Dolar najdroższy od miesięcy: Fed, Moody’s i inflacja uderzyły w złotego jednocześnie
Dwa zewnętrzne wstrząsy i jedna wyraźna konkluzja: złoty znalazł się pod zmasowaną presją, której nie łagodzi nawet poprawa globalnych nastrojów. Kurs dolara wzrósł o blisko 1,7%, nie dlatego, że dolar jest wszędzie silny, lecz dlatego, że polska waluta ma własne, strukturalne kłopoty. I nic nie wskazuje, by miały zniknąć szybko.
Najważniejsze:
- Kurs USD/PLN wzrósł od 1 do 18 września 2026 r. o 1,68%, z 3,7371 zł do 3,7998 zł według tabeli A NBP, ruch skupiony w zaledwie kilku sesjach, nie rozłożony równomiernie
- Szczyt okresu: 3,8030 zł za dolara (17 września); dołek: 3,7085 zł (7 września), rozpiętość blisko 9,5 grosza w analizowanym okresie
- Fed podwyższył stopy po raz pierwszy od ponad trzech lat, jednomyślną decyzją, co odwróciło relację między oprocentowaniem w USA a stopami NBP na niekorzyść złotego
- Międzynarodowa agencja ratingowa Moody’s obniżyła ocenę wiarygodności kredytowej Polski o jeden stopień, wskazując na trwałe pogorszenie sytuacji fiskalnej przy ograniczonej woli rządu do jej naprawy
- Euro wobec złotego również pozostało na podwyższonych poziomach, co dowodzi, że słabość złotego nie jest wyłącznie efektem siły dolara
- Inflacja bazowa pozostała na podwyższonym poziomie, domykając pułapkę dla NBP: bank centralny nie może łatwo ciąć stóp, a różnica między oprocentowaniem w Polsce i USA działa na niekorzyść złotego
Dwie fazy rynku ukryte w jednej tabeli
Surowe dane NBP z tabeli A opowiadają historię dwóch zupełnie różnych rynków zamkniętych w jednym osiemnastodniowym oknie. Pierwsza faza, od 1 do 13 września, to niemal zastój: kurs kręcił się w ciasnym paśmie między minimami a poziomem startowym. Druga faza, od 14 września, to już inny rynek: gwałtowne skoki, które w ciągu dwóch kluczowych sesji (14 i 17 września) przesunęły kurs o kilka groszy.
| Data | Kurs USD/PLN (NBP, tabela A) | Zmiana dzienna |
|---|---|---|
| 1 września | 3,7371 | — |
| 2 września | 3,7423 | +0,14% |
| 3 września | 3,7224 | −0,53% |
| 4 września | 3,7145 | −0,21% |
| 7 września | 3,7085 | −0,16% |
| 8 września | 3,7167 | +0,22% |
| 9 września | 3,7111 | −0,15% |
| 10 września | 3,7103 | −0,02% |
| 11 września | 3,7267 | +0,44% |
| 14 września | 3,7607 | +0,91% |
| 15 września | 3,7667 | +0,16% |
| 16 września | 3,7639 | −0,07% |
| 17 września | 3,8030 | +1,04% |
| 18 września | 3,7998 | −0,08% |
Warto zwrócić uwagę na charakterystyczny rytm tych ruchów: największe jednodniowe skoki (+0,91% i +1,04%) nie były efektem stopniowego dryfu nastrojów, lecz reakcją na konkretne zdarzenia zewnętrzne. To klasyczny schemat „informacyjnego szoku walutowego”, długi bezruch, a potem gwałtowne przeszacowanie w ciągu jednej lub dwóch sesji. Dla porównania: ruch o blisko 2% na stosunkowo stabilnej parze walutowej to sygnał zauważalny, choć nie rekordowy, złoty przeżywał silniejsze tąpnięcia w momentach globalnych kryzysów. Tym razem źródło napięcia jest jednak bardziej specyficzne dla Polski niż dla całego regionu.
Fed kontra NBP: kto zarobił więcej na zmianie układu stóp
Pierwszym i prawdopodobnie silniejszym z dwóch głównych impulsów była decyzja Federalnego Komitetu Otwartego Rynku o podwyżce stopy funduszy federalnych, pierwsza taka zmiana od ponad trzech lat, podjęta jednomyślnie. Jej bezpośrednim skutkiem było przekroczenie przez stopy w USA poziomu stóp Narodowego Banku Polskiego. To odwrócenie dotychczasowego układu.
Mechanizm wpływu na kurs jest stosunkowo przejrzysty, choć rzadko opisywany precyzyjnie: gdy rentowność aktywów dolarowych przewyższa rentowność aktywów w złotych, inwestorzy instytucjonalni i fundusze hedgingowe mają zachętę do przenoszenia kapitału z rynków o niższym oprocentowaniu, w tym z Polski, do USA. Sprzedaż polskich papierów wartościowych oznacza sprzedaż złotych i zakup dolarów. Popyt na dolara rośnie, podaż złotego też rośnie, efektem jest wzrost kursu USD/PLN dokładnie taki, jak widoczny w danych z 14 i 17 września.
Kluczowe pytanie, na które dane ze źródeł nie dają jednoznacznej odpowiedzi, to: ile z owego skoku o 1,68% można przypisać Fedowi, a ile Moody’s? Decyzja FOMC wyprzedziła obniżkę ratingu i wywołała wcześniejszą falę sprzedaży złotego. Obniżka ratingu przyszła już na osłabioną walutę i pogłębiła ruch, który zaczął się kilka dni wcześniej. Oba impulsy skierowane były w tę samą stronę i wzajemnie wzmacniały efekt, co czyni je trudnymi do oddzielenia, ale też szczególnie groźnymi jako kombinacja.
Cioś w postrzeganie Polski: co zmiana ratingu naprawdę oznacza
Drugi impuls był natury krajowej. Moody’s zdegradował ocenę wiarygodności kredytowej Polski o jeden szczebel, utrzymując przy tym stabilną perspektywę dalszych zmian. W uzasadnieniu agencja wskazała na pogłębiające się nierównowagi w finansach publicznych oraz, co szczególnie wymowne, na ograniczoną skłonność rządu do wzmacniania poduszki fiskalnej w czasie, gdy warunki gospodarcze na to pozwalają.
Czytaj także: Tyle kosztuje dolar. Kurs dolara do złotego PLN/USD 01.06.2026
Przekład na język rynkowy jest brutalny: niższy rating to wyższe postrzegane ryzyko i wyższy koszt pożyczania. Przy każdej kolejnej emisji obligacji skarbowych Polska będzie musiała zaoferować inwestorom wyższe odsetki, żeby przyciągnąć kupujących. To z kolei zwiększa wydatki budżetowe na obsługę długu, środki, które mogłyby trafić na inwestycje publiczne lub programy społeczne, zamiast tego finansują wyższe odsetki dla zagranicznych wierzycieli.
Dla kursu złotego obniżka działa jednak jeszcze przed tym długoterminowym kanałem. Samo ogłoszenie pogorszenia ratingu skłoniło część inwestorów do wyjścia z polskich aktywów natychmiast, co samo w sobie osłabiło złotego, niezależnie od tego, czy dane makroekonomiczne faktycznie uzasadniały tę reakcję. To właśnie czyni ratingi tak potężnym instrumentem rynkowym: ich wpływ jest częściowo samospełniający się.
Złoty słaby we wszystkich kierunkach jednocześnie
Gdyby osłabienie złotego było wyłącznie odbiciem siły dolara globalnie, pary EUR/USD i USD/PLN poruszałyby się symetrycznie, a kurs euro do złotego pozostałby stabilny. Tak się jednak nie stało: kurs EUR/PLN utrzymał się na podwyższonych poziomach, i to w warunkach poprawiającego się sentymentu na globalnych rynkach oraz spadku cen ropy naftowej, które zwykle sprzyjają walutom rynków wschodzących.
To rozstrzygające. Złoty osłabił się nie dlatego, że dolar jest silny wobec wszystkich walut, lecz dlatego, że polska waluta ma własne, specyficzne powody do deprecjacji: wyższe stopy w USA w relacji do stóp NBP oraz gorszy rating na arenie międzynarodowej. Presja nie przychodzi z jednego kierunku, otacza złotego ze wszystkich stron.
Inflacja bazowa: domknięcie pułapki dla NBP
Do obrazu dochodzi jeszcze jeden element, który zwykle umyka w codziennych komentarzach rynkowych: sierpniowe dane pokazały utrzymywanie się inflacji bazowej na podwyższonym poziomie. Inflacja bazowa, mierząca zmiany cen z pominięciem najbardziej zmiennych składników, takich jak paliwa i żywność, jest wskaźnikiem, który banki centralne traktują jako sygnał głęboko zakorzenionych tendencji cenowych.
Dla NBP oznacza to konkretne ograniczenie: przy tak wysokiej inflacji bazowej obniżanie stóp procentowych byłoby ryzykowne, bo mogłoby jeszcze bardziej nakręcić presję cenową. A brak obniżek, przy jednoczesnych wyższych stopach w USA, utrwala niekorzystny dla złotego układ różnicy w oprocentowaniu między oboma krajami. Złoty jest więc uwięziony w logice, której nie może przerwać własną polityką monetarną: obniżka stóp NBP pomogłaby gospodarce, ale osłabiłaby walutę; brak obniżek chroni złotego przed dodatkową deprecjacją, ale nie usuwa presji wynikającej z wyższych stóp w USA.
Co to znaczy w praktyce: kto traci, kto zyskuje
Wzrost kursu o 1,68% nabiera realnego wymiaru przy konkretnych kwotach. Potrzeba 2000 dolarów na wyjazd do USA? Na początku września kosztowało to nieco ponad 7470 zł. W połowie miesiąca, blisko szczytu zwyżki, ta sama suma to już ponad 7600 zł, różnica przekraczająca 125 zł, bez uwzględnienia spreadów kantorowych.
- Tracą na umocnieniu dolara: osoby kupujące dolary na podróż lub zakupy online, importerzy rozliczający kontrakty w USD, firmy obsługujące dolarowe zobowiązania finansowe
- Zyskują na umocnieniu dolara: posiadacze oszczędności w dolarach (ich wartość wyrażona w złotych wzrosła), eksporterzy fakturujący sprzedaż w USD, inwestorzy trzymający aktywa wyceniane w dolarach
Skutki obniżki ratingu mają dłuższy horyzont niż natychmiastowa reakcja kursu. Jeśli zmiana postrzegania polskiego długu okaże się trwała, wyższy koszt kolejnych emisji obligacji skarbowych będzie obciążał budżet przez wiele lat, niewidocznie w codziennych cenach, ale odczuwalnie w polityce fiskalnej: mniej miejsca na nowe programy, mniej możliwości reagowania na kolejne kryzysy.
Jak czytać kursy walut: który źródło do czego służy
- Tabela A NBPkurs średni publikowany raz dziennie w dni robocze. Podstawa do rozliczeń podatkowych, wyceny aktywów w księgowości i wszelkich obliczeń urzędowych. Nie jest kursem transakcyjnym, w kantorze tego kursu nie dostaniesz.
- Tabela C NBPkursy kupna i sprzedaży stosowane przez NBP. Pokazuje spread, czyli różnicę między ceną zakupu a sprzedaży waluty przez bank centralny.
- Forex (np. Bankier.pl)kurs międzybankowy aktualizowany w czasie rzeczywistym. Najbardziej aktualny, ale i tu trzeba pamiętać, że kantory i banki doliczają własną marżę, realna cena wymiany będzie wyższa.
- Kantory i bankikursy, po których faktycznie można wymienić pieniądze. Mogą odbiegać od kursu NBP i Forex o kilka do kilkunastu groszy. Przed większą transakcją warto porównać oferty, różnice między kantorami bywają znaczące.
Pułapka warta odnotowania: kursy eksponowane w reklamach kantorów to często kurs Forex bez spreadu, kurs, którego w praktyce nie dostaniesz. Realny kurs wymiany zawsze zawiera marżę instytucji pośredniczącej.
Najczęściej zadawane pytania
Jaki jest aktualny kurs dolara?
Na sobotę 19 września 2026 r. kurs USD/PLN na rynku Forex według Bankier.pl wynosił około 3,80 zł. Ostatni opublikowany kurs średni NBP z 18 września to 3,7998 zł. W kantorze zapłacisz więcej, spread i marża podnoszą cenę zakupu dolara powyżej tych poziomów referencyjnych.
Czy ruch o 1,68% w trzy tygodnie to sygnał alarmowy?
Na rynku walutowym zmiana o blisko 2% w ciągu osiemnastu sesji na parze uznawanej za względnie stabilną to wyraźny, choć nie rekordowy sygnał. Niepokojąca jest jednak jego struktura: ruch nie był równomierny, lecz skupił się w dwóch sesjach (14 i 17 września), co wskazuje na reakcję na konkretne zewnętrzne zdarzenia, a nie stopniową zmianę nastrojów. Dla kogoś wymieniającego kilkaset złotych różnica jest odczuwalna; dla firmy rozliczającej kontrakty opiewające na miliony dolarów, bardzo istotna finansowo.
Dlaczego złoty słabnie, skoro globalne nastroje się poprawiają?
W normalnych warunkach lepsza atmosfera na rynkach sprzyja walutom rynków wschodzących, do których zaliczany jest złoty. Tym razem dwa czynniki okazały się silniejsze od ogólnego sentymentu: zmiana układu stóp procentowych między USA a Polską na korzyść dolara oraz rewizja oceny wiarygodności kredytowej Polski przez Moody’s. Oba działają niezależnie od globalnego nastroju i oba są specyficzne dla relacji Polska–USA, a nie dla całego rynku wschodzącego.
Czy presja na złotego jest tymczasowa czy strukturalna?
Oba główne czynniki mają charakter strukturalny, nie jednorazowy. Różnica w poziomie stóp procentowych między USA a Polską utrzyma się tak długo, jak Fed nie obniży stóp lub NBP nie podniesie swoich, a wysokiej inflacji bazowej w Polsce nie sprzyja żadnemu z tych scenariuszy w krótkim terminie. Obniżka ratingu ma z kolei trwały charakter dopóki nie nastąpi poprawa oceny, co wymaga długotrwałej poprawy wskaźników fiskalnych. To oznacza, że presja deprecjacyjna na złotego nie jest zjawiskiem kilkudniowym.
Co obniżka oceny wiarygodności kredytowej Polski oznacza dla przeciętnego konsumenta?
Bezpośrednio, słabszego złotego, a więc droższe importowane towary i wyższy koszt zagranicznych podróży. Pośrednio, rosnące koszty obsługi długu publicznego przy kolejnych emisjach obligacji skarbowych, co przez lata będzie uszczuplać przestrzeń budżetową rządu. Ten drugi kanał jest mniej widoczny na codzień, ale potencjalnie bardziej kosztowny dla finansów publicznych w długim horyzoncie.
Fot. Lukasz Radziejewski / Pexels










