Używane auta drożeją w zawrotnym tempie. Komis pobiera coraz więcej, a Golf bije rekordy
Rynek wtórny samochodów osobowych przeżywa kolejny rok cenowych turbulencji. Dane sieci AAA Auto pokazują, że średnie ceny najpopularniejszych modeli w polskich komisach wzrosły w ciągu roku nawet o ponad 40 procent – i choć kwiecień przyniósł lekką korektę, trend pozostaje jednoznacznie wzrostowy.
Najbardziej spektakularny skok odnotował Volkswagen Golf – jego średnia cena komisowa wzrosła o ponad 40 procent rok do roku. To model od dekad dominujący na polskim rynku wtórnym i właśnie ta popularność może paradoksalnie nakręcać ceny: popyt jest stabilny, a podaż – szczególnie egzemplarzy w dobrym stanie – nie nadąża za oczekiwaniami kupujących. Golf to klasyczny „pewny wybór” dla Polaków, co czyni go wyjątkowo podatnym na spekulacyjne wzrosty wycen.
W środku stawki plasują się Audi A4 oraz Ford Focus, których ceny wzrosły o kilkanaście procent. To wzrosty już bardziej typowe dla obecnej sytuacji rynkowej – niemniej dotkliwe dla kupujących, którzy liczyli, że używane auto w przyzwoitym stanie można kupić za rozsądne pieniądze. Nieco łagodniej wyglądają dane dla Opla Astry: wzrost o kilka procent to najmniejsza zmiana w zestawieniu, choć i tu mówimy o modelu dostępnym wcześniej znacznie taniej.
Skąd te wzrosty? Kilka nakładających się przyczyn
Analitycy rynku motoryzacyjnego wskazują na kilka czynników, które jednocześnie windują ceny używanych pojazdów. Po pierwsze – nowe auta są dziś wyraźnie droższe niż jeszcze kilka lat temu, co przesuwa popyt w stronę rynku wtórnego. Kupujący, których nie stać na nowy samochód, szukają alternatywy w komisach – i tam trafiają na coraz wyższe stawki. Po drugie – import używanych aut z Niemiec, który przez lata stabilizował polskie comisy, staje się mniej opłacalny przy obecnych kosztach logistyki i kursie euro.
Dochodzi do tego kwestia struktury podaży. Samochody rejestrowane nowo w Polsce w ostatnich latach – szczególnie w trakcie i tuż po pandemii – miały skróconą produkcję i łańcuchy dostaw były poważnie zaburzone. Efekt? Teraz na rynku wtórnym brakuje dobrych roczników z typowego okienka zakupowego, czyli modeli mających od trzech do sześciu lat. To właśnie w tej kategorii cenowej koncentruje się najsilniejszy popyt – i właśnie tam ceny rosną najszybciej.
Korekta, którą przyniosły dane z kwietnia, nie zmienia ogólnego obrazu. Miesięczny spadek średnich cen to normalne wahanie – rynek komisowy nigdy nie rośnie linią prostą. Ważniejszy jest trend roczny, a ten jednoznacznie wskazuje na kierunek: w górę. Branżowi obserwatorzy nie spodziewają się rychłego odwrócenia tej tendencji, szczególnie że koszty utrzymania flot i ceny paliw pozostają na podwyższonych poziomach, co może dalej napędzać rotację samochodów przez comisy.
Co to oznacza dla kupującego?
Praktyczne konsekwencje dla osoby szukającej auta w komisie są dość proste: budżet, który dwa lata temu wystarczał na solidny egzemplarz średniej klasy, dziś pozwoli co najwyżej na starszy rocznik lub wyraźnie wyższy przebieg. To istotna zmiana jakościowa – kupujący coraz częściej muszą decydować, czy zejść z wymaganiami dotyczącymi stanu technicznego, czy wyłożyć więcej gotówki.
Dla sprzedających sytuacja jest oczywiście korzystna – właściciele aut, którzy planowali wymianę, mogą liczyć na wyraźnie lepsze wyceny skupowe niż jeszcze rok temu. Comisy z kolei balansują między koniecznością utrzymania marży a ryzykiem, że zbyt wysoka cena wywołana efektem, który branża zna dobrze: oferta „leży” miesiącami, aż sprzedawca zgodzi się na obniżkę.
Rynek wtórny samochodów jest dziś jednym z tych obszarów polskiej gospodarki, gdzie inflacja bywa selektywna, ale bardzo wyraźna. Volkswagen Golf, który podrożał o ponad 40 procent, nie stał się lepszym autem – stał się po prostu bardziej pożądanym i trudniej dostępnym towarem w warunkach ograniczonej podaży. I to właśnie ta mechanika – nie spekulacja ani nagła moda – tłumaczy, dlaczego comisy zarabiają dziś więcej niż jeszcze rok temu.









