System SENT nie zrobi krzywdy korporacjom, ale zniszczy panią Grażynkę z bazaru
Rozszerzenie systemu monitorowania przewozów SENT na branżę odzieżową i obuwniczą wywołało potężną falę oburzenia w polskiej sieci. Jak wynika z najnowszego raportu Instytutu Monitorowania Mediów (IMM), badającego dyskusję w okresie od 1 marca do 24 maja 2026 roku, urzędowe innowacje stały się w oczach internautów symbolem biurokratycznego ucisku uderzającego w najmniejszych handlarzy. Sieć zalały tysiące krytycznych komentarzy punktujących cyfrowe wykluczenie seniorów oraz drastyczną dysproporcję kar finansowych, gdzie za zwykłą literówkę w e-formularzu drobnemu przedsiębiorcy grozi natychmiastowe bankructwo.
Internet grzmi
Z analizy IMM wynika, że w ciągu niecałych trzech miesięcy temat systemu SENT wygenerował blisko 4 tys. postów i komentarzy, które osiągnęły gigantyczny łączny zasięg na poziomie 24,6 mln potencjalnych kontaktów w samych mediach społecznościowych. Co ciekawe, to właśnie kanały społecznościowe wyprzedziły pod względem zasięgu media tradycyjne (prasa, radio, telewizja i portale informacyjne), które odnotowały wynik na poziomie 22,8 mln kontaktów. Pod opublikowanymi wpisami użytkownicy pozostawili niemal 220 tys. aktywnych interakcji, takich jak reakcje, komentarze czy udostępnienia.
Głównym zapalnikiem dla tak masowej dyskusji było rozporządzenie ministra finansów Andrzeja Domańskiego. Przepisy, które weszły w życie 17 marca 2026 roku, nałożyły na handlarzy odzieżą i obuwiem obowiązek elektronicznej rejestracji transportu towarów w momencie przekroczenia bardzo niskich progów: zaledwie 10 kg odzieży lub 20 par butów. Za niedopełnienie tego skomplikowanego obowiązku ustawodawca przewidział minimalną, sztywną karę w wysokości aż 20 tys. zł.
Tomasz Lubieniecki zwraca uwagę na dynamikę tego zjawiska:
Samo wejście w życie zmian w systemie SENT 17 marca nie wywołało jeszcze tak silnej reakcji opinii publicznej. Dopiero nagłośnienie tematu przez media branżowe, mainstreamowe oraz przez użytkowników social mediów przełożyło się na konkretne działania przedsiębiorców i rządzących: fale protestów, zapowiedź korzystnych dla mikroprzedsiębiorców zmian w rozporządzeniu. To zjawisko charakterystyczne dla ery mediów społecznościowych i właśnie ta oddolna presja, widoczna w tysiącach komentarzy i postów, zmusiła rządzących do reakcji w tempie, które kiedyś byłoby trudne do osiągnięcia.
— zauważa Tomasz Lubieniecki, Kierownik Działu Raportów Medialnych w IMM.
Bat na „Grażynkę z bazarku”, taryfa ulgowa dla gigantów
Główną areną wymiany zdań okazał się Facebook (1,6 tys. wpisów), a tuż za nim uplasowały się platforma X (dawny Twitter) z wynikiem blisko 1 tys. postów oraz serwis YouTube (547 materiałów). Dominującym i niemal bezalternatywnym tonem w sieci była miażdżąca krytyka rządowych założeń. Internauci bezlitośnie obnażyli trzy fundamentalne wady nowego systemu:
— Drakońskie i nieproporcjonalne kary: Grzywna w wysokości 20 tys. zł za czysto formalny błąd przy wprowadzaniu danych do platformy PUESC oznacza dla emeryta dorabiającego na targowisku natychmiastową likwidację życiowego dorobku. W komentarzach nagminnie pojawiały się opinie o „pastwieniu się nad ludźmi”.
— Cyfrowe wykluczenie najstarszych: Wymóg biegłej obsługi platformy urzędowej, instalacji aplikacji e-Toll oraz posiadania nieprzerwanie aktywnego sygnału GPS w smartfonie podczas przewozu towaru stanowi barierę technologiczną nie do przejścia dla starszego pokolenia kupców.
— Systemowa dyskryminacja małego biznesu: Użytkownicy serwisu X najmocniej piętnowali rażącą niesprawiedliwość — wielkie, międzynarodowe korporacje odzieżowe (takie jak Zalando, LPP czy H&M) posiadają unijne certyfikaty AEO, które zwalniają je z uciążliwych procedur rejestracyjnych. W efekcie drobny handlarz z bazarowego kiosku musi skrupulatnie ważyć każdy kilogram towaru, podczas gdy rynkowi giganci są zwolnieni z tych procedur.
Sprawa błyskawicznie zyskała również wymiar polityczny, stając się paliwem do pogłębiania polaryzacji. Internauci podzielili się w poszukiwaniu winnych — część obozu oskarżała Prawo i Sprawiedliwość, przypominając, że ustawa tworząca system SENT powstała w 2017 roku za rządów Beaty Szydło. Druga strona równie mocno uderzała w obecną koalicję rządzącą i ministra Domańskiego za podpisanie skrajnie rygorystycznego rozporządzenia wykonawczego.
Sukces protestów czy legislacyjny chaos?
Skumulowana w sieci wściekłość oraz zorganizowane 15 kwietnia i 13 maja uliczne protesty przedsiębiorców w Warszawie zmusiły resort finansów do wykonania gwałtownego kroku w tył. Dokładnie 13 maja 2026 roku w życie weszło nowe rozporządzenie, wprowadzające wyłączenia z systemu SENT dla mikroprzedsiębiorców. Sukces ten jednak nie wygasił dyskusji, a jedynie zmienił jej wektor.
Część komentujących ogłosiła zwycięstwo i dowód na to, że dialog rządu z drobnym biznesem jest możliwy. Zdecydowana większość internautów uznała jednak te modyfikacje za czysto kosmetyczne. Krytycy słusznie punktują, że urzędowe zwolnienia objęły wyłącznie osoby handlujące na oficjalnych targowiskach, które podlegają lokalnej opłacie targowej. Całkowicie poza systemem wsparcia pozostawiono małe hurtownie oraz dynamicznie rozwijających się drobnych sprzedawców internetowych. W sieci zrodziło się nawet ironiczne pojęcie „wyłączenia od wyłączenia”, opisujące potężny chaos interpretacyjny, jaki nowe, obwarowane dziesiątkami warunków przepisy wprowadziły na rynku.
Tomasz Lubieniecki podsumowuje, że nowe regulacje uderzyły w niezwykle czuły punkt polskiego społeczeństwa — głęboko zakorzenione poczucie, że aparat państwowy bezwzględnie ściga i niszczy najsłabszych, podczas gdy wielkie korporacje mogą liczyć na systemowe przywileje. Spór w sieci nie dotyczył samej idei likwidacji szarej strefy, lecz kompletnego oderwania urzędniczych procedur od realiów rynkowych, w jakich funkcjonują mali, polscy przedsiębiorcy.









