Niebezpiecznie niskie zapasy węgla na zimę. Jest bardzo źle
17 grudnia 2021
Kamil Śliwiński

Niebezpiecznie niskie zapasy węgla na zimę. Jest bardzo źle

Już 26 krajowych elektrowni i elektrociepłowni zgłosiło problemy z utrzymaniem zapasów węgla na bezpiecznym poziomie. Część z nich celowo ogranicza spalanie węgla, by oszczędzać go na zimę. Swoją pracę zintensyfikowali natomiast górnicy, którzy za wzmożony wysiłek oczekują wypłaty rekompensat. Rząd chce uruchomić państwowe dotacje, by wspomóc kopalnie.

O problemach polskich elektrowni węglowych wspominaliśmy już w zeszłym tygodniu. Od tego czasu sytuacja znacznie się pogorszyła. Zapasy węgla przy kopalniach i elektrowniach wciąż się kurczą.

Wg Urzędu Regulacji Energetyki już 26 wytwórców prądu i ciepła zgłosiło spadek poziomu zapasów poniżej normy. Spowodował to zwiększony popyt na energię z węgla w całej Europie (rekordowe ceny gazu spowodowały, że energia z węgla stała się bardziej opłacalna). Problemy wzmogły ponadto ograniczone możliwości wydobywcze polskich kopalń oraz niewydolność krajowych przewoźników kolejowych.

Sytuacja jest na tyle poważna, że część elektrowni celowo zmniejsza moce, by zredukować zużycie węgla. Największy krajowy wytwórca prądu — Polska Grupa Energetyczna — rezerwy paliwa poniżej planowanych ma w większości swoich elektrowni. Spółka zapewnia, że posiada plan odbudowy zapasów, ale termin jego realizacji zależy w dużej mierze od zapotrzebowania na energię w kraju i realizacji zobowiązań dostawców węgla oraz przewoźników.

— Dodatkowo PGE podejmuje działania zarówno po stronie zużycia węgla kamiennego, np. poprzez zgłaszanie tzw. pracy czy postoju w wymuszeniach w jednostkach centralnie dysponowanych (Opole, Rybnik, Dolna Odra) z uwagi na niskie zapasy węgla, jak i po stronie dostaw węgla kamiennego, głównie poprzez operacyjne działania z dostawcami i przewoźnikami. Praca wskazanych jednostek zależy od dyspozycji wydawanych przez operatora systemu i w przypadku wystąpienia takiej konieczności jednostki muszą zwiększać produkcję

— wyjaśnia Małgorzata Babska, rzeczniczka PGE.

Główne elektrownie PGE na węgiel kamienny obniżają więc produkcję, by oszczędzać surowiec. Na polecenie operatora – gdy w systemie będzie dostępnych zbyt mało jednostek wytwórczych – są jednak gotowe do pracy na pełnych mocach.

Skala zjawiska jest ogromna. W czwartek (16.12.2021) z sieci wypadło w sumie 16,7 GW mocy, z czego aż 9,7 GW stanowiły ubytki nieplanowane, czyli awarie i postoje spowodowane niskimi zapasami paliwa. W ostatnich dniach krajowe zapotrzebowanie na moc przekraczało tymczasem nawet 26 GW.

Na szczęście wrócił wiatr, dzięki czemu do pracy mogły wrócić elektrownie wiatrowe. Ich brak na początku grudnia spowodował drastyczne skurczenie się rezerwy dostępnych mocy wytwórczych. Jedynym rozwiązaniem okazał się wtedy dla nas import energii z zagranicy.

W przypadku długiej i mroźnej zimy sytuacja może się jeszcze pogorszyć. Wszystko zależy od tego, jak polskie kopalnie i przewoźnicy poradzą sobie z rosnącym zapotrzebowaniem na węgiel. Jak podkreśla Babska:

— Po stronie dostaw węgla oczekujemy, że wszyscy nasi dostawcy, w tym głównie Polska Grupa Górnicza, oraz przewoźnicy, głównie PKP Cargo, będą się wywiązywali ze swoich zobowiązań i sukcesywnie będziemy uzupełniać zakontraktowany węgiel kamienny dla jednostek grupy PGE.

Spółki wydobywcze próbują nadążyć, jednak ich możliwości są mocno ograniczone. Dodatkowym utrudnieniem jest wstrzymanie pracy części ruchu Bielszowice kopalni Ruda, gdzie 4 grudnia doszło do tragicznego w skutkach wstrząsu. Wciąż nie wiadomo, kiedy wydobycie w rejonie katastrofy znów będzie możliwe.

Kopalnie nie nadążają

Tymczasem zapasy węgla przy kopalniach też mocno się kurczą. Na koniec października leżało tam już tylko 3,1 mln ton surowca, podczas gdy w październiku 2020 r. było to 6,7 mln ton. Wciąż nie jest jednak aż tak źle, jak w roku 2018, kiedy poziom zapasów spadł nawet do 1,5 mln ton.

Pracownicy PGG mówią o “zwiększonym wysiłku załóg górniczych” w celu dostarczenia do odbiorców “dodatkowych ilości węgla wydobywanego w dni wolne od pracy”. Z tego tytułu związkowcy zażądali rekompensat dla załogi PGG za miesiące: wrzesień, październik, listopad i grudzień.

Związki zawodowe górników chcą także podniesienia średniego wynagrodzenie w PGG z obecnych ponad 7,8 tys. zł do 8,2 tys. zł brutto (do średniej wliczone są dodatkowe płatności w ciągu roku, w tym barbórka i 14. pensja). Jak poinformował rzecznik PGG Tomasz Głogowski:

— Zarząd otrzymał pismo od związków zawodowych z oczekiwaniami płacowymi i chce spotkać się ze stroną społeczną w najszybszym możliwym terminie — poinformował nas Tomasz Głogowski, rzecznik PGG.

PGG ma jednak wciąż poważne problemy finansowe i czeka na zgodę UE na uruchomienie państwowych dotacji dla kopalń. Spełnienie żądań górników może więc nie być takie proste.

W Sejmie trwają właśnie prace nad ustawą, wedle której w latach 2022-2031 aż 28,8 mld zł z budżetu ma zostać przeznaczonych na pokrywanie przez państwo strat zakładów wydobywczych aż do czasu ich likwidacji. Nie będzie to jednak możliwe bez wcześniejszej zgody Komisji Europejskiej. Do czasu aż to nastąpi PGG ma być zwolnione z części płatności.

KŚ/źródło: Business Insider