Madryt przejmuje bezpośredni zarząd nad Ceutą. Kryzys migracyjny uznany za kwestię bezpieczeństwa narodowego
Rząd Pedro Sáncheza od wtorku samodzielnie zarządza Ceutą, hiszpańską eksklawą w Afryce Północnej. Powodem jest kryzys migracyjny, który trwa od końca lipca, gdy granicę autonomicznego miasta sforsowały dziesiątki tysięcy osób. Na czele jednolitej struktury dowodzenia stanął minister polityki terytorialnej Ángel Víctor Torres, a pierwszym działaniem rządu mają być masowe szczepienia migrantów. Decyzję ogłosił pierwszy wicepremier Carlos Cuerpo podczas wizyty w Ceucie. Informuje o tym Polska Agencja Prasowa.
Jedna struktura dowodzenia
Przejęcie zarządzania jest odpowiedzią na prośbę lokalnych władz. Cuerpo doprecyzował, że jednolita struktura dowodzenia wynika z uznania sytuacji w Ceucie za kwestię bezpieczeństwa narodowego Hiszpanii, a celem jest odzyskanie przez mieszkańców zaufania i poczucia bezpieczeństwa.
Jesteśmy świadomi, że mieszkający tu nasi obywatele przechodzą przez trudny okres
— powiedział Carlos Cuerpo, pierwszy wicepremier Hiszpanii.
W poniedziałek ministerstwo zdrowia oraz rządy wspólnot autonomicznych porozumiały się w sprawie wysłania do Ceuty personelu i środków potrzebnych do akcji szczepień wśród migrantów przebywających w eksklawie od końca lipca.
Miasto ma też otrzymać od rządu 25 mln euro wsparcia.
Trzydziesty i trzydziesty pierwszy lipca
Kryzys zaczął się od masowego wtargnięcia 30 i 31 lipca. Skala jest podawana rozbieżnie: część źródeł mówi o około 80 tys. osób, inne o około 60 tys. w ciągu jednego dnia. Podczas przeprawy zginęło co najmniej 145 osób.
Sytuacja nie została opanowana od razu. W piątek 21 sierpnia setki migrantów ponownie zgromadziły się na plaży El Trampolín, dzień po tym, jak hiszpańskie służby usunęły stamtąd duże prowizoryczne obozowisko. Powrót ludzi zmusił władze do czasowego wstrzymania prac porządkowych i dezynfekcji terenu. Wcześniej na tej samej plaży migranci prowadzili strajk głodowy.
Granica jest dziś znacznie lepiej chroniona niż pod koniec lipca — co w Hiszpanii podsyca pytanie, dlaczego akurat wtedy nie była.
Maroko przyznaje: nasze służby nie interweniowały
Odpowiedź na to pytanie padła po drugiej stronie granicy. Marokański minister sprawiedliwości Abdellatif Ouahbi zadeklarował w rozmowie z telewizją Al-Arabija, że władze jego kraju nakazały służbom granicznym przepuszczanie masowo wkraczających do Ceuty migrantów, aby uniknąć ofiar — funkcjonariusze mieli unikać konfrontacji z wielotysięcznym tłumem.
Kontekst dyplomatyczny jest cięższy, niż sugeruje to wyjaśnienie. Rabat od lat uważa Ceutę i Melillę za terytoria należące do Maroka. W piątek późnym wieczorem hiszpańskie MSZ przekazało mediom, że kanałami dyplomatycznymi odpowiedziało na marokańskie roszczenia terytorialne, informując Rabat, że oba miasta „są hiszpańskimi miastami” stanowiącymi „integralną część Hiszpanii”.
Do kryzysu doszło dziesięć dni po wizycie Sáncheza w Algierii, państwie popierającym Front Polisario — separatystyczny ruch dążący do niepodległości Sahary Zachodniej, do której Maroko rości sobie prawa. Podobny mechanizm zadziałał już w 2021 roku: wówczas, przy bezczynności marokańskich pograniczników, do Ceuty przedostało się około 8 tys. osób, wkrótce po tym, jak przywódca Frontu Polisario Brahim Ghali dostał zgodę na leczenie w Hiszpanii.
Rząd hiszpański oficjalnie podkreśla dobrą współpracę z Rabatem. Minister spraw zagranicznych José Manuel Albares zapewniał, że rozmawia z marokańskim odpowiednikiem codziennie i wskazywał na pełną gotowość Maroka do ułatwienia powrotu swoich obywateli.
Osiem tysięcy ludzi bez rozwiązania
Przejęcie dowodzenia nie rozwiązuje najtrudniejszej kwestii: co dalej z 5–8 tys. migrantów, którzy pozostali w eksklawie, w tym z małoletnimi bez opieki. Policji udało się ustalić tożsamość ponad 2,1 tys. dzieci, które przybyły z lipcową falą.
Ich relokacja — do Maroka albo do hiszpańskich ośrodków wsparcia w innych regionach — wymaga czasu, a w drugim wariancie napotyka opór wspólnot autonomicznych rządzonych przez opozycyjne Partido Popular i Vox. Rząd zadeklarował pilne przygotowanie w Ceucie infrastruktury dla pozostających tam osób. Członkowie gabinetu przyznają, że w mieście trwa kryzys humanitarny.
Spór wewnątrz Hiszpanii
Sytuacja stała się osią sporu politycznego. Dziennik „El Mundo” ocenił, że kryzys zastał Hiszpanię odwróconą plecami do polityk uzgodnionych na poziomie unijnym i obciążoną wieloma nierozliczonymi kwestiami, przypominając między innymi krytykowaną w Unii politykę migracyjną Madrytu.
Krytycy rządu wskazują też na zaniechanie: w Narodowej Strategii Bezpieczeństwa z 2021 roku zapisano, że Ceuta i Melilla mają kluczowe znaczenie strategiczne i wymagają kompleksowych działań. Dopiero po lipcowym szturmie zapowiedziano uszczelnienie fortyfikacji i skierowanie dodatkowych sił policyjnych oraz wojskowych.
Strona rządowa i jej obrońcy przypominają z kolei, że wcześniejsza decyzja Madrytu o uregulowaniu statusu około pół miliona imigrantów dotyczyła osób od lat mieszkających, pracujących i płacących podatki w Hiszpanii — i że utożsamianie jej z lipcowym szturmem na granicę miesza dwa różne zjawiska.
Lekcja dla granicy zewnętrznej
Dla reszty Unii najważniejsze jest to, co wydarzenia w Ceucie mówią o wytrzymałości zewnętrznej granicy. Hiszpania naciska na europejską solidarność, a część państw członkowskich obawia się, że kryzys przeniesie się na ich terytorium.
Sedno sprawy jest jednak inne i dotyczy wprost także Polski. Ceuta pokazuje, że najskuteczniejszym narzędziem nacisku na państwo europejskie nie jest dziś armia ani cło, lecz decyzja sąsiada o tym, żeby jego pogranicznicy przez dwa dni patrzyli w bok. Hiszpania odpowiedziała na to przejęciem bezpośredniego zarządu nad własnym terytorium i uznaniem sprawy za kwestię bezpieczeństwa narodowego — czyli przyznaniem, że zwykłe procedury administracyjne przestały wystarczać. To samo doświadczenie Polska ma za sobą na granicy z Białorusią. Różnica polega na tym, że tam presja szła od państwa jawnie wrogiego, a tu — od partnera, z którym Madryt oficjalnie deklaruje codzienną współpracę.
Źródło: PAP









