„Wylanie dziecka z kąpielą”. Na zakazie reklamy alkoholu najwięcej mogą stracić… najmłodsi sportowcy
Już jutro, w środę 29 lipca sejmowa Komisja Zdrowia rozpatrzy projekt całkowitego zakazu reklamy i promocji alkoholu (druki sejmowe nr 2007 i 2010). Choć w debacie publicznej uchodzi on za cios w producentów alkoholu, rachunek wygląda inaczej. Jak wynika z raportu Instytutu Prawa Sportowego oraz szacunków branży gastronomicznej, najmocniej i od razu uderzy on w polski sport, w tym w finansowane przez kluby ekstraklasy akademie dla dzieci i młodzieży, oraz w gastronomię.
Powód jest prosty. Spośród wszystkich kategorii alkoholu reklamować w Polsce wolno było dotąd niemal wyłącznie piwo, a to właśnie sport i gastronomia żyły z jego budżetów. Wódka reklamy nie prowadzi od lat, więc „całkowity zakaz” nie odbiera jej niczego. Odbiera piwu i tym, którzy z piwem współpracowali.
Sport traci 100 milionów złotych rocznie
Branża piwowarska to dziś jeden z filarów sponsoringu sportowego w Polsce. Według raportu Instytutu Prawa Sportowego, na który powołują się środowiska sportowe, zakaz oznacza dla polskiego sportu utratę około 100 milionów złotych rocznie, przy całym rynku sponsoringu sportowego wartym około 1,5 miliarda złotych. To koniec widocznej obecności piwa przy sporcie: od ekstraklasy przez biegi masowe po lokalne kluby, które z jednego umownego banera potrafią sfinansować cały sezon. Reklama i sponsoring na dotychczasowych zasadach będą możliwe najpóźniej do 31 grudnia 2027 roku.
Stracą też też akademie młodzieżowe klubów ekstraklasy
Najbardziej niedoszacowanym skutkiem projektu jest jego wpływ na szkolenie dzieci i młodzieży. Producenci piwa są dziś sponsorami kilku klubów piłkarskich polskiej ekstraklasy, a te same kluby prowadzą rozbudowane akademie młodzieżowe, w których trenują tysiące dzieci.
Budżet klubu jest naczyniem połączonym: pieniądze od sponsora tytularnego czy strategicznego finansują nie tylko pierwszą drużynę, lecz także trenerów grup dziecięcych, transport na turnieje, wynajem boisk i sprzęt dla najmłodszych roczników.
Jeśli kluby stracą sponsorów z branży piwowarskiej, a projekt nie wskazuje, kto miałby ich zastąpić, cięcia w pierwszej kolejności dotkną tych pozycji budżetowych, które nie generują przychodu tu i teraz.
W praktyce oznacza to właśnie akademie. Ustawa pisana pod hasłem ochrony młodych ludzi przed alkoholem może więc paradoksalnie odebrać części z nich dostęp do zorganizowanego, profesjonalnego treningu.
Fundusz zajęć sportowych dla uczniów wysycha do zera
Mniej znany jest drugi mechanizm, który również dotyczy sportu dzieci. Od lat działa w Polsce Fundusz Zajęć Sportowych dla Uczniów, którego środki są przeznaczane na dofinansowanie zajęć sportowych dla dzieci i młodzieży oraz promocję aktywności fizycznej. Zgodnie z ustawą fundusz zasila opłata w wysokości 10 procent wartości usług reklamy piwa, wnoszona przez reklamodawców. Skala tego finansowania jest niebagatelna: jak wskazują autorzy raportu Instytutu Prawa Sportowego, w ciągu ostatnich dziesięciu lat fundusz otrzymał z tego tytułu ponad 250 milionów złotych. Mówiąc wprost, pozalekcyjne zajęcia sportowe dzieci są dziś współfinansowane z pieniędzy, jakie browary płacą za możliwość reklamowania piwa. Całkowity zakaz reklamy sprawia, że to źródło wysycha do zera.
Autorzy projektu byli tego świadomi i wskazali nowe źródło: 6 procent z gminnych opłat za zezwolenia na sprzedaż alkoholu. Tyle że te same przepisy obniżają jednocześnie udział gmin w tych opłatach z 50 do 44 procent. Pieniądze na sport szkolny nie wezmą się więc znikąd. Zostaną przesunięte z budżetów samorządów, które finansują z nich lokalną profilaktykę. Jedną kieszeń się zaszywa, drugą rozpruwa.
Gastronomia płaci od pierwszego dnia
Dla gastronomii koszty są jeszcze bardziej namacalne, bo natychmiastowe i policzalne. Pierwszy problem tkwi w definicji reklamy, napisanej tak szeroko, że obejmie standardowe wyposażenie lokalu: parasol z logo, kufel z nadrukiem, nalewak, meble ogrodowe. Ustawa dopuszcza wprawdzie promocję na terenie punktów sprzedających alkohol do spożycia na miejscu, ale wyjątek dotyczy „promocji”, nie „reklamy”, a ogródek na chodniku, formalnie przestrzeń publiczna, wypada dodatkowo poza ochronę przewidzianą dla wnętrza lokalu. Restaurator, który niczego w swoim ogródku nie zmieni, może więc po wejściu przepisów prowadzić „nielegalną reklamę” zagrożoną grzywną od 30 tysięcy do miliona złotych.
Drugie uderzenie sięga fundamentu sezonu letniego. Projekt uchyla przepis, na którym opiera się wieloletnia praktyka wyposażania lokali przez browary: parasole, szkło i urządzenia nalewowe w zamian za obecność marki. Sprzęt z logo będzie można wykorzystywać najpóźniej do końca 2027 roku, potem restaurator kupi wszystko sam, a sprawne jeszcze rzeczy trafią na śmietnik. Branżowe szacunki mówią o kilkudziesięciu tysiącach złotych na lokal. Dla sieci to koszt nieprzyjemny, dla sezonowego ogródka w małym mieście to często decyzja o być albo nie być.
Skala jest ogólnopolska: w Polsce działa ponad 100 tysięcy lokali gastronomicznych, piwo odpowiada za około 15 procent przychodów sektora, a branża piwna wraz z sektorami powiązanymi to pośrednio ponad 85 tysięcy miejsc pracy.
To całkowicie nieprzemyślany cios w polską gastronomię.
— powiedział Sławomir Grzyb z Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej.
Pod petycją przeciwko przepisom uderzającym w ogródki podpisało się już ponad tysiąc osób, a właściciele lokali publikują zdjęcia swoich ogródków pod hasłem #ZostawcieOgrodki.
Cios trafia obok deklarowanego celu
Najbardziej uderza to, czego w projekcie nie ma. Nie zawiera on oceny skutków regulacji ani dla sportu, ani dla gastronomii, więc nikt nie odpowiedział na pytanie, kto i z czego pokryje ubytek. A dzieje się to w momencie, gdy spożycie alkoholu w Polsce systematycznie spada: z 9,78 litra czystego alkoholu na mieszkańca w 2019 roku do 8,8 litra w 2024 roku według danych Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom opartych na statystyce GUS, przy czym za największą część tego spadku odpowiada właśnie piwo.
Ustawa pisana przeciw alkoholowi trafia więc najmocniej w sektor usług, który alkoholu nie produkuje, w sport, który z pieniędzy branży finansuje aktywność dzieci i młodzieży, oraz w kategorię napojów, której konsumpcja i tak maleje.
Po środowym posiedzeniu projekt czeka jeszcze drugie czytanie, Senat i decyzja prezydenta. Dla klubów, związków sportowych, samorządów i restauratorów to ostatni moment, żeby policzyć, ile ta ustawa naprawdę będzie ich kosztować, i powiedzieć to na tyle głośno, żeby usłyszano to tam, gdzie zapadnie ostatnie słowo.









