Kuriozalne posiedzenie Komisji Zdrowia. Kto naprawdę pisał poprawki do ustawy o reklamie aptek?
Sejmowa Komisja Zdrowia przyjęła w pierwszym czytaniu rządowy projekt nowelizacji Prawa farmaceutycznego, który po wyroku TSUE ma na nowo uregulować reklamę aptek — za głosowało 18 posłów, przeciw było 9, a 2 wstrzymało się od głosu. Przebieg posiedzenia był jednak co najmniej nietypowy: poprawki do ustawy dyktował z sali prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej Marek Tomków, a zgłaszali je za niego posłowie. Z kolei wysokość kar ustalano metodą licytacji — od 100 tys. zł, przez trzykrotność obrotu, po 10 mln zł. Tymczasem w argumentacji padły darmowe pogrzeby, wesela i „darmowy seks przez cały rok”.
Rok próżni po wyroku TSUE
Powodem nowelizacji jest wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z 19 czerwca 2025 r., który uznał obowiązujący w Polsce od 2012 r. praktycznie bezwzględny zakaz reklamy aptek za niezgodny z prawem unijnym. Jak przypominała na komisji wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk, Polska była jedynym krajem UE z całkowitym zakazem. Od wyroku panuje próżnia regulacyjna: minister określiła obecny stan kolokwialnie jako „wolną amerykankę”, a Główny Inspektor Farmaceutyczny Łukasz Pietrzak wyliczał, że sądy administracyjne masowo uchylają nałożone wcześniej kary. W rezultacie inspekcja musi zwrócić 14 mln zł i poniosła już 600 tys. zł kosztów sądowych. Z kolei największe sieci już rok temu uruchomiły reklamy telewizyjne.
Projekt (druk nr 3002) wprowadza definicję reklamy apteki i katalog ograniczeń: zakaz oferowania korzyści w zamian za zakupy lub skorzystanie z usług (co ma wykluczyć programy lojalnościowe i promocje typu „3+1″), zakaz reklamy porównawczej, zakaz kierowania reklamy do osób poniżej 18. roku życia, zakaz wykorzystywania wizerunku lub głosu osób znanych publicznie oraz osób z wykształceniem medycznym, a także zakaz treści wprowadzających w błąd. Maksymalna kara ma wzrosnąć z 50 do 100 tys. zł.
„Darmowy seks przez cały rok” i paragon z Lidla
Najbarwniejsze wystąpienie posiedzenia należało do strony społecznej. Marek Tomków, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, przekonywał, że powrót reklamy oznacza powrót patologii sprzed 2012 roku.
Widziałem zaskoczenie, gdy była mowa o kocach, ale to tylko początek historii, bo w aptekach do zakupów dodawano wędliny, płacono 10 zł za receptę, oferowano darmowe pogrzeby, darmowy seks przez cały rok i darmowe wesela. Po wyroku TSUE od razu pojawiły się promocje w stylu „25% zniżki z paragonem z Lidla”, „tanie czwartki” i „3+1 gratis”
— mówił Tomków.
„Darmowy seks przez cały rok” i bon na własny pogrzeb to rzeczywiste konkursy jednej i tej samej internetowej apteki z przełomu 2008 i 2009 roku: jak opisywała wówczas prasa (Super Nowości), nagrodą w głośnym konkursie był zestaw 360 prezerwatyw i gadżetów erotycznych, a wcześniejszy konkurs oferował bon na pogrzeb. Co znamienne, już wtedy — a więc jeszcze przed wprowadzeniem zakazu reklamy — sprawą zajmowały się okręgowa izba aptekarska i rzecznik odpowiedzialności zawodowej, a przedstawiciele samorządu oceniali pomysł jako przekroczenie zasad etyki aptekarskiej. Najgłośniejsze patologie tamtej ery były więc jednostkowymi ekscesami, ściganymi w ramach ówczesnych narzędzi samorządu.
Prezes NRA przeszedł następnie do prezentowania przygotowanych przez samorząd poprawek — m.in. zakazu wykorzystywania wizerunku farmaceuty w reklamie (zwracał uwagę, że w przeciwnym razie farmaceuci byliby jedynym z 25 zawodów medycznych, którego wizerunkiem można reklamować apteki) oraz rozszerzenia katalogu zakazów o przepisy ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. W tym momencie przewodnicząca komisji Marta Golbik (KO) przerwała mu, przypominając, że strona społeczna nie ma możliwości składania poprawek.
Gdzie samorząd nie może…
Problem rozwiązał się sam: posłanka Marcelina Zawisza (Razem) poinformowała, że taką poprawkę już złożyła, a przy ich późniejszym omawianiu mówiła wprost, że obie zgłoszone przez nią zmiany to te, o których mówił prezes Tomków. Przyznała również, że o zadanie części pytań — o ulotki z hasłami w rodzaju rabatów dla osób, „które kaszlą”, czy pieczątką „u nas taniej” — „została poproszona”. Przez kogo – nie zdradziła.
Obie poprawki firmowane argumentacją NRA komisja odrzuciła (stosunkiem głosów 11:14 i 12:14), podobnie jak poprawkę wykreślającą z definicji reklamy cel „zwiększenia sprzedaży” (12:18). Wiceminister Kacperczyk ostrzegała przy tym, że zakaz wykorzystania wizerunku farmaceuty mógłby zostać ponownie zakwestionowany przez Trybunał — i uderzyłby przede wszystkim w małe apteki, w których to właśnie farmaceuta-właściciel jest lokalnym autorytetem, a nie w sieci dysponujące nowoczesnym marketingiem.
Kto da więcej, czyli ustalanie wysokości kar
Najbardziej chaotyczny moment posiedzenia dotyczył kar. Poseł Janusz Cieszyński (Rozwój Plus) podchwycił argument samorządu, że 100 tys. zł to kwota nieadekwatna wobec wielomilionowych budżetów kampanii telewizyjnych.
Proponuję poprawkę, która wychodzi naprzeciw temu, o czym mówił pan prezes Tomków, czyli dzisiaj mamy sytuację, w której ta kara za naruszenia jest do 100 tys. zł. Proponujemy, żeby ją podnieść […] żeby maksymalna wysokość to była trzykrotność obrotu osiągniętego przez podmiot
— mówił Cieszyński.
Główny Inspektor Farmaceutyczny odpowiedział, że kara liczona od obrotu jest w praktyce niewykonalna: inspekcja nie ma dostępu do danych finansowych aptek, bo — jak zauważył — jest inspekcją farmaceutyczną, a nie Krajową Administracją Skarbową. Wówczas Cieszyński zmodyfikował propozycję na karę do 10 mln zł, argumentując skalą rynku: przywołał przychody Gemini Polska, które w 2025 r. miały sięgnąć 406,7 mln zł. Wiceprzewodnicząca komisji Elżbieta Gelert (KO) proponowała obniżenie pułapu do miliona złotych, a prezes Tomków dorzucił własny wariant: milion złotych za każdą reklamowaną aptekę — „masz 100 aptek, grozi ci 100 milionów„. Biuro legislacyjne oceniło na gorąco, że taki przepis byłby bardzo mało precyzyjny, a Marcin Piskorski ze Związku Pracodawców Aptecznych protestował, że wymyślanie kwot „z kapelusza” — milion, 10 milionów, 100 milionów — jest niepoważne, a takie kary zabiją każdy biznes, mały i duży. GIF przestrzegał z kolei, że przy widełkach do 10 mln zł sądy szybko zakwestionują proporcjonalność decyzji inspekcji.
Ostatecznie poprawkę Cieszyńskiego odrzucono (9:19), a klub KO zapowiedział złożenie „przemyślanej i przeanalizowanej” poprawki podwyższającej karę w drugim czytaniu. Komisja przyjęła za to — po dopracowaniu treści na sali wspólnie z GIF — poprawkę Zawiszy umożliwiającą inspektorowi nakazanie publikacji decyzji w miejscach rozpowszechniania reklamy i sprostowania reklamy wprowadzającej w błąd. Sprawozdawcą wybrano posła Krzysztofa Bojarskiego.
W tle spór o to, kto rządzi rynkiem aptecznym
Posiedzenie pozostawia jednak pytanie wykraczające poza spór o apteki: o to, jak powstaje polskie prawo. Poprawki przygotowane przez organizację, której obrady dotyczą, zgłaszane przez posłów bez ukrywania ich autorstwa, kwoty kar rzucane i modyfikowane w ciągu kwadransa, kluczowe rozstrzygnięcia odsunięte do drugiego czytania — wszystko to działo się przy otwartej kurtynie. Dzień po posiedzeniu, 3 września, lider Razem Adrian Zandberg — komentując na antenie Radia ZET inną głośną sprawę, dotyczącą projektu pisanego przez firmę Zondacrypto — postulował wprowadzenie rejestru spotkań posłów w sprawie ustaw.
…w tej historii dla mnie z tą Zondacrypto tak naprawdę najbardziej niepokojące jest to, w jaki sposób powstaje polskie prawo (…) że zainteresowane firmy, w tym przypadku firmy naprawdę paskudnej proweniencji, po prostu proponują gotowe rozwiązania prawne, przynoszą i znajdują sobie posłów, którzy potem te rozwiązania w Sejmie zgłaszają. Znaczy to, że firmy proponują, to jest jedno, ale że posłowie przyjmują te rozwiązania i przynoszą je do Sejmu, to drugie
— mówił Zandberg.
Za proceduralnym chaosem w trakcie Komisji Zdrowia kryje się realny konflikt. Opozycja i część strony społecznej przekonywały, że projekt otwiera drogę do dominacji zagranicznych sieci: Cieszyński ostrzegał przed powrotem agresywnych programów lojalnościowych i wypychaniem z rynku indywidualnych polskich aptekarzy, poseł Paweł Rychlik (PiS) bronił ustawy „Apteka dla Aptekarza”, a Marcin Wiśniewski ze Związku Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek wskazywał na ogromną rozbieżność między uspokajającym uzasadnieniem projektu a jego literalnym brzmieniem oraz na nierówność: farmaceutów ograniczają zasady etyki zawodowej, podczas gdy apteka po drugiej stronie ulicy będzie mogła się reklamować niemal swobodnie.
Strona rządowa odpowiadała, że alternatywą nie jest zakaz, lecz utrzymanie bezprawia: bez nowych przepisów reklama pozostaje w praktyce nieograniczona, a każda nałożona kara upada w sądzie. Na argument o rekordowej nadkonsumpcji leków OTC wiceminister Kacperczyk ripostowała, że konsumpcja rosła w Polsce najszybciej w Europie mimo obowiązującego od 2012 r. całkowitego zakazu reklamy aptek — Trybunał uznał więc, że związek między jednym a drugim nie jest jednoznaczny. GIF dodawał, że Polacy kupują dwa razy więcej leków bez recepty niż Niemcy i pięć-sześć razy więcej niż Norwegowie czy Duńczycy, a problemem jest reklama produktów leczniczych, nie aptek. Ministerstwo przypomniało też, że za ustawę „apteka dla aptekarza” Polska ma postępowanie arbitrażowe z roszczeniem na 5 mld zł.
Środowe posiedzenie Komisji Zdrowia pokazuje, że zjawisko nie ogranicza się do jednej branży ani jednej strony sporu — a granica między konsultowaniem strony społecznej a pisaniem przez nią ustaw bywa w praktyce parlamentarnej płynna. Projekt trafi teraz do drugiego czytania, gdzie wrócą co najmniej dwie kwestie: wysokość kar i katalog zakazów. O dalszych losach ustawy będziemy informować.
Źródło: zapis posiedzenia Komisji Zdrowia z 2 września 2026 r. (Sejm TV), Radio ZET










