Statek Nissos Delos na morzu

Saudowie anulowali część dostaw ropy do Europy. Tak trudnej sytuacji nie było od lat

16.09.2026
Kamil Śliwiński
Czas czytania: 3 minut/y

Arabia Saudyjska poinformowała europejskich klientów, że część dostaw ropy naftowej zaplanowanych na koniec września została anulowana — podała we wtorek agencja Reuters. To efekt wyłączenia rurociągu Wschód–Zachód, którym Saudi Aramco omijało blokowaną przez Iran cieśninę Ormuz. Dla Polski sprawa jest poważna: saudyjski koncern dostarcza około 40 proc. ropy przerabianej w rafineriach Orlenu. „Sytuacja jest superpoważna” — przyznał w środę na antenie radiowej Jedynki minister aktywów państwowych Wojciech Balczun, cytowany przez PAP. Tego samego dnia Orlen poinformował, że od piątku zakontraktował 16 dodatkowych dostaw surowca, m.in. z Norwegii, Wielkiej Brytanii, Algierii, Kazachstanu, Azerbejdżanu i obu Ameryk.

Jak awaria jednego rurociągu dotarła do Płocka

Ciąg zdarzeń zaczął się na Bliskim Wschodzie. Na początku września Huti rozpoczęli w Jemenie ofensywę, w wyniku której przejęli kontrolę nad całym jemeńskim wybrzeżem Morza Czerwonego — zajęli port Mokka oraz co najmniej jedną z wysp archipelagu Hanisz na północ od strategicznej cieśniny Bab al-Mandab, przez którą transportuje się ropę i gaz. W miniony piątek Ministerstwo Energii Arabii Saudyjskiej poinformowało o czasowym wstrzymaniu pracy ropociągu Wschód–Zachód po atakach w rejonie Rijadu i Medyny. To magistrala o szczególnym znaczeniu: w ostatnich miesiącach stała się alternatywą wobec irańskiej blokady Ormuz — właśnie nią Aramco przesyłało zwiększone wolumeny ropy do portów nad Morzem Czerwonym.

Jak podał portal Oil Price, rurociąg o przepustowości 7 mln baryłek dziennie pozostaje wyłączony od ataku z 10 września, a co najmniej trzy europejskie rafinerie otrzymały informacje o anulowaniu lub przesunięciu na listopad dostaw zaplanowanych na koniec września; dwie kolejne czekają na powiadomienia. Co do czasu przestoju źródła są rozbieżne: według Associated Press, powołującej się na dwóch przedstawicieli lokalnych władz, magistrala ma być wyłączona przez kilka tygodni, natomiast amerykański sekretarz ds. energii Chris Wright mówił w TV Bloomberg, że spodziewa się bardzo szybkiego ponownego uruchomienia ropociągu.

Rynek zareagował natychmiast — jak podawał serwis GazetaPrawna.pl, w poniedziałek cena ropy wzrosła do 108,03 dol. za baryłkę.

„Od dekad nie mieliśmy tak trudnej sytuacji”

Minister aktywów państwowych nie bagatelizuje zagrożenia, choć zapewnia, że system działa.

Orlen jest w miarę zabezpieczony i zdywersyfikowany, co nie znaczy, że możemy spocząć na laurach, bo sytuacja jest superpoważna, od wielu lat czy dekad nie mieliśmy tak skrajnie trudnej i nieprzewidywalnej sytuacji

— powiedział w środę w radiowej Jedynce Wojciech Balczun, minister aktywów państwowych, cytowany przez PAP.

Pytany o dostępność paliw, wskazał na stan zapasów.

Rezerwy są nienaruszone, ale wszystko będzie zależeć od tego, co przyniosą kolejne tygodnie, na ile uda się realizować bieżące dostawy czy też pozyskiwać alternatywne dostawy

— odpowiedział szef MAP. Dodał, że Orlen kupuje obecnie ropę na rynku spotowym, o który „wszystkie kraje teraz walczą”, a od wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie uwaga rządu koncentruje się na zabezpieczeniu dostaw.

16 ładunków z sześciu kierunków

Sam koncern już we wtorek, pytany przez PAP o doniesienia Reutersa — który za czterema traderami podał, że Orlen poszukuje ładunków z Morza Północnego i dalszych kierunków — odmówił komentowania szczegółów transakcji, podkreślając, że stale monitoruje globalny rynek ropy i na bieżąco zarządza portfelem dostaw, by zapewnić ciągłość pracy rafinerii. W środę spółka pokazała konkrety.

W związku z sytuacją na rynku surowcowym Grupa ORLEN od piątku zakontraktowała 16 dodatkowych dostaw na kierunku polskim, czeskim i litewskim, m. in. z Norwegii, Wielkiej Brytanii, Algierii, Kazachstanu, Azerbejdżanu i obu Ameryk

— czytamy w komunikacie Grupy Orlen opublikowanym na platformie X. Spółka dodała, że pozostałą część zapotrzebowania pokrywa m.in. kontrakt zawarty w sierpniu z norweskim Equinorem, a dostawy do rafinerii w Polsce, Czechach i na Litwie są realizowane na bieżąco i w pełni pokrywają ich zapotrzebowanie. Według Reutersa sierpniowa umowa z Equinorem obejmuje dostawy pokrywające do 25 proc. mocy przerobowych rafinerii koncernu i uczyniła norweską spółkę jego drugim co do wielkości dostawcą.

Test, któremu poddawany jest teraz polski system paliwowy, ma szerszy wymiar. Po 2022 roku saudyjska ropa pozwoliła Orlenowi odciąć się od surowca z Rosji — ale w zamian zbudowała pojedynczą zależność sięgającą około 40 proc. przerobu. Kryzys na Morzu Czerwonym pokazuje, że dywersyfikacja nie jest stanem osiągniętym raz na zawsze, lecz zdolnością państwa i jego kluczowej spółki do szybkiej reakcji. Szesnaście ładunków w pięć dni dowodzi, że ta zdolność istnieje. Otwarte pozostaje pytanie, ile kosztuje — bo za ropę kupowaną na spocie, o którą „wszystkie kraje teraz walczą”, płaci się ceny kryzysowe, a te prędzej czy później dotrą na stacje.

Źródło: PAP Biznes, Reuters, komunikat Grupy Orlen

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA