Traktor na polu z belami siana w świetle słońca.

Nadchodzi koniec absurdalnego pozywania rolników za hałas i zapachy związane z ich pracą

18.08.2026
Redakcja
Czas czytania: 3 minut/y

Zapach z chlewni, warkot kombajnu po zmroku, kurz przy żniwach — to, co dla wsi jest codziennością, dla części jej nowych mieszkańców bywa powodem skarg, kontroli i pozwów. Rada Ministrów przyjęła we wtorek projekt ustawy chroniącej rolników przed roszczeniami za typowe uciążliwości produkcji rolnej. Rząd argumentuje, że fala pozwów przeciwko legalnie działającym gospodarstwom zagraża bezpieczeństwu żywnościowemu kraju, a nowe przepisy mają chronić interesy obu stron sąsiedzkich sporów. Kluczowa zmiana: prawidłowo prowadzone gospodarstwo z mocy prawa nie będzie uznawane za zakłócające spokój, a kupujący dom na wsi podpisze u notariusza oświadczenie, że wie, dokąd się wprowadza. Iskrą była sprawa hodowcy spod Łodzi, który po ponad dekadzie procesów musiał zapłacić sąsiadom przeszło 100 tys. zł za zapach z legalnie działającej chlewni.

Wieś przestaje być rolnicza — i zaczyna się sądzić

Konflikt, na który odpowiada ustawa, narasta od lat wraz z suburbanizacją: na gruntach odrolnionych pod zabudowę mieszkaniową osiedlają się ludzie z miast, których nowe domy stykają się przez płot z kurnikami, chlewniami i polami. Jak wskazuje Ministerstwo Rolnictwa w uzasadnieniu projektu, do resortu płyną zgłoszenia od izb rolniczych i samych rolników o rosnącej presji na ograniczanie hałasu w dni wolne i wieczorami oraz zapachów z produkcji zwierzęcej — a spory coraz częściej kończą się w sądach, które orzekają na podstawie ogólnych przepisów Kodeksu cywilnego o immisjach (art. 144), co prowadzi do rozbieżnych wyroków i niepewności prawnej.

Symbolem problemu stała się sprawa Szymona Kluki, hodowcy trzody chlewnej z Grodziska koło Łodzi, ciągnąca się ponad dekadę: Sąd Apelacyjny w Łodzi zasądził od niego ponad 100 tys. zł na rzecz sąsiadów skarżących się na przykre zapachy z chlewni, a Sąd Najwyższy oddalił skargę kasacyjną. Rolnik prowadził działalność legalnie — przegrał, bo prawo nie rozstrzygało, czy zapach należący do istoty hodowli może być „nadmierną” uciążliwością.

Co konkretnie zmienia ustawa

Przyjęty przez rząd projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu ochrony rolniczych funkcji produkcyjnych wsi opiera się na trzech filarach. Po pierwsze, w Kodeksie cywilnym pojawi się domniemanie, że prawidłowe gospodarowanie rolne nie stanowi nadmiernego zakłócania korzystania z nieruchomości sąsiednich — co ma ukrócić bezzasadne roszczenia o hałas, zapachy i zapylenie. Po drugie, zmiana w Kodeksie wykroczeń wyłączy karalność za zakłócanie spokoju i spoczynku nocnego, jeżeli hałas pochodzi z prac uzasadnionych agrotechnicznie — czyli koniec z wzywaniem policji do rolnika, który w szczycie żniw kosi po dwudziestej drugiej. Po trzecie, nabywcy nieruchomości położonych poza granicami miast będą składać w akcie notarialnym oświadczenie, że są świadomi możliwych uciążliwości z sąsiedztwa gospodarstw — kto kupuje dom przy polu, kupuje go razem z zapachem obornika i odgłosem ciągnika.

Ochrona nie będzie bezwarunkowa: przysługiwać ma wyłącznie gospodarstwom prowadzonym zgodnie z prawem i zasadami prawidłowej gospodarki rolnej. Rolnik łamiący normy środowiskowe czy sanitarne nie schowa się za nowymi przepisami. Rząd podkreśla, że celem nie jest przyznanie rolnikom immunitetu, lecz ochrona interesów obu grup mieszkańców wsi — produkującej i mieszkającej.

Skutek uboczny: przecena działek przy fermach

Eksperci rynku nieruchomości zwracają uwagę na mniej oczywisty skutek regulacji: na wartości mogą stracić działki położone bezpośrednio przy gospodarstwach prowadzących intensywną produkcję, a deweloperzy będą musieli ostrożniej dobierać lokalizacje inwestycji — bo notarialne oświadczenie o świadomości uciążliwości stanie się de facto jawnym ostrzeżeniem wpisanym w transakcję. To cena uporządkowania: ryzyko, które dziś ujawnia się dopiero w sądzie po latach sąsiedzkiej wojny, zostanie wycenione uczciwie już przy zakupie.

Rzadka jednomyślność: cztery projekty, jeden kierunek

Politycznie temat okazał się wyjątkowy: o ochronę produkcyjnej funkcji wsi rywalizują równolegle aż cztery inicjatywy — rządowa, prezydencka oraz projekty PiS i Konfederacji. Propozycja prezydenta Karola Nawrockiego, inspirowana wprost sprawą Kluki, w dużej mierze pokrywa się z rządową, ale dodaje zasadę proporcjonalności (sądowy zakaz działalności rolniczej tylko w ostateczności, gdy produkcja realnie zagraża zdrowiu lub środowisku) oraz obowiązkową mediację przed procesem. Prezydent przekonywał, że jego ustawa „nie daje nikomu przyzwolenia na nadużycia”, lecz kończy prawny chaos.

Minister rolnictwa Stefan Krajewski zapowiada, że rządowy projekt trafi do Sejmu zaraz po wakacjach — i nie kryje, że po lutowym wecie prezydenta wobec ustawy o „aktywnym rolniku” liczy tym razem na podpis.

Mam nadzieję, że pan prezydent nie popełni już tego błędu

— mówił Krajewski podczas briefingu na fermie drobiu w Dysie koło Lublina, wyrażając nadzieję, że głowa państwa podpisze ustawę jako „dobre rozwiązanie dla rolników i przedsiębiorców”. Zbieżność wszystkich czterech projektów daje rzadką w polskiej polityce szansę na uchwalenie przepisów ponad podziałami — bo o wiejskiego wyborcę zabiegają tu wszyscy naraz.

Kogut Maurice pozdrawia

Polska nie jest pionierem. Francja przerobiła identyczny spór do końca: po głośnym procesie koguta Maurice’a z wyspy Oléron, którego piania domagali się zakazać letnicy (kogut wygrał), francuski parlament przyjął w 2021 roku ustawę o ochronie „dziedzictwa sensorycznego wsi” — uznającą pianie kogutów, dzwony, zapach obornika i cykanie świerszczy za prawnie chronioną część wiejskiego krajobrazu. Polski projekt idzie podobną drogą, choć językiem mniej poetyckim: zamiast dziedzictwa sensorycznego mamy „oddziaływania typowe dla działalności rolniczej”. Sens jest ten sam — to miasto przeprowadza się na wieś, a nie odwrotnie, i to przybysz powinien zaakceptować reguły miejsca, do którego przybywa.

Teraz projekt trafi do Sejmu, gdzie jesienią ma być jednym z pierwszych punktów obrad. Dla tysięcy gospodarstw położonych coraz bliżej nowych osiedli może to być najważniejsza ustawa tej kadencji — taka, która rozstrzyga nie o dopłatach, lecz o tym, czy na polskiej wsi wolno jeszcze bez procesu pachnieć i hałasować jak wieś.

Źródło: Rzeczpospolita, farmer.pl, Infor.pl, portalspozywczy.pl, Bankier.pl, prezydent.pl, PAP

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA