Nvidia

Najlepszy pracodawca świata? Większość pracowników Nvidii to multimilionerzy

25.08.2026
Redakcja
Czas czytania: 3 minut/y

Ponad trzy czwarte pracowników Nvidii deklaruje majątek przekraczający milion dolarów, a blisko połowa — powyżej 25 milionów, czyli około 90 mln zł. Wynika to z ankiety przeprowadzonej wśród ponad 3 tysięcy zatrudnionych na anonimowej platformie Blind, opisanej przez serwis Benzinga. Źródłem tego bogactwa nie są pensje, lecz program akcjonariatu pracowniczego przebudowany przez Jensena Huanga po krachu z 2008 roku. Dla porównania: w całej Polsce osób z majątkiem powyżej 30 mln dolarów jest 3017.

Co pokazuje ankieta

Badanie z czerwca 2025 roku objęło ponad 3 tysiące pracowników, czyli około jednej dziesiątej ówczesnej załogi. Status milionera zadeklarowało 76–78 proc. respondentów. Co trzeci wskazał majątek powyżej 20 mln dolarów, a blisko połowa — powyżej 25 mln.

Przeniesienie tych odsetków na całą załogę daje około 27 tysięcy milionerów i mniej więcej 18 tysięcy osób powyżej progu 25 mln dolarów. Do tego dochodzą byli pracownicy, którzy zbudowali majątek w czasie zatrudnienia i odeszli — ich ankieta nie obejmuje.

Na szczycie sytuacja jest jeszcze bardziej skrajna. W 2025 roku do indeksu miliarderów Bloomberga dołączyli dyrektor finansowa Colette Kress oraz wiceprezes Jay Puri, przez co liczba znanych miliarderów w spółce sięgnęła co najmniej sześciu. Sam Jensen Huang skomentował to w podcaście „All-In” w lipcu 2025 roku bez cienia dyplomacji.

Stworzyłem w moim zespole zarządzającym więcej miliarderów niż jakikolwiek prezes na świecie. Radzą sobie całkiem nieźle. Nie współczujcie nikomu na moim poziomie

— powiedział Jensen Huang, prezes Nvidii.

Decyzja podjęta w najgorszym momencie

Mechanizm, który to wszystko uruchomił, powstał w chwili, gdy firma wyglądała najgorzej. W 2008 roku akcje Nvidii spadły o około 80 proc. Huang przebudował wtedy program zakupu akcji dla pracowników, rozszerzając do niego dostęp i poprawiając warunki dla szeregowych zatrudnionych.

Klucz tkwi w szczególe. Program pozwala kupować akcje z piętnastoprocentowym dyskontem, ale liczonym nie od bieżącego kursu, lecz od najniższej ceny z poprzednich dwóch lat. Przy rosnącym kursie ten dwuletni okres odniesienia z każdym rokiem stawał się cenniejszy — pracownik nabywał akcje po cenie sprzed dwóch lat, jeszcze pomniejszonej o dyskonto. Zatrudnieni konsekwentnie wykorzystywali maksymalne limity wpłat, zamieniając konstrukcję programu w mechanizm procentu składanego działający na poziomie całej załogi.

Do tego dochodzi standardowe wynagradzanie akcjami warunkowymi, które w Nvidii obejmuje nie tylko kadrę kierowniczą, ale też inżynierię, sprzedaż i obsługę klienta.

Reszta to już historia kursu. Akcje Nvidii dały w ciągu dekady zwrot 22 687 proc., rosnąc z 87 centów w ujęciu skorygowanym o podziały do 198,45 dolara na początku maja 2026 roku. Zwrot z ostatnich pięciu lat wyniósł 1225 proc.

Skala zjawiska jest bezsporna, ale precyzja podawanych liczb jest pozorna i warto to powiedzieć wprost.

Odwrotna strona złotej klatki

Model ma koszty, o których w entuzjastycznych komentarzach mówi się rzadko.

Pierwszy to koncentracja ryzyka. Pracownik, którego majątek tkwi w akcjach własnego pracodawcy, przy załamaniu spółki traci jednocześnie pracę i oszczędności. Klasycznym przypadkiem pozostaje Enron, gdzie plany emerytalne pracowników były ulokowane w akcjach upadającej firmy. To nie jest argument przeciwko akcjonariatowi pracowniczemu, lecz przeciwko jego skrajnej formie bez dywersyfikacji.

Drugi to złote kajdanki. Wieloletnie harmonogramy nabywania uprawnień projektuje się między innymi po to, by utrudnić odejście. Niska rotacja w Nvidii wynika nie tylko z satysfakcji z pracy, ale i z kosztu rezygnacji — odchodząc, zostawia się na stole niezrealizowane pakiety.

Trzeci, najważniejszy: te liczby są wyjątkiem, a nie regułą. Powstały dlatego, że Nvidia okazała się jedną z najcenniejszych spółek w historii. Identyczny program w firmie o przeciętnych wynikach dałby przeciętne rezultaty. Akcjonariat pracowniczy nie jest maszyną do produkowania milionerów — jest mechanizmem dzielenia się tym, co firma faktycznie wypracuje. W Nvidii było się czym dzielić.

Punkt odniesienia z Polski

Zestawienie z polskimi danymi pokazuje skalę zjawiska lepiej niż same procenty.

Według raportu „The Wealth Report 2026″ firmy Knight Frank w Polsce mieszka 3017 osób z majątkiem netto powyżej 30 mln dolarów, czyli około 108 mln zł. Pięć lat wcześniej było ich 1442, co oznacza wzrost o 109,2 proc. — najwyższy na świecie wśród krajów mających co najmniej 500 takich osób. Do 2031 roku Knight Frank prognozuje wzrost do 4906. W europejskim rankingu Polska zajmuje dwunaste miejsce, daleko za Niemcami z 38,2 tys. osób, Francją z 21,5 tys. i Szwajcarią z 17,7 tys.

Jedna kalifornijska firma wygenerowała więc mniej więcej sześciokrotnie liczniejszą grupę ludzi powyżej porównywalnego progu majątkowego niż cała trzydziestoośmiomilionowa Polska.

Właściwe pytanie

Liczba ultrabogatych Polaków rośnie dziś szybciej niż gdziekolwiek indziej na świecie. Interesujące nie jest jednak to, że w Polsce są bogaci — tylko skąd bierze się ich majątek.

W przypadku Nvidii odpowiedź jest jednoznaczna: 18 tysięcy osób przekroczyło próg 25 mln dolarów nie dlatego, że założyło firmę, odziedziczyło kapitał albo trafiło z nieruchomością, lecz dlatego, że przez lata pracowały w spółce, która dopuściła je do współwłasności na warunkach realnie korzystnych, a nie symbolicznych. Kapitał trafił do inżynierów i handlowców, a nie wyłącznie do założycieli i funduszy.

W polskiej strukturze majątkowej takiej ścieżki praktycznie nie ma. Dominują nieruchomości i własność firm rodzinnych, a udział pracowników we własności przedsiębiorstw, w których pracują, pozostaje marginalny. Nvidia nie jest więc wzorem do skopiowania — bo powtórzyć da się program, a nie hossę na sztucznej inteligencji. Jest natomiast dowodem na to, że jeśli firma rzeczywiście zarabia, decyzja o tym, kto się tym podzieli, jest wyborem właścicieli, a nie prawem natury.

Źródło: Benzinga, Knight Frank „The Wealth Report 2026″

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA