Zdemolował SOR po tym, jak jego partnerkę odesłano do domu, gdzie urodziła bez pomocy. Sąd odmówił aresztu
Sprawa 26-letniego Karola P., który 1 października zdemolował szpitalny oddział ratunkowy Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego w Warszawie, wygląda inaczej, niż wynikało z pierwszych doniesień medialnych. Jak oświadczyli obrońcy podejrzanego, informacje o jego tymczasowym aresztowaniu są nieprawdziwe: postanowieniem z 3 października (sygn. III Kp 1711/26) Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi-Południe nie uwzględnił wniosku prokuratora o areszt i nakazał bezzwłoczne zwolnienie zatrzymanego, nie stosując żadnych środków zapobiegawczych. Z oświadczenia wynika też kluczowy kontekst zdarzenia: ciężarna partnerka mężczyzny została wcześniej odesłana ze szpitala do domu, gdzie tego samego dnia urodziła dziecko bez pomocy medycznej, a Karol P. miał działać w przekonaniu, że dziecko nie żyje.
Awantura na SOR-ze i cztery zarzuty
Według wcześniejszych informacji policji 26-latek, który przyjechał na SOR z ciężarną partnerką, żądał innego postępowania wobec niej, wszczął kłótnię z położnymi i pracownikami oddziału, znieważał personel, naruszył nietykalność cielesną pracowników i kierował wobec nich groźby karalne. Zniszczył też elementy wyposażenia placówki — dwie pary dwuskrzydłowych drzwi, gaśnicę, przyciski w windzie i dystrybutor wody — a straty wyceniono na ponad 67 tys. zł. Prokuratura postawiła mu cztery zarzuty: gróźb karalnych, znieważenia, naruszenia nietykalności cielesnej oraz zniszczenia mienia, i skierowała wniosek o tymczasowe aresztowanie.
Wzburzenie uzasadnione okolicznościami
Wbrew doniesieniom części mediów o trzymiesięcznym areszcie sąd wniosku prokuratury nie uwzględnił. Jak relacjonują obrońcy Karola P. w opublikowanym oświadczeniu, sąd stwierdził brak jakiejkolwiek przesłanki szczególnej uzasadniającej stosowanie środków zapobiegawczych: obawa ucieczki, ukrywania się lub wpływania na świadków musi być realna, a w tej sprawie jest „czysto hipotetyczna” — podejrzany ma stałe miejsce pobytu, a pokrzywdzone zostały już przesłuchane. Sąd nie dostrzegł też realnej obawy popełnienia przestępstwa przeciwko życiu lub zdrowiu.
Według relacji obrońców sąd uznał, że stan wzburzenia podejrzanego wynikał z uzyskanych przez niego wiadomości, a nie z przemyślanego zamiaru wyrządzenia krzywdy personelowi, a wypowiadane słowa padły „w stanie gniewu uzasadnionego okolicznościami porodu jego partnerki”. W ocenie sądu — jak piszą obrońcy — istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że podejrzany dopuścił się tylko jednego z czterech zarzucanych mu czynów.
Poród w domu i skarga do Rzecznika Praw Pacjenta
Z oświadczenia obrońców wynika, że partnerka Karola P. zgłosiła się do szpitala z powodu deklarowanych skurczów porodowych, a po zbadaniu przez personel została odesłana do domu. Jeszcze tego samego dnia urodziła dziecko w domu, bez pomocy medycznej. Karol P. miał działać w głębokim przekonaniu, że dziecko nie żyje. W sprawie działania personelu szpitala złożona została skarga do Rzecznika Praw Pacjenta.
Obrońcy podkreślają, że postępowanie przygotowawcze jest w toku, a ich klient korzysta z domniemania niewinności; zapowiedzieli, że stanowisko w sprawie przedstawią przed właściwymi organami, i zwrócili się do mediów o sprostowanie nieprawdziwych informacji o tymczasowym aresztowaniu. Szpital nie odniósł się dotąd publicznie do okoliczności opisanych w oświadczeniu.
Źródło: oświadczenie obrońców Karola P.; wcześniejsze informacje policji










