Meloni stawia na Europę. Wielu nie kryje zaskoczenia, ale czy to faktycznie coś nowego?
Na szczycie FII Priority Europe w Rzymie premier Włoch Giorgia Meloni postawiła diagnozę, którą wielu polityków podziela, ale rzadko formułuje tak wprost: Europa jako wielki rynek handlowy i platforma regulacyjna wyczerpała swój model. Kontynent musi stać się realną potęgą geopolityczną, zdolną do samodzielnego decydowania o własnym losie.
Potrzebujemy autonomii strategicznej, zdolności przemysłowej, suwerenności technologicznej i siły finansowej. Europa musi być gotowa do wykorzystania swojej siły geopolitycznej i geoekonomicznej
— powiedziała Giorgia Meloni, premier Włoch.
W zarysowanej przez nią wizji integracja europejska miałaby być selektywna: wspólne działanie tam, gdzie skala ma znaczenie, zachowanie kompetencji narodowych w polityce społecznej i sprawach tożsamościowych.
Odrębnym filarem strategii jest budowanie partnerstw z krajami Zatoki Perskiej – Meloni wskazuje na energię, handel i logistykę jako obszary, które mogą wzmocnić europejskie bezpieczeństwo zamiast pogłębiać zależności. Rzym, dzięki swojemu położeniu geograficznemu, ma ambicje odgrywać rolę bramy dla tych przepływów.
Tradycja stawiania na Europę
Do sprawy odniósł się na platformie „X” Radosław Sikorski, wyraźnie sugerując zmianę kursu u „nacjonalistki Meloni”
Słuchajcie, państwo nacjonaliści. https://t.co/jdmZg98zYW
— Radosław Sikorski 🇵🇱🇪🇺 (@sikorskiradek) June 26, 2026
Tymczasem popozycja Meloni ma głębokie zakorzenienie w tradycji politycznej, z której wywodzi się Fratelli d’Italia. Środowiska skupione wokół MSI, rozwijały od lat pięćdziesiątych koncepcję tzw. trzeciej pozycji – wizji Europy jako samodzielnego podmiotu geopolitycznego, niezależnego ani od Waszyngtonu, ani od Moskwy.
To myślenie bliższe było gaullizmowi niż atlantyzmowi i wyraźnie różniło się od federalistycznych marzeń ojców założycieli Wspólnoty. Nie chodziło o ponadnarodowe instytucje przejmujące suwerenność od państw, lecz o koncert narodów zdolnych do wspólnego działania wobec zewnętrznych mocarstw. Współczesny „eurorealizm” Meloni – z naciskiem na suwerenność technologiczną, przemysłową i strategiczną przy zachowaniu kompetencji narodowych – jest czytelną kontynuacją tej linii myślenia.
A jak z praktyką?
Warto jednak zapytać, co z tą tradycją zrobiła praktyka. W marcu 2025 roku Parlament Europejski głosował nad planem ReArm Europe – pakietem wartym 800 miliardów euro, mającym wzmocnić europejski przemysł obronny. Europosłowie z Fratelli d’Italia zagłosowali za, co stanowi potwierdzenie deklaracji Meloni. Przy okazji FdI złożyło poprawkę, by zmienić nazwę planu z „ReArm Europe” na „Defend Europe”, jednak Parlament Europejski ją odrzucił.
Sama diagnoza jest trafna: Europa faktycznie stoi przed wyborem między podmiotowością geopolityczną a dalszym dryfem ku roli wielkiego, lecz zależnego rynku. Pytanie o autonomię strategiczną jest dziś pilniejsze niż przed dekadą.









