Żołnierz sam dokupi sobie sprzęt. MON uruchamia „zieloną listę” — start 10 października
Żołnierze Wojska Polskiego będą mogli samodzielnie wybierać i kupować za własne pieniądze wybrane elementy wyposażenia — pod warunkiem, że znajdą się one na tzw. zielonej liście, której utworzenie zapowiedziało Ministerstwo Obrony Narodowej — informuje agencja Newseria. Decyzję podpisał już szef resortu, a przepisy wejdą w życie 10 października. W wykazie mogą się znaleźć m.in. rękawice, okulary balistyczne czy niewielkie drony obserwacyjne; o tym, które produkty spełniają wymagania, zdecydują wojskowe zespoły problemowe.
Od 80 do 350 tysięcy hełmów
Zielona lista to kolejny etap trwającej od początku 2024 r. operacji „Szpej” — modernizacji indywidualnego wyposażenia i uzbrojenia żołnierzy, od munduru i butów po broń, oporządzenie i łączność. Jak podkreślał w ubiegłym roku szef Sztabu Generalnego WP gen. Wiesław Kukuła, celem jest zaspokojenie potrzeb wyposażenia indywidualnego żołnierza w co najmniej 90 proc. do końca 2026 r.
Zdecydowaliśmy, że miliardy złotych zostaną przeznaczone na wyposażenie indywidualne żołnierzy, że kupimy ponad 350 tys. hełmów kompozytowych, ok. 70 tys. kamizelek kuloodpornych. W 2023 roku w Wojsku Polskim było tylko ok. 80 tys. hełmów kompozytowych, pod koniec tego roku będzie to 350 tys.
— mówi w rozmowie z agencją Newseria Cezary Tomczyk, sekretarz stanu w MON. Jak dodaje, resort „krok po kroku” zmienia proporcje, „żeby każdy żołnierz Wojska Polskiego wiedział, że jest dokładnie tak samo ważny jak generał”.
Według danych MON z września 2025 r. w ramach operacji zakupiono już ponad 200 tys. nowych hełmów, 100 tys. kamizelek oraz ponad milion sztuk umundurowania i wyposażenia, a zamówienia objęły m.in. ponad 273 tys. kompletów mundurów polowych, prawie 242 tys. kompletów mundurów letnich, 68 tys. par rękawic taktycznych, 80 tys. kompletów nakolanników, 36 tys. gogli ochronnych i 50 tys. okularów przeciwsłonecznych.
„Gdybym używał tego, co mi wydało wojsko, już by mnie nie było”
Dotychczas żołnierz mógł formalnie korzystać wyłącznie z asortymentu wydanego z magazynu. Zieloną listę resort tłumaczy potrzebą elastyczności — i skrócenia drogi nowych technologii do armii.
Z własnego doświadczenia, gdybym przestrzegał regulaminów i używał tego, co mi wydało Wojsko Polskie, jadąc do Iraku czy Afganistanu, to mnie i moich kolegów dzisiaj już by nie było
— mówi Paweł „Naval” Mateńczuk, weteran Jednostki Wojskowej GROM i pełnomocnik ministra obrony narodowej ds. warunków służby wojskowej. Jak obrazowo dodaje, „nie da się wyprodukować 200 par butów, które wszystkim pasują”.
Tomczyk wskazuje z kolei na doświadczenia wojny w Ukrainie, która „toczy się jednocześnie w dwóch wiekach” — okopów i dronów uderzeniowych. Zdaniem wiceszefa MON innowacje wprowadzane przez zieloną listę pozwolą skrócić czas wdrożeń: o wyposażeniu mają decydować testy, a nie wielomiesięczne przetargi. Na listę mogą trafić m.in. drony obserwacyjne o zasięgu 3–5 km, które — jak podkreślano podczas konferencji — w armiach amerykańskiej czy niemieckiej stają się elementem wyposażenia indywidualnego na równi z pistoletem i karabinem.
Co znajdzie się w katalogu
Szczegółowy wykaz produktów nie jest jeszcze znany — otwarta pozostaje m.in. kwestia odzieży i wyposażenia terenowego, a poza listą na pewno zostanie chroniony prawem mundur.
O tym, co będzie na zielonej liście, będą decydować zespoły problemowe. […] Decydować będzie też dobro i bezpieczeństwo żołnierza. Pewnego asortymentu w łatwy sposób nie można uwolnić, dlatego że będzie trudno później zapanować nad bezpieczeństwem.
— podkreślił podczas konferencji płk rez. Michał Pycio, były oficer JW GROM, ekspert z Biura Pełnomocnika MON ds. Warunków Służby Wojskowej. Czas weryfikacji będzie zależał od rodzaju produktu — w przypadku okularów balistycznych ma się sprowadzać do sprawdzenia certyfikatów.
Decyzja przewiduje publiczny katalog zielonej listy na stronie resortu, interaktywny formularz do zgłaszania produktów oraz zakładkę w aplikacji Żołnierz RP; narzędzia cyfrowe mają powstać w ciągu 40 dni od wejścia decyzji w życie. Mateńczuk nie wyklucza, że z czasem żołnierze otrzymają ekwiwalent za sprzęt kupowany zamiast pobieranego z magazynu. Dla producentów wyposażenia — także małych, wyspecjalizowanych polskich firm — oznacza to zaś nowy kanał wejścia do wojska: nie przez wielki przetarg, lecz przez certyfikację produktu i decyzję pojedynczego żołnierza, który głosuje własnym portfelem.
Źródło: Newseria









