjami związkowymi i odprawami. Projekt ustawy wdrażającej dyrektywę trafił na początku sierpnia do wykazu prac rządu.

Kierwiak wskazuje jednak słabość głębszą niż tempo legislacji: wiosenna kontrola PIP w tej samej firmie skończyła się bez konkluzji, bo polskie instytucje wciąż nie umieją odpowiedzieć na pytanie, czy polecenie wydane przez algorytm jest poleceniem pracodawcy. Stosunek pracy poznaje się po podporządkowaniu — a sądy przywykły szukać człowieka-przełożonego, podczas gdy kurierami zarządza system: wyznacza zadania, nadzoruje, punktuje, karze i awansuje.

Nie ma żadnej różnicy między poleceniem wydanym przez algorytm a tym wydawanym przez menedżera

— przekonuje związkowiec, dodając, że zarządzanie algorytmiczne rozlewa się już na przemysł i sektor publiczny.

W Hiszpanii, gdzie domniemanie stosunku pracy dla dostawców wprowadzono już w 2021 roku, ostatnie oporne platformy dostosowały się dopiero, gdy prezes jednej z nich usłyszał zarzuty karne.

Nie twórzmy wrażenia, że to niemożliwe

— mówi Kierwiak. To usługi przywiązane do miejsca; dostaw jedzenia nie da się przenieść do Bangladeszu.

Trzy osoby, takie samo biurko, trzy różne daniny

Najszersza rama tej sprawy wykracza poza kurierów. Według Kierwiaka polski problem to nie klasyczna „uberyzacja” przez fikcyjne samozatrudnienie, lecz trwające od trzech dekad uśmieciowienie rynku pracy — dziś ok. 10 proc. zatrudnienia — podtrzymywane przez system podatkowo-składkowy, który najmocniej obciąża etat: trzy osoby wykonujące tę samą pracę biurko w biurko — na etacie, B2B i zleceniu — płacą trzy różne daniny, najwięcej ta na umowie o pracę. Rząd, jak ujmuje to związkowiec, ma „dwa konie ciągnące w dwie strony”: inspektorów przekształcających śmieciówki w etaty i równocześnie podatkowe zachęty do ich stosowania. Bez wyrównania obciążeń niezależnie od formy zatrudnienia każda regulacja będzie łataniem — jak mówi Kierwiak — „dziurawej łódki”, która przecieka najbliżej najsłabszych, ale zatopić może wszystkich.

Sprawie będziemy się przyglądać: wyniki kontroli PIP i los ustawy wdrożeniowej to dwa rozstrzygnięcia, które zdecydują, czy grudniowa dyrektywa zastanie rynek dostaw uporządkowany — czy właśnie ostatecznie rozmontowany.

Źródło: „Nowy Obywatel” (rozmowa ze Stanisławem Kierwiakiem), money.pl, WP Finanse

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA