Tradycja w starciu z prawem. Czy nowe przepisy „zabiją” Winobranie?
Sejmowe prace nad nowelizacją ustawy o wychowaniu w trzeźwości nabierają tempa, a wraz z nimi rośnie niepokój w regionach, dla których winiarstwo to nie tylko biznes, ale przede wszystkim tożsamość. Głos w sprawie zabrał Marcin Pabierowski, prezydent Zielonej Góry, który podczas posiedzenia podkomisji sejmowej wystąpił w obronie samorządowej autonomii i lokalnej tradycji.
Dyskusja, która toczy się w murach parlamentu, ma dwa oblicza. Z jednej strony eksperci zdrowia publicznego alarmują: reklama alkoholu (nawet tego 0%) normalizuje picie wśród młodzieży. Z drugiej – samorządowcy z regionów takich jak Lubuskie ostrzegają przed legislacyjnym walcem, który może zmiażdżyć unikalną kulturę enoturystyczną Polski.
„Nie wylewać dziecka z kąpielą”
Prezydent Marcin Pabierowski podczas rozmowy z nami nie gryzł się w język. Jego główny postulat jest jasny: przepisy tworzone w Warszawie nie mogą być „jednopłaszczyznowe” i muszą uwzględniać specyfikę lokalną.
W Zielonej Górze wino to historia, tradycja i gospodarka. To święto o charakterze ponadregionalnym, a nawet europejskim. Kompletny zakaz promocji związany z nowymi przepisami może zablokować takie wydarzenia jak Winobranie czy Festiwal Otwartych Piwnic.
Prezydent podkreślił, że kluczem do sukcesu jest autonomia samorządu. Proponuje rozwiązanie, w którym to rady miast i gmin, na wniosek włodarzy, mogłyby podejmować uchwały o organizacji cyklicznych wydarzeń kulturalnych o charakterze regionalnym.
Edukacja zamiast zakazów?
Na argumenty zwolenników restrykcji, wskazujących na ogromny problem alkoholizmu w Polsce, prezydent odpowiada propozycją systemową. Według niego walka z nałogami powinna odbywać się w szkołach poprzez edukację obywatelską i kampanie informacyjne, a nie poprzez uderzanie w legalnie działające miejsca pracy i turystykę.
Pabierowski zaznaczył również, że imprezy takie jak Winobranie odbywają się w sposób ściśle uregulowany, w wydzielonych strefach i na podstawie konkretnych koncesji.
Nie ma tam negatywnych wydarzeń. To promocja architektury, historii i tego, co nas wyróżnia na tle kraju.
Regionalny produkt to nie „zwykły alkohol”
W obronie winiarzy stanęli także przedstawiciele Izby Gospodarczej Lubuskich Winnic. Podnoszono argument, że enoturystyka to segment premium, który promuje kulturę degustacji, a nie patologiczne spożycie. Jednak w Sejmie nie brakuje sceptyków. Poseł Włodzisław Giziński ostrzegł, że pozostawienie „furtki” dla festynów może skończyć się tym, że każda gmina będzie organizować „Saturday Festy”, byle tylko obejść zakaz reklamy.
Cios w gastronomię
Jeśli propozycje prezydenta Zielonej Góry nie zostaną uwzględnione, polskie miasta mogą stracić prawo do promowania swoich największych atrakcji turystycznych. Dla stolicy polskiego wina oznaczałoby to wizerunkowy i ekonomiczny cios. Ale nowe przepisy niepokoją nie tylko samorządy. Swój sprzeciw wobec nowelizacji wyraziła też branża gastronomiczna, która uruchomiła ogólnopolską akcję społeczną pod hasłem #ZostawcieOgrodki. Restauratorzy wskazują, że projektowana definicja reklamy alkoholu jest tak szeroka, że obejmie parasole, kufle i nalewaki z logo browaru — standardowe wyposażenie tysięcy ogródków gastronomicznych w całej Polsce. Za usunięcie tego wyposażenia grożą kary od 10 do 500 tysięcy złotych. Więcej informacji oraz petycja do sejmowej podkomisji dostępne są na stronie zostawcieogrodki.pl.









