W kilka lat w Polsce zniknęło ponad 2 tys. aptek. Branża ostrzega przed podatkiem, który dobije resztę
Ponad pięćset polskich gmin nie ma dziś ani jednej apteki, a w kolejnych 687 działa tylko jedna placówka. Od 2017 roku, gdy sektor osiągnął szczyt, z rynku zniknęło 2247 aptek. Podczas posiedzenia sejmowego zespołu ds. deregulacji Związek Aptek Franczyzowych przedstawił pakiet zmian, które mają odwrócić ten trend — i ostro skrytykował konkurencyjny projekt zakładający nowy podatek i nacjonalizację części rynku.
Nieżyciowe, sztywne przepisy
Najbardziej absurdalnym przykładem obecnych przepisów jest zakaz przenoszenia aptek. Placówka, która zmienia lokalizację, traktowana jest formalnie jak zupełnie nowy podmiot — a nowa apteka nie może powstać, jeśli w promieniu 500 metrów działa już inna. Dotyczy to nawet sytuacji, gdy chodzi o tę samą aptekę, obecną w okolicy od dwóch dekad.
Jeżeli apteka się spali, a farmaceuta znajdzie lokal 50 metrów dalej, to prawo powie mu: nie. Pacjenci tracą sprawdzoną placówkę nie z powodów ekonomicznych, tylko czysto formalnych. Nikt na tym nie zyskuje — ani pacjent, ani farmaceuta, ani budżet państwa.
— mówi Mariusz Kisiel, prezes Związku Aptek Franczyzowych.
ZAF proponuje prostą poprawkę: zachowanie ciągłości zezwolenia przy zmianie lokalu, jeśli przeniesienie wynika z utraty tytułu prawnego do lokalu lub jego zniszczenia.
Zezwolenie umiera razem z właścicielem
Drugi problem dotyczy dziedziczenia. Właściciel apteki indywidualnej nie może dziś sprzedać jej nikomu spoza wąskiego kręgu farmaceutów, a placówki nie da się w praktyce przekazać dzieciom, jeśli te nie wybrały tego zawodu.
Farmaceuta przed emeryturą, którego dzieci pracują w innych zawodach, ma dziś trzy opcje: sprzedać aptekę za ułamek wartości koledze farmaceucie, o ile takiego znajdzie i o ile tego kolegę stać, zamknąć ją, albo umrzeć z zezwoleniem w ręku. Majątek, wart czasami nawet kilka milionów złotych, budowany dekadami, traci wartość, bo popyt został ustawowo zlikwidowany.
— podkreśla Kisiel, opisując mechanizm jako „wywłaszczenie bez odszkodowania, tylko rozłożone w czasie”.
ZAF domaga się realnej możliwości zbycia i dziedziczenia apteki wraz z zezwoleniem — przy zachowaniu wymogu, by placówką kierował farmaceuta pod nadzorem inspekcji.
Limit koncentracji na wzór włoski
Trzeci postulat dotyczy zasad konkurencji. Obecnie przedsiębiorcy apteczni podlegają dwóm wzajemnie wykluczającym się limitom antykoncentracyjnym. ZAF proponuje jeden, przejrzysty próg na poziomie regionu — wzorowany na rozwiązaniu włoskim, gdzie po reformie z 2017 roku jeden właściciel może posiadać maksymalnie 20 proc. aptek w prowincji.
Według analiz Instytutu Finansów Publicznych taki próg oznaczałby w Polsce wzrost liczby aptek o około 660 placówek w perspektywie 15 lat.
Utrzymanie obecnych przepisów oznacza z kolei dalszy spadek — o około 750 placówek w tym samym okresie.
Pomysł ZAPPA: nowy podatek i nacjonalizacja
Podczas prac zespołu sejmowego pojawiła się też druga, zupełnie odmienna propozycja — przedstawiona przez ZAPPA. Podczas gdy projekt ZAF ma charakter deregulacyjny i ma zwiększyć dostępność aptek, projekt ZAPPA zakłada rozwiązania jeszcze bardziej ograniczające już mocno zablokowany rynek.
ZAPPA proponuje nałożenie na apteki nowego podatku w wysokości 2 proc. od obrotu — co zdaniem przedstawicieli Izby Aptekarskiej mogłoby w krótkiej perspektywie doprowadzić do upadku kolejnych kilku tysięcy placówek. Nawet 30 proc. aptek miało w przeszłości problemy z rentownością — kolejne obciążenie fiskalne branża określa jako „gwóźdź do trumny”.
Drugim elementem projektu ZAPPA jest powołanie państwowego przedsiębiorstwa skupującego upadające apteki — rozwiązanie, które krytycy postulatu ZAF nazywają swoistą nacjonalizacją rynku.
Regulacja, która wymaga państwowego koła ratunkowego, jest złą regulacją. Skoro proponuje się państwową spółkę do skupowania aptek i fundusz pożyczkowy za pół miliarda złotych z budżetu, to autorzy tych pomysłów sami przyznają, że rynek pod rządami obecnych przepisów nie utrzyma aptek tam, gdzie są potrzebne.
— ocenia Kisiel, zwracając uwagę, że planowana spółka Skarbu Państwa miałaby być zwolniona z ograniczeń obowiązujących pozostałych uczestników rynku.
Pacjenci już dziś rezygnują z leków
Skala problemu widoczna jest już teraz w statystykach zdrowotnych. Ceny leków nierefundowanych rosną kilka razy szybciej niż inflacja. Jak pokazują najnowsze badania, nawet połowa mieszkańców terenów najbardziej dotkniętych ubytkiem aptek rezygnuje z zakupu potrzebnych leków — po prostu ich na to nie stać.
Ministerstwo Zdrowia, odpowiadając na interpelację poselską, przekazało, że w latach 2020–2024 liczba niezrealizowanych pozycji recept wzrosła o 22 mln.
Nie stać nas na ratowanie skutków złego prawa publicznymi pieniędzmi. Nie stać nas także na to, by nakładać kolejny podatek na apteki, których duża część jest dzisiaj nierentowna i pozbawiona możliwości pozyskania wsparcia inwestycyjnego z zewnątrz. Stać nas na dobre prawo i zdrową deregulację.
— podsumowuje prezes Związku Aptek Franczyzowych.
Sześć postulatów ZAF
Podczas posiedzenia sejmowego zespołu ds. deregulacji rynku aptecznego Związek Aptek Franczyzowych przedstawił kompletny pakiet zmian: ciągłość zezwolenia przy przeniesieniu apteki z powodu utraty lokalu lub jego zniszczenia; możliwość zbycia i dziedziczenia apteki wraz z zezwoleniem; przejrzysty limit koncentracji na poziomie regionu wzorowany na rozwiązaniu włoskim; zwolnienie z opłaty administracyjnej podmiotów otwierających aptekę w gminie pozbawionej takiej placówki; zachowanie ograniczeń geograficznych i demograficznych jako mechanizmu mobilizującego powstawanie aptek tam, gdzie są najbardziej potrzebne; oraz likwidację ograniczeń z 2023 roku, które — zdaniem branży — pogłębiły degradację rynku rozpoczętą ustawą „Apteka dla Aptekarza” z 2017 roku.









