Prawdziwa cena zwycięstwa AfD: Prorosyjska partia zyska szerszy dostęp do wrażliwych danych
AfD wygrała niedzielne wybory do Landtagu Saksonii-Anhalt z wynikiem 43,8 proc. głosów — o 23 punkty procentowe lepszym niż pięć lat temu — i zdobyła 39 mandatów, dokładnie tyle, ile CDU, SPD, Zieloni i Lewica razem wzięte — wynika ze wstępnych oficjalnych rezultatów ogłoszonych przez krajową komisarz wyborczą. Za tym wynikiem kryje się jednak mniej widoczna konsekwencja, na którą wskazuje Patrycja Tepper, analityczka zespołu „Niemcy-Europa-świat” Instytutu Zachodniego w Poznaniu: niemal dwukrotnie liczniejsza frakcja to także niemal dwukrotnie większy dostęp do instrumentów parlamentarnych, za pomocą których AfD już dziś skłania administrację do ujawniania szczegółowych danych o wrażliwych obszarach państwa — w tym o infrastrukturze wojskowej wschodniej flanki NATO i o polskich obywatelach.
Wynik, który zmienia niemiecką politykę
Według wstępnych oficjalnych wyników za AfD uplasowała się CDU, która straciła ponad połowę głosów i uzyskała 17,2 proc., dalej SPD (9,3 proc.), Zieloni (8,9 proc.) i Lewica (8,6 proc.). FDP z wynikiem 2,6 proc. wypadła z Landtagu, a do parlamentu w Magdeburgu po raz pierwszy weszło BSW z 5,3 proc. W 83-osobowym Landtagu ani AfD (39 mandatów), ani blok pozostałych partii (łącznie również 39) nie ma większości — języczkiem u wagi zostało BSW z pięcioma mandatami.
To pierwszy przypadek w powojennej historii Niemiec, gdy realny stał się scenariusz przejęcia władzy na poziomie landu przez partię skrajnie prawicową — jak wskazywała przed głosowaniem analiza Instytutu Zachodniego, urzeczywistnienie takiego scenariusza oznaczałoby przełom (Zeitenwende) dla niemieckiej sceny politycznej. Wynik odbił się echem także w Polsce.
W Polsce tylko idioci albo zdrajcy mogą się cieszyć z tryumfu AfD w Niemczech
— napisał na platformie X premier Donald Tusk, komentując rezultat wyborów.
Interpelacja jako narzędzie rozpoznania
Autorka analizy zwraca uwagę, że z polskiej perspektywy źródłem ryzyka jest nie tylko ewentualny rząd AfD, ale sam wzrost liczby mandatów — a wraz z nim zasobów i instrumentów przysługujących parlamentarzystom. W kończącej się kadencji frakcja AfD liczyła 22 posłów w 97-osobowym Landtagu, a mimo to zatrudniała aż 156 współpracowników parlamentarnych — wśród nich byłych działaczy zakazanej neonazistowskiej organizacji Heimattreue Deutsche Jugend.
Już przy tej liczbie posłów AfD skierowała do rządu krajowego serię niezwykle szczegółowych zapytań o funkcjonowanie, wydajność i słabe punkty infrastruktury krytycznej landu. Grupa pytań dotyczyła konsekwencji długotrwałego blackoutu: partia dopytywała m.in., ile obiektów policji posiada agregaty lub inne awaryjne źródła zasilania — z żądaniem rozbicia danych według jednostek — interesowała się zabezpieczeniem dostaw wody do zakładów karnych, liczbą studni awaryjnych w poszczególnych powiatach oraz możliwościami autonomicznego funkcjonowania infrastruktury wodno-kanalizacyjnej.
Jak zastrzega Patrycja Tepper, każde z tych pytań z osobna można uzasadnić kontrolą parlamentarną, zwłaszcza w okresie obaw o bezpieczeństwo energetyczne. Wątpliwości budzi jednak stopień ich szczegółowości i żądanie ujawnienia informacji, które mogą ułatwiać identyfikację słabych punktów infrastruktury krytycznej — a pozyskane w ten sposób dane mogłyby stanowić wartość także dla podmiotów prowadzących działania rozpoznawcze lub wywiadowcze, w tym dla Rosji.
Wiatraki jako klucz do map wojskowych
Charakterystycznym przykładem opisanym w analizie jest zainteresowanie AfD energetyką wiatrową, uzasadniane krytyką niemieckiej transformacji energetycznej. Pytając o ograniczenia dla nowych turbin, posłowie uzyskiwali jednocześnie informacje o infrastrukturze wojskowej: odpowiedzi wskazywały, które obszary planowane pod energetykę wiatrową kolidują ze strefą niskich lotów, a pytania o inwestycje w pobliżu wojskowego radaru w Holzdorf pozwalały wskazać miejscowości i obszary, w których turbiny mogłyby zakłócać jego działanie. Formalnie przedmiotem zainteresowania pozostawała energetyka wiatrowa — ale odpowiedzi, trafiające do ogólnodostępnej bazy, dostarczały precyzyjnych informacji o lokalizacji, parametrach i ograniczeniach infrastruktury wojskowej związanej z ochroną wschodniej flanki NATO.
Dane o polskich kierowcach z autostrad A2 i A9
W analizie opisano również zapytania AfD o szczegółowe, jednostkowe statystyki dotyczące cudzoziemców w poszczególnych gminach i powiatach — oficjalnie motywowane kontrolą migracji i analizą jej rzekomego wpływu na przestępczość. W gigantycznym zestawie znalazły się dane o polskich obywatelach: publikowane były szczegółowe informacje o kontrolach drogowych Polaków pracujących w sektorze logistycznym, obejmujące płeć, wiek oraz dokładny czas i miejsce kontroli. Dane dotyczyły m.in. Landsbergu i Kabelsketal w sąsiedztwie lotniska Leipzig/Halle, Harbke i Hohe Börde przy autostradzie A2 oraz Coswig i Lützen przy A9 — a więc ważnych szlaków transportowych prowadzących również w kierunku Polski.
Jak wskazuje analityczka Instytutu Zachodniego, wartość takich informacji ujawnia się przede wszystkim po zestawieniu z innymi źródłami: dane o czasie i miejscu kontroli mogą pomagać w identyfikowaniu wzorców aktywności służb na kluczowych szlakach, uzupełniać obraz funkcjonowania transportu i logistyki między Polską a Niemcami, a przy odpowiedniej szczegółowości — zwiększać ryzyko identyfikacji konkretnych osób.
Prorosyjska linia i dron nad Leipzig/Halle
Aktywność ta współwystępuje z jednoznaczną linią polityczną AfD wobec Rosji. Już 24 lutego 2022 r., w dniu rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, AfD w Saksonii-Anhalt w oficjalnym dokumencie oskarżała NATO o eskalację, wskazując „parcie NATO na wschód” oraz stacjonowanie wojsk sojuszniczych w Polsce i państwach bałtyckich jako czynniki obciążające relacje z Rosją. Politycy partii, jak Hans-Thomas Tillschneider, po ataku Rosji zabiegali o wznowienie współpracy naukowej i szkolnej z rosyjskimi instytucjami oraz rozszerzenie nauczania rosyjskiego w szkołach; frakcja wielokrotnie wnosiła o zniesienie sankcji, domagała się uruchomienia Nord Stream 2 i sprzeciwiała się dostarczaniu broni Ukrainie, w tym pocisków Taurus.
Wagę tych powiązań podnosi kontekst: 1 września 2026 r. rząd federalny oficjalnie przypisał Rosji próbę ataku z użyciem drona z materiałem wybuchowym na lotnisko Leipzig/Halle. Dwa dni później — jak odnotowuje analiza — Tillschneider udostępniał hasło „Rosja nie jest moim wrogiem”. W tym świetle autorka stawia pytanie, czy obowiązujące w Niemczech zasady udostępniania i publikowania informacji w wystarczającym stopniu uwzględniają ryzyko ich agregowania i podwójnego wykorzystania.
Niedzielny wynik przenosi to pytanie z teorii do praktyki. Frakcja, która przy 22 mandatach zbudowała 156-osobowe zaplecze i systematycznie odpytywała administrację o agregaty policji, studnie awaryjne i strefy radarowe, będzie teraz dysponować 39 mandatami — i proporcjonalnie większymi zasobami. Dla Polski to problem konkretny, nie abstrakcyjny: dotyczy infrastruktury wojskowej, transportowej i logistycznej w tej części Niemiec, która stanowi zaplecze połączeń prowadzących na wschód, oraz danych bezpośrednio opisujących polskich obywateli. Niemiecka jawność życia parlamentarnego, będąca siłą tamtejszej demokracji, w warunkach wojny hybrydowej wymaga przemyślenia — zanim odpowiedzi na kolejne interpelacje złożą się w mapę, której nikt nie zamierzał publikować.
Źródło: analiza Patrycji Tepper, Instytut Zachodni, Układ Sił










