Głowacki: Kres liberalizmu to dla nas okazja do zerwania z peryferyjnością. Euro nam w tym nie pomoże – PKB
13 października 2022
Kamil Śliwiński

Głowacki: Kres liberalizmu to dla nas okazja do zerwania z peryferyjnością. Euro nam w tym nie pomoże

Zwolennicy ściślejszej integracji politycznej z UE, w tym przyjęcia euro, po prostu zwietrzyli okazję, do podkopania zaufania do złotego przy okazji globalnych problemów z inflacją i odwrócenia przy tej okazji sympatii opinii publicznej, która jest generalnie przywiązana do naszej waluty. To niemerytoryczne i nieuczciwe intelektualnie z Piotrem Głowackim, przedstawicielem Centrum Myśli Gospodarczej, rozmawia Kamil Śliwiński.

Czy Polska powinna przystąpić do unii walutowej? Co byśmy stracili gdybyśmy do strefy euro dołączyli, a jakie mielibyśmy z tego korzyści?

W mojej opinii dołączenie do unii walutowej, nawet z czysto gospodarczego punktu widzenia, nie byłoby dla Polski korzystne. Po pierwsze stracilibyśmy w ten sposób możliwość prowadzenia suwerennej polityki pieniężnej dostosowanej do naszych indywidualnych potrzeb. Jak widzimy obecnie, poszczególne kraje strefy euro mają bardzo zróżnicowany poziom inflacji, a Europejski Bank Centralny musi tak skalibrować swoją politykę pieniężną żeby dostosować się do jej całości. Mamy np. stosunkowo niewielką inflację we Francji i sięgającą blisko 25 proc. inflację w Estonii. Jest to w oczywisty sposób nieefektywne i pozostając poza strefą euro możemy prowadzić możliwie optymalną politykę pieniężną.

Dzięki deprecjacji kursu polscy eksporterzy mają korzystniejsze warunki prowadzenia swojej działalności, co jest takim automatycznym stabilizatorem koniunktury gospodarczej. Pozbawiając się własnej waluty tracimy ten bardzo cenny przywilej.

Po drugie stracilibyśmy naturalny gospodarczy amortyzator w postaci płynnego kursu walutowego, który w przypadku rozmaitych kryzysów, jak chociażby tego z którym mieliśmy do czynienia w Grecji, stanowi automatyczne zabezpieczenie przed pogarszająca się koniunkturą. Dzięki deprecjacji kursu polscy eksporterzy mają korzystniejsze warunki prowadzenia swojej działalności, co jest takim automatycznym stabilizatorem koniunktury gospodarczej. Pozbawiając się własnej waluty tracimy ten bardzo cenny przywilej.

Nie można jednak powiedzieć, że z euro nie wynikają żadne korzyści. Za najważniejszą należy uznać możliwość ograniczenia ryzyka kursowego dla przedsiębiorców handlujących z zagranicą. Jednak nie uważam żeby ta zaleta była jakoś szczególnie istotna. Z punktu widzenia funkcjonowania całej gospodarki jest ona raczej marginalna.

A jakby Pan odpowiedział na zdanie części ekonomistów, że w przypadku przyjęcia euro nasza gospodarka byłaby bardziej odporna na inflację? Zwracają oni uwagę m.in. na to, że jej średni poziom w strefie euro jest niższy niż w Polsce.

Przeciętna inflacja w strefie euro jest niższa, natomiast nasz poziom inflacji jest generalnie podobny do krajów naszego regionu, niezależnie od tego czy mają one walutę euro czy swoją walutę narodową. Można porównać wskaźniki inflacji np. w Czechach, na Słowacji i Węgrzech czy chociażby w państwach bałtyckich, jak Litwa, Łotwa, Estonia które mają euro. Ten ostatni kraj ma blisko 9 punktów procentowych wyższą inflację niż my i to pomimo bycia w strefie euro.

Nie ma więc dowodów na to, że przyjęcie wspólnej europejskiej waluty ograniczy poziom inflacji. Zwolennicy ściślejszej integracji politycznej z UE, w tym przyjęcia euro, po prostu zwietrzyli okazję, do podkopania zaufania do złotego przy okazji globalnych problemów z inflacją i odwrócenia przy tej okazji sympatii opinii publicznej, która jest generalnie przywiązana do naszej waluty. To niemerytoryczne i nieuczciwe intelektualnie.

Czy w przypadku kryzysów gospodarka państw które przyjęły euro są stabilniejsze? Jak przyjęcie wspólnej waluty wpłynęło na kondycję gospodarczą takich państw jak Grecja, Hiszpania czy Włochy?

Kraje południowej Europy w momencie kryzysów bardzo boleśnie odczuły i nadal odczuwają brak posiadania swojej własnej waluty. Jest to nierozwiązywalny problem, wpisany strukturalnie w funkcjonowanie strefy euro. W tym momencie ten problem związany właśnie z brakiem fluktuacji kursu walutowego, na przykład między Grecją a Niemcami, prowadzi do pogarszających się warunków handlu między tymi krajami, na czym zyskują Niemcy a regularnie tracą takie kraje jak Włochy, Hiszpania czy Grecja.

Na marginesie warto wspomnieć obecnie wprowadzany fundusz pomocowy, pocovidowy, ma właśnie takie podłoże – ma wyrównywać szkody dla państw takich jak Włochy, które są jednym z głównych beneficjentów tych programów. Te programy są de facto rekompensatami za straty jakie ponoszą te kraje z tytułu przyjęcia waluty euro.

W tym momencie ten problem związany właśnie z brakiem fluktuacji kursu walutowego, na przykład między Grecją a Niemcami, prowadzi do pogarszających się warunków handlu między tymi krajami, na czym zyskują Niemcy a regularnie tracą takie kraje jak Włochy, Hiszpania czy Grecja.

Kilka dni temu na łamach portalu 300gospodarka ukazał się wywiad z Markiem Tatałą, wiceprezesem Fundacji Wolności Gospodarczej. Jest on zwolennikiem zarówno przyjęcia przez Polskę euro, jak i gospodarki liberalnej. Nie zgadza się z tezą, jakoby liberalizm w końcu “umierał”. Z drugiej strony obecny kryzys energetyczny sprawił, że państwa coraz chętniej interweniują w życie gospodarcze. W wielu państwach Europy rozwija się tak zwane państwo dobrobytu, testuje się też rozwiązania w postaci bezwarunkowego dochodu podstawowego. Czy możemy to wszystko uznać za śmierć gospodarki liberalnej czy to raczej taki krótki przerywnik związany z kryzysami, po których wrócimy do tego jak wcześnie funkcjonowała gospodarka?

Historia gospodarcza kołem się toczy, ma charakter poniekąd cykliczny. Przypomnijmy, że pierwsze trzy dekady po II wojnie światowej to był czas nieliberalnej polityki gospodarczej w Europie Zachodniej: czas wysokich podatków i państwa opiekuńczego. Równocześnie był to okres prosperity. Dopiero rozpad systemu z Bretton Woods, kryzys naftowy i energetyczny, zresztą w pewnych aspektach przypominający to co się dzieje dzisiaj, doprowadził do przewartościowania w polityce gospodarczej państw – nastąpił czas deregulacji i liberalizacji wprowadzany przez takich polityków jak Ronald Reagan czy Margaret Thatcher.

Mamy w tym momencie kres cyklu liberalnego w polityce gospodarczej. Kryzys finansowy spowodował przełom, zarówno na poziomie praktyki politycznej jak i na poziomie tego co mówią ekonomiści w swoich wewnętrznych dyskusjach

To się rozpoczęło w latach 80. i w mojej opinii mamy w tym momencie kres cyklu liberalnego w polityce gospodarczej. Myślę, że za taką symboliczną datę należy uznać 2008 rok. Kryzys finansowy spowodował przełom, zarówno na poziomie praktyki politycznej, polityki gospodarczej jak i na poziomie tego co mówią ekonomiści w swoich wewnętrznych dyskusjach. Nastąpił wówczas rzeczywiście zwrot w kierunku większego interwencjonizmu państwowego i zostało jeszcze zostało pogłębione podczas kryzysu związanego z koronawirusem i gospodarczej odpowiedzi państwa na ten kryzys.

Wydaje się więc, że jesteśmy w momencie przełomowym. Przewiduję, że przez jakiś czas rzeczywiście ten zwrot ku większej ingerencji państwa w gospodarkę potrwa. Natomiast uważam znowu, że to będzie to trwało być może kilka dekad, aż do poważniejszego wstrząsu, kolejnego kryzysu kiedy bardziej liberalne podejście do gospodarki wróci do łask.

Piotr Głowacki, ekspert Centrum Myśli Gospodarczej

Czy liberalny model gospodarczy sprawdził się w Polsce? Jak należy ocenić przebieg transformacji gospodarczej w Polsce? Liberałowie związani z Balcerowiczem twierdzą, że nikt w naszym regionie nie przeszedł jej lepiej od nas. Jeśli nie liberalizm, to czy alternatywę stanowi interwencjonizm czy też powinniśmy odejść od tego dualistycznego podziału? Czy jest jakieś trzecie rozwiązanie?

Ocena tego trzydziestolecia nie jest jednoznaczna. Z jednej strony mamy niewątpliwe sukcesy, które można zobrazować chociażby wskaźnikiem wzrostu PKB, który był jednym z najwyższych na świecie w tym okresie. To jest jedna strona medalu. Druga jest taka, że ten model transformacji, model terapii szokowej doprowadził do trwałego wykluczenia sporej części polskiego społeczeństwa z rynku pracy. Doprowadził do strukturalnego bezrobocia skutkującego biedą, wzrostem przestępczości, wszystkimi możliwymi patologiami społecznymi. To zostało rozwiązane w gruncie rzeczy dopiero poprzez otwarcie zachodnich rynków pracy i wypchnięcie kilku milionów, często młodych i najbardziej operatywnych Polaków na Zachód. To niepowetowane straty dla naszego narodu. Chociażby z powodu tego kilku milionowego ubytku nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że był to bezwarunkowy sukces.

Ten model transformacji, model terapii szokowej doprowadził do trwałego wykluczenia sporej części polskiego społeczeństwa z rynku pracy. Doprowadził do strukturalnego bezrobocia skutkującego biedą, wzrostem przestępczości, wszystkimi możliwymi patologiami społecznymi.

Warto też podkreślić, że jest to czas uzależniania się naszej gospodarki od gospodarek zachodnich w modelu pół-peryferyjnym. Większość zysków wypracowanych w Polsce jest transferowana na zachód, mamy niewielki dostęp do technologii, nie możemy jej przejmować i rozwijać. Jesteśmy w dużej mierze uzależnieni w tym aspekcie od zachodu. To stanowi pewną barierę, trudną do przeskoczenia, przez co trudno nam wzbić się ponad coś co niektórzy ekonomiści nazywają pułapką średniego dochodu, w którą jakoby mieliśmy wpaść.

W związku z tym obraz ostatnich 30 lat jest niejednoznaczny. Jakkolwiek jednak nie oceniamy przeszłości, jednoznacznym wydaje się , że jesteśmy w momencie, w którym trzeba pójść krok dalej. Zerwać z tym modelem gospodarki zależnej, postawić w większym stopniu na nasz rodzimy przemysł, na budowę rodzimego kapitału, na rozwój rodzimych technologii. Prowadzenie innowacyjnej gospodarki być może pozwoli nam w większym stopniu pójść drogą takich krajów jak chociażby Korea Południowa, Japonia albo Tajwan które się bogaciły i są dzisiaj potęgami technologicznymi i przemysłowymi.

Jesteśmy w momencie, w którym trzeba pójść krok dalej. Zerwać z tym modelem gospodarki zależnej, postawić w większym stopniu na nasz rodzimy przemysł, na budowę rodzimego kapitału, na rozwój rodzimych technologii. Prowadzenie innowacyjnej gospodarki być może pozwoli nam w większym stopniu pójść drogą takich krajów jak chociażby Korea Południowa, Japonia albo Tajwan

Jaka jest rola państwa w transformacji z tego obecnego modelu peryferyjnego, w kierunku takiego modelu jak na przykład ten azjatycki. Co państwo powinno zrobić, aby umożliwić nam ten proces?

Po pierwsze zaznaczę, że żaden model który udał się gdzieś na świecie w innym kraju, nie powinien być bezmyślnie kopiowany. Co najwyżej może być pewnym źródłem inspiracji dla nas, natomiast nie liczmy na gotowe recepty. Niemniej wydaje się, że te inspiracje chociażby płynące od tygrysów azjatyckich są takie, że państwo powinno być dość aktywne.

Z jednej strony powinno chronić rodzimy sektor technologiczny, chociażby przed konkurencją zachodu czy z innych kierunków. Natomiast tutaj z powodu naszego członkostwa w Unii Europejskiej mamy bardzo ograniczone środki. Nie możemy prowadzić tradycyjnej polityki protekcjonistycznej, co do zasady wszystkie rzeczy musimy konsultować z Brukselą, więc tu jesteśmy niestety mało sprawczy.

Natomiast są też pozytywne działania, na przykład rozsądne wspieranie innowacyjności poprzez chociażby wybieranie sektorów które są w jakiś szczególny sposób rozwojowe i wspieranie ich grantami, otaczanie opieką państwa, transfer technologii, przemysłu. Chociażby, teraz na czasie, przemysłu zbrojeniowego który musi się rozwijać w tym momencie. To wszystko może doprowadzić do jakiegoś przełomu i do zerwania z tym modelem zależnym.

Państwo powinno chronić rodzimy sektor technologiczny, chociażby przed konkurencją zachodu czy z innych kierunków. Natomiast tutaj z powodu naszego członkostwa w Unii Europejskiej mamy bardzo ograniczone środki.

Rzeczywiście zasypywanie deficytów na rynku pracy tanią siłą roboczą z jakiegokolwiek kierunku zabija naturalny rynkowy bodziec do innowacyjności. Przedsiębiorca który ma problemy z niedoborem pracowników może postawić na innowacyjność – większą automatyzację pracy czy robotyzację. To są kierunki niewątpliwie przyszłościowe, to jest jeden z tych obszarów w których państwo polskie powinno się coraz bardziej modernizować.

Natomiast w momencie, kiedy nie ma takiej bezpośredni silnej przyczyny, ponieważ zawsze ten deficyt zostanie uzupełniony nowym napływem imigrantów czy uchodźców, to będzie to trudniejsze, nie będzie tego naturalnego popytu na te technologiczne rozwiązania. Więc z tego punktu widzenia masowa migracja jest przeciwskuteczna, chociaż uczciwie trzeba powiedzieć, że nie we wszystkich sektorach automatyzacja i robotyzacja jest możliwa.

Jaka wobec tego powinna być rola państwa w gospodarce?

Jestem przeciwnikiem jednoznacznego stwierdzania, że potrzeba nam gospodarki liberalnej albo potrzeba nam gospodarki socjalistycznej. Jestem za mądrymi syntezami, łączeniu dobrych rozwiązań z jednego i drugiego modelu. Zresztą rzeczywistość gospodarcza na świecie jest taka, że we wszystkich państwach świata zawsze jest to jakiś wariant pośredni – miks tych dwóch polityk – interwencjonistycznej i liberalnej.

Wiele spośród innowacyjnych produktów często towarzyszących naszemu życiu na co dzień, kojarzonych często z innowacyjną niewidzialną ręką wolnego rynku, w istocie powstawała gdzieś w państwowych instytutach albo w prywatnych instytucjach, ale przy udziale państwowych grantów.

Takie dualistyczne myślenie jest w dużej mierze mitem, osobiście jestem zwolennikiem, dość modnej ostatnio, koncepcji państwa przedsiębiorczego (odsyłam do lektury książki pod tym tytułem Mariany Mazzucato). Wykazała ona chociażby, że wiele spośród innowacyjnych produktów często towarzyszących naszemu życiu na co dzień, kojarzonych często z innowacyjną niewidzialną ręką wolnego rynku, w istocie powstawała gdzieś w państwowych instytutach albo w prywatnych instytucjach, ale przy udziale państwowych grantów.

Tak więc państwo rzeczywiście potrafi być innowacyjne, ale trzeba dbać o jakość tego państwa z czym niestety u nas jest wciąż duży problem. Jednak równocześnie widzę również zawodności państwa, tak samo jak zawodności rynku. Zdrowy mechanizm konkurencji, weryfikacji które przedsięwzięcia są udane, a które nie, powinien być absolutnie podstawą naszego ustroju gospodarczego.

Rozmawiał Kamil Śliwiński

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres redakcja@pkb24.pl.