Pegasus: Dane inwigilowanych Polaków mogły trafiać do Izraela
Infrastruktura Pegasusa pozostawała pod kontrolą izraelskiego producenta, a dane pozyskiwane w toku inwigilacji polskich obywateli opuszczały terytorium kraju i mogły trafiać do Izraela — wynika z opinii biegłych Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, o których poinformowała w poniedziałek Prokuratura Krajowa. Premier Donald Tusk mówi wprost o oddaniu wrażliwych danych Polaków „w ręce obcego państwa — Izraela” i o „zbrodni stanu”. Tego samego dnia sejmowa komisja śledcza ds. Pegasusa skierowała do prokuratury zawiadomienia wobec m.in. byłych ministrów i szefów służb.
Kto naprawdę kontrolował system?
Jak przekazała Prokuratura Krajowa, biegli z ABW wydali opinie dotyczące funkcjonalności i bezpieczeństwa Pegasusa w ramach śledztwa Zespołu Śledczego nr 3 PK. Kluczowe ustalenie dotyczy architektury systemu: CBA nie miało nad nim pełnej kontroli, bo część elementów infrastruktury pozostawała w rękach producenta — izraelskiej NSO Group. Jak podaje portal cyberdefence24.pl za komunikatem PK, dane pozyskiwane i przesyłane za pomocą Pegasusa „opuszczały terytorium Polski”. Według relacji serwisu nczas.info odbywało się to za pośrednictwem sieci anonimizującej obejmującej serwery w różnych częściach świata — zarządzanej przez producenta i pozostającej poza kontrolą polskich służb. Jak relacjonuje Polsat News, biegli zidentyfikowali zagraniczne adresy będące elementem komunikacji systemu i potwierdzili, że dane zbierane w toku inwigilacji mogły trafiać do Izraela.
Wymowny jest także warunek umowy, na który wskazał premier: z kontraktu wynikało, że Polska nie mogła stosować narzędzia wobec numerów telefonicznych z Rosji. Polskie służby kupiły więc system, którego zakres działania ograniczał interes państwa trzeciego — i który jednocześnie wyprowadzał zebrane dane poza ich kontrolę.
Tusk: oddali dane Polaków w ręce Izraela
Oni podpisali umowę, w której zapłacili firmie z Izraela ponad 30 mln zł za system, za to narzędzie inwigilacji, śledzenia, podsłuchiwania, podglądania, nad którym de facto nie mieli kontroli, bo kontrola pozostawała w rękach Izraela i firm izraelskich
— powiedział Tusk w opublikowanym nagraniu. Jak dodał, odpowiedzialni za bezpieczeństwo państwa „oddali w ręce obcego państwa — Izraela — tysiące, dziesiątki tysięcy wrażliwych danych polskich obywateli, nie mając nad tym żadnej kontroli”. Według premiera na stronę izraelską trafiały dane dotyczące polskich obywateli, liderów opozycji i niezależnych prokuratorów, a cała sprawa to „jeden z największych skandali w historii Polski po upadku komunizmu” i „zbrodnia stanu”. Na zakup systemu przeznaczono m.in. 25 mln zł z Funduszu Sprawiedliwości — podaje „Wprost”.
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek ocenił, że wykorzystanie systemu mogło narazić bezpieczeństwo narodowe Polski, rodząc pytania o ochronę danych obywateli i ryzyko ich przekazania zagranicznym podmiotom.
Raport komisji: dane Polaków w rękach zagranicznej firmy
Publikacja ustaleń prokuratury zbiegła się z zaprezentowaniem jawnej części raportu sejmowej komisji śledczej ds. Pegasusa. Jak podaje portal kresy.pl, komisja po ponad dwóch latach prac skierowała do prokuratury 10 zawiadomień dotyczących 11 osób, w tym byłych ministrów i szefów służb specjalnych. Według ustaleń komisji wnioski kierowane do sądów o zgodę na kontrolę operacyjną nie wskazywały, że służby zamierzają korzystać właśnie z tego oprogramowania — sędziowie nie byli więc w pełni informowani o możliwościach systemu.
Kontrolę nad systemem sprawował producent oprogramowania, a w konsekwencji dane polskich sędziów, prokuratorów, samorządowców, polityków opozycji były w rękach zagranicznej firmy
— mówiła przewodnicząca komisji Magdalena Sroka, cytowana przez „Super Express”.
System umożliwiał pozyskiwanie szerokiego zakresu danych z urządzeń mobilnych bez wiedzy i zgody użytkowników — w tym dostęp do wiadomości, a także, jak czytamy w komunikacie prokuratury, „wykorzystywanie mikrofonu i kamer wbudowanych w urządzenie do rejestrowania dźwięku i obrazu w czasie rzeczywistym oraz wykonywanie zrzutów ekranu”.
Tło sporu: PiS broni zakupu
Pegasus został zakupiony za rządów Prawa i Sprawiedliwości. W debacie publicznej od lat pojawiają się zarzuty, że wykorzystywano go do inwigilacji polityków opozycji, dziennikarzy i innych osób publicznych. Poprzedni rząd zaprzeczał nieprawidłowościom, argumentując, że system służył bezpieczeństwu narodowemu i był stosowany za zgodą sądu. Obecna opozycja odrzuca także dzisiejsze wnioski: środowiska sprzyjające PiS wskazują, że dostęp producenta do infrastruktury jest standardem rynkowym przy tego typu oprogramowaniu, a sprawa służy rządowi do atakowania przeciwników politycznych. Zarzuty w śledztwie PK usłyszało dotąd siedem osób, w tym byli szefowie CBA, ABW i SKW.
Źródło: komunikat Prokuratury Krajowej; Polsat News










