Mniej chipsów, więcej skyru. Leki na otyłość przestawiają półki w sklepach
Gospodarstwa domowe, w których co najmniej jedna osoba stosuje leki z grupy GLP-1, ograniczyły w ciągu roku wielkość zakupów średnio o trzy punkty procentowe bardziej niż pozostałe — wynika z badania instytutu YouGov przytoczonego przez Deutsche Welle. Dla niemieckiego handlu żywnością może to oznaczać spadek obrotów o około 325 mln euro rocznie. Spadają zakupy przekąsek i napojów, rosną wydatki na owoce, warzywa i produkty wysokobiałkowe.
Rynek wart miliardy
Leki te zbudowały pozycję rynkową dwóch koncernów. Duński Novo Nordisk, producent preparatów opartych na semaglutydzie, stał się jedną z najcenniejszych firm w Europie. Jego główny konkurent, amerykańska Eli Lilly, jest obecnie najcenniejszą spółką branży ochrony zdrowia na świecie pod względem kapitalizacji giełdowej.
Substancje czynne z tej grupy naśladują działanie naturalnego hormonu GLP-1, hamując apetyt i zwiększając uczucie sytości. Stąd pytanie, które zadaje sobie zwłaszcza handel artykułami spożywczymi: czy miliony ludzi będą wkrótce kupować mniej jedzenia.
Skala efektu
W skali całego niemieckiego rynku produktów codziennego użytku efekt wynosi obecnie 0,16 proc., czyli pozostaje niewielki. Może jednak przybrać na sile, gdyby z leków korzystało coraz więcej osób.
Zastrzyki są dostępne w Niemczech od około trzech lat, a tej jesieni preparat trafi tam do aptek również w formie tabletek. Według danych YouGov zainteresowanie taką terapią wykazuje już 2,8 mln gospodarstw domowych, a dla 48 proc. osób zainteresowanych postać tabletki dodatkowo zwiększyłaby prawdopodobieństwo podjęcia leczenia.
Efekt wykracza poza samych pacjentów. Według Boston Consulting Group 70 proc. użytkowników tych leków deklaruje, że inni domownicy również zmieniają swoje nawyki żywieniowe.
Skutki gospodarcze mogą być znacznie większe, niż wskazywałaby na to sama liczba użytkowników tych leków.
— ocenia Karin von Funck, ekspertka Boston Consulting Group do spraw dóbr konsumpcyjnych.
Co znika z koszyka
Najwięcej tracą kategorie impulsowe. Według badania YouGov w niemieckich gospodarstwach domowych stosujących te leki ilość kupowanych słonych przekąsek ziemniaczanych spadła o 25 proc., a 5 proc. badanych całkowicie zrezygnowało z zakupu chipsów.
Wyraźnie spadła też sprzedaż napojów: użytkownicy w Holandii kupowali o około 30 proc. mniej mrożonej herbaty i o 24 proc. mniej napojów owocowych. We Włoszech użytkownicy tych leków kupowali znacznie mniej wina.
Co do koszyka wchodzi
Zyskują kategorie postrzegane jako zdrowsze. Według YouGov włoscy pacjenci stosujący leki przez krótki czas znacząco zwiększyli wydatki na owoce i warzywa po rozpoczęciu terapii. W Stanach Zjednoczonych, czyli na najbardziej rozwiniętym rynku tych preparatów, użytkownicy wydawali według Boston Consulting Group o około 15 proc. więcej na owoce i warzywa oraz o 11 proc. więcej na produkty wysokobiałkowe.
Widać to po wynikach producentów. Niemiecka mleczarnia Arla odnotowuje gwałtowny wzrost popytu na wysokobiałkowe produkty mleczne — sprzedaż serka wiejskiego wzrosła w pierwszej połowie roku o ponad 40 proc., a skyru o 62 proc. Producent mrożonek Frosta informuje, że wyjątkowo dobrze sprzedają się mniejsze opakowania, choć zastrzega, że zjawiska tego nie da się jednoznacznie przypisać stosowaniu tych leków.
Mniej jedzenia, ale niekoniecznie mniej pieniędzy
Dwa badania dochodzą tu do odmiennych wniosków. YouGov wskazuje na spadek wielkości zakupów. Boston Consulting Group ocenia natomiast, że choć użytkownicy jedzą mniej, nie ograniczają wydatków na żywność — spadły wydatki na tradycyjne produkty rekreacyjne i przekąski, ale wzrósł popyt na produkty zdrowsze, funkcjonalne i niekiedy droższe.
Zdaniem von Funck zmienione nawyki mogą w dłuższej perspektywie przekształcić strukturę asortymentu, a dla sprzedawców i producentów kluczowe jest wczesne dostosowanie oferty oraz wielkości opakowań do zmieniającego się popytu.
Co to oznacza dla Polski
Polski rynek różni się od niemieckiego przede wszystkim modelem finansowania. Jak podaje portal Rynek Zdrowia, żaden lek z tej grupy nie jest w Polsce refundowany w leczeniu otyłości — refundacją objęty jest wyłącznie Ozempic w leczeniu cukrzycy typu 2. Pacjenci stosujący te preparaty poza wskazaniami refundacyjnymi płacą pełną cenę, a koszt miesięcznej terapii bez refundacji serwis med-24 szacuje na 1100–1700 zł.
Mimo to sprzedaż rośnie. Według danych przytaczanych przez Rynek Zdrowia liczba sprzedanych opakowań tych leków wzrosła w ciągu dwóch lat niemal dwukrotnie — z około półtora miliona w pierwszym półroczu 2023 roku do 2,8 mln w drugim półroczu 2024 roku. W samym styczniu 2025 roku Polacy wydali na nie w aptekach około 200 mln zł.
Potencjalna baza jest przy tym duża. Jak podaje serwis Cowzdrowiu, powołując się na dane Narodowego Funduszu Zdrowia i Głównego Urzędu Statystycznego, nadwagę lub otyłość ma w Polsce około 60 proc. dorosłych, a samą otyłość 23–25 proc. populacji, co oznacza ponad 8 mln osób spełniających kryteria kliniczne otyłości.
W lipcu 2026 roku Komisja Europejska zatwierdziła doustną postać preparatu przeznaczonego do leczenia otyłości — to pierwsza tabletka z tej grupy zarejestrowana w Unii w tym wskazaniu. W Polsce wszystkie preparaty z tej grupy pozostają lekami na receptę.
Źródło: Deutsche Welle









