Merz ogłasza koniec recesji. Pięć lat i gospodarka wraca do punktu wyjścia
Kanclerz Friedrich Merz zapowiedział w środę, że Niemcy wyjdą z recesji do końca roku, i wezwał do porzucenia ponurych nastrojów. Deklaracja padła po dwudniowym posiedzeniu gabinetu w Neuhardenbergu. Formalnie jednak recesja zakończyła się już w 2025 roku, gdy PKB wzrósł o 0,2 proc. po dwóch latach spadków. Problem, który Merz nazywa recesją, jest czymś innym: pięcioletnią stagnacją, z której niemiecka gospodarka wychodzi wolniej, niż zakładał którykolwiek z rządowych planów. Materiał źródłowy: Deutsche Welle za Reutersem i DPA.
Co powiedział kanclerz
Merz mówił po zamkniętym posiedzeniu rządu w pałacu Neuhardenberg w Brandenburgii, poświęconym innowacjom i konkurencyjności.
Mamy za sobą trzy lata recesji, a teraz znów odnotowujemy wzrost mimo wojny w Zatoce Perskiej, w Ukrainie, mimo konfliktów handlowych
— powiedział Friedrich Merz, kanclerz Niemiec, zapowiadając, że w najbliższych miesiącach rząd będzie kierował się zasadą pełnej koncentracji na wzroście, miejscach pracy i innowacjach.
Jesteśmy pewni, że będziemy nadal robić postępy i że pod koniec roku będziemy mogli podsumować nasze działania pozytywnym bilansem: wyjdziemy z recesji, przezwyciężymy słabość gospodarki, porzucimy ponure nastroje oraz brak zaufania, a w ich miejsce pojawi się nowa wiara w przyszłość
— dodał kanclerz, zapowiadając, że w przyszłym roku PKB może wzrosnąć o 1 proc. albo więcej.
Jako motor zmiany wskazał sztuczną inteligencję — w przemyśle, rzemiośle, małych i średnich firmach, zbrojeniówce i medycynie. Nazwał ją katalizatorem nowoczesnych Niemiec i zapowiedział rewolucję głębszą i szybszą niż każda poprzednia.
Arytmetyka, która się nie zgadza
Zdanie o trzech latach recesji wymaga uściślenia, bo nie odpowiada danym.
Niemiecki PKB spadł o 0,3 proc. w 2023 roku i o 0,2 proc. w 2024. To dwa lata, nie trzy. W 2025 roku wzrósł o 0,2 proc. — był to pierwszy wzrost od trzech lat. Recesja w sensie technicznym zakończyła się więc mniej więcej rok temu.
Merz opisuje zatem coś innego niż recesję: pięcioletni okres, w którym gospodarka albo się kurczyła, albo rosła w tempie nieodróżnialnym od zera. Bundesbank w grudniowej prognozie ujął to precyzyjniej — według banku centralnego niemiecki PKB wróci do poziomu sprzed recesji dopiero pod koniec 2026 roku.
To jest właściwa miara straty. Nie trzy lata spadków, lecz pięć lat, po których gospodarka wraca do punktu wyjścia.
Prognozy się rozjeżdżają
Ostatnie kwartały pokazują, jak trudno tę gospodarkę przewidzieć.
W czerwcu Niemiecki Instytut Badań Gospodarczych DIW prognozował techniczną recesję: spadek PKB w drugim i trzecim kwartale 2026 roku, wiążąc go z wojną Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem, wzrostem cen paliw oraz blokadą cieśniny Ormuz. Sebastian Dullien, dyrektor Instytutu Makroekonomii w DIW, mówił wówczas o odczuwalnym ciosie dla niemieckiego przemysłu.
Drugi kwartał zakończył się wzrostem o 0,3 proc. wobec poprzedniego. Prognoza się nie sprawdziła — i to jest realna dobra wiadomość, na którą powołuje się kanclerz.
Rozstrzał szacunków na cały 2026 rok pozostaje jednak duży. DIW przewiduje 0,5 proc., Bundesbank 0,6 proc., ifo 0,8 proc., a rząd federalny 1 proc. Bundesbank zastrzegał przy tym, że ryzyka dla jego prognozy są wyraźnie skierowane w dół.
Poprawiły się natomiast nastroje: sierpniowy indeks klimatu biznesowego ifo wzrósł.
Kto za ten wzrost płaci
Tu leży najważniejsza rzecz, której w wystąpieniu kanclerza nie ma.
Rządowa prognoza wzrostu o 1 proc. zakłada, że bodziec fiskalny odpowiada za około dwie trzecie punktu procentowego. Innymi słowy: dwie trzecie zapowiadanego ożywienia to nie odbicie prywatnego popytu ani eksportu, lecz wydatki publiczne — pakiet inwestycyjny i zbrojeniowy uruchomiony przez Berlin.
Rachunek już widać. Deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniósł w 2025 roku 2,7 proc. PKB, wobec prognozowanych 2,4 proc.
Państwo, które przez dekadę było w Europie synonimem dyscypliny budżetowej, kupuje dziś wzrost za dług. Może to być decyzja racjonalna — inwestycje w infrastrukturę i obronność mają zwrot rozłożony na lata. Ale nazywanie tego wyjściem z recesji jest przedwczesne, dopóki nie wiadomo, czy gospodarka utrzyma tempo po wygaśnięciu impulsu.
Czego kanclerz nie wymienił
Trzy wskaźniki nie potwierdzają narracji o przełomie.
Upadłości. W 2025 roku liczba niewypłacalności w Niemczech osiągnęła najwyższy poziom od ponad dekady, obejmując blisko 24 tysiące przedsiębiorstw. Raport Creditreform wskazywał na wyczerpane rezerwy finansowe firm i miliardowe straty wierzycieli.
Bezrobocie. Instytut IWH prognozował wzrost stopy bezrobocia z 6 proc. w 2024 roku do 6,3 proc. w latach 2025–2026, a we wschodnich landach z 7,5 do 7,8 proc.
Nastroje firm. W badaniu ifo z końca 2025 roku ponad jedna czwarta przedsiębiorstw spodziewała się pogorszenia sytuacji w 2026 roku, a tylko 15 proc. poprawy. Najgorzej wypadały budownictwo, gdzie pesymizm deklarowało 33,2 proc. firm, i handel detaliczny z wynikiem 32,5 proc. Klaus Wohlrabe z ifo komentował wtedy, że nigdzie nie ma sygnałów optymizmu.
Sierpniowa poprawa indeksu ifo jest realna, ale to jeden odczyt na tle serii słabych.
Emerytury: spór o strukturę, nie o koniunkturę
Równolegle Merz odrzucił apele części premierów landów o wycofanie się z planów ograniczenia wcześniejszego przechodzenia na emeryturę w wieku 63 lat dla osób, które opłacały składki przez 45 lat.
Argumentował, że starzejące się społeczeństwo potrzebuje większej liczby pracowników, a nie zachęt do wcześniejszego kończenia kariery. Zapowiedział likwidację wszelkich bodźców skłaniających do wcześniejszej emerytury, dopuszczając rozmowę o wyjątkach dla wykonujących ciężkie zawody i osób w trudnej sytuacji.
To jest właściwa oś problemu. Niemiecka słabość nie ma charakteru cyklicznego — nie mija sama po dwóch dobrych kwartałach. Jest kombinacją kurczącej się siły roboczej, wysokich kosztów energii, biurokracji i niskich inwestycji prywatnych, czyli dokładnie tego, co jeszcze w styczniu 2025 roku wyliczał niemiecki minister gospodarki. Spór o emeryturę w wieku 63 lat jest sporem o to, czy rząd potrafi ruszyć strukturę, a nie tylko dosypać pieniędzy.
Spory w koalicji chadeków i socjaldemokratów hamują zapowiadane reformy — i to one, a nie kwartalne odczyty PKB, przesądzą o tym, czy prognoza kanclerza się sprawdzi.
Dlaczego to sprawa polska
Dla Polski niemiecka koniunktura ma dwa bezpośrednie przełożenia, oba pomijane w krajowej debacie.
Pierwsze dotyczy eksportu. Niemcy pozostają największym odbiorcą polskich towarów, a duża część polskiego przemysłu pracuje w niemieckich łańcuchach dostaw. Wzrost o 0,5 proc. i wzrost o 1 proc. to dla polskich zakładów zupełnie różne poziomy zamówień.
Drugie dotyczy ludzi — i jest świeższe. Jak pisaliśmy wczoraj za analizą Polskiego Instytutu Ekonomicznego, w 2025 roku bilans migracyjny Niemiec z Polską wyniósł minus 13,6 tysiąca osób, najniższy wśród wszystkich 119 krajów objętych niemiecką statystyką. Przyczyną jest właśnie to, że od trzech lat Niemcy rosną wolniej niż państwa Europy Środkowo-Wschodniej.
Wynika z tego wniosek niewygodny, ale prawdziwy: korzystny dla Polski trend migracyjny jest funkcją niemieckiej słabości, a nie polskiej siły. Jeśli Merz ma rację i za rok gospodarka za Odrą przyspieszy do 1 proc. lub więcej, rachunek migranta zarobkowego zacznie się odwracać — i to bez żadnej decyzji politycznej po którejkolwiek ze stron.
Kanclerz zapowiada, że pod koniec roku podsumuje działania rządu pozytywnym bilansem. Warto ten termin zapamiętać, bo sam go wyznaczył.
Źródło: Deutsche Welle, Bundesbank









