UOKiK ostrzega przed „polskimi butikami” z Dalekiego Wschodu. „Anna Zielona Góra” może wysyłać paczki z Chin
Zagraniczne podmioty podszywają się pod istniejące polskie marki lub używają nazw sklepów sugerujących związek z lokalnymi butikami, czym wprowadzają konsumentów w błąd — ostrzega Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w opublikowanym poradniku „Zakupy z Azji”. Urząd krok po kroku pokazuje, jak rozpoznać ryzykowny e-sklep: od nazwy i domeny, przez regulamin i ukrywany dropshipping, po manipulacyjne „dark patterns” — i podpowiada, gdzie zgłaszać oszustwa.
Pierwszy kontakt: reklama na Facebooku
Jak wskazuje UOKiK, przedsiębiorcy wykorzystują zaufanie, którym konsumenci darzą duże platformy społecznościowe: korzystają z profilowania reklam i sponsorowanych postów dopasowanych do zainteresowań odbiorców. Wśród nich zdarzają się też sprzedawcy, którzy chcą oszukać — pierwszy kontakt z potencjalnie niebezpieczną stroną coraz częściej następuje właśnie przez reklamę w mediach społecznościowych.
Nieuczciwi zagraniczni przedsiębiorcy często tworzą adresy internetowe nawiązujące do polskich marek i lokalnych butików albo łączące polskie imiona z nazwami miast — urząd podaje przykłady w rodzaju „Anna Zielona Góra”, „Kraków Nowakowski” czy „Gadżety Paweł”. W nazwach zdarzają się literówki, czasem tylko myślnik lub zamiana dwóch znaków. Sugerują polskie pochodzenie biznesu, gdy w rzeczywistości kupujemy od przedsiębiorcy z odległego azjatyckiego kraju. Podejrzane strony miewają nietypowe rozszerzenia domen (.xyz, .lol, .top), ale korzystają też z popularnych .com czy .pl, co utrudnia rozpoznanie.
Regulamin prawdę ci powie
Przed zakupem UOKiK radzi przewinąć stronę na sam dół i sprawdzić zakładki: Regulamin, Polityka prywatności, Ogólne warunki, Polityka zwrotów. W regulaminie powinny się znaleźć pełna nazwa firmy, adres siedziby, numer NIP lub KRS oraz dane kontaktowe.
Jeśli regulamin nie zawiera tych danych lub są one podane w sposób niejasny – możesz mieć do czynienia ze stroną potencjalnie niebezpieczną
— czytamy w poradniku UOKiK. Urząd zwraca też uwagę na adres wskazany do zwrotów oraz na sygnały ostrzegawcze w samym języku strony: nielogiczne zdania, błędy gramatyczne po automatycznym tłumaczeniu i regulaminy skopiowane żywcem z innych sklepów.
Dropshipping: legalny, ale bywa ukrywany
Jeżeli w regulaminie sklep informuje, że nie sprzedaje produktów bezpośrednio, lecz jedynie pośredniczy w ich zakupie — mamy do czynienia z dropshippingiem. To legalny model biznesowy, ale według UOKiK może wiązać się z utrudnieniami: długim czasem dostawy (produkty często płyną prosto z Chin i idą tygodniami), utrudnianiem przyjęcia zwrotu — niektórzy pośrednicy odsyłają klientów do sprzedawcy, a przesyłka zwrotna do Azji bywa bardzo kosztowna — ograniczonym kontaktem w razie problemów i niską jakością produktów, których zdjęcia w sklepie nie odzwierciedlają rzeczywistości.
Każdy przedsiębiorca jest zobowiązany do tego, aby jasno i jednoznacznie poinformować o tym, że świadczy usługę dropshippingu. Jednak zdarzają się tacy, którzy próbują to ukryć
— podkreśla urząd. Gdy w regulaminie padają słowa „pośrednik” lub „pośredniczenie”, trzeba ustalić, od kogo realnie kupujemy i kto za co odpowiada.
Liczniki, „likwidacje magazynu” i gra na współczucie
Osobny rozdział poradnika dotyczy manipulacji. Nieuczciwi sprzedawcy apelują do uczuć: opowiadają o upadku rodzinnej firmy, wsparciu nowego lokalnego biznesu czy wieloletniej tradycji polskiej marki — kopiując opisy i „historie z życia wzięte”. Drugi rejestr to krzykliwe hasła: „wyprzedaż do -90%”, „likwidacja magazynu”, „kończące się zapasy”, liczniki odmierzające czas promocji i okienka pokazujące, ile osób właśnie ogląda produkt. Jak zaznacza UOKiK, celem jest wywołanie poczucia uciekającej okazji — i to często rodzaj nieuczciwych praktyk rynkowych, tzw. dark patterns.
Gdzie zgłaszać
Podejrzany sklep można zgłosić CERT Polska przez stronę incydent.cert.pl; ofiary oszustwa powinny złożyć zawiadomienie na policji, a podejrzane reklamy — zgłaszać administratorom platform. Gdy problem dotyczy nie oszustwa, lecz sporu ze sprzedawcą z siedzibą w UE, pomóc może Europejskie Centrum Konsumenckie (warto podać pełne dane rejestrowe przedsiębiorcy); przy zakupach od polskich firm i pośredników doradzą rzecznicy konsumentów.
Źródło: poradnik UOKiK „Zakupy z Azji” (2026)










