Kluczowe wybory w Izraelu. Główny rywal Netanjahu wcale nie jest od niego łagodniejszy

27.10.2026
Redakcja
Czas czytania: 4 minut/y

Izraelczycy idą dziś do urn w pierwszych wyborach parlamentarnych od ataku Hamasu z 7 października 2023 roku — najkrwawszego dnia w historii państwa. Ostatnie przedwyborcze sondaże czterech głównych ośrodków pokazują zgodnie: centrowa partia Yashar byłego szefa sztabu armii Gadiego Eisenkota wyprzedza Likud premiera Benjamina Netanjahu, ale żaden z dwóch bloków nie ma zapewnionej większości w 120-osobowym Knesecie. Stawką jest polityczne przetrwanie najdłużej urzędującego premiera w historii Izraela — choć zdaniem analityków nawet jego odejście niewiele zmieni w polityce wobec Gazy.

Jakie szanse ma Netanjahu?

Arytmetyka sondażowa jest dla premiera niekorzystna, ale nie przesądzająca. Średnia czterech ostatnich badań (Kanał 12, Kanał 13, Kanał 14 i „Maariw”) daje Yashar 22 mandaty wobec 19,75 dla Likudu, a cały blok opozycji prowadzi z obozem Netanjahu 54 do 49,5 mandatu — do większości potrzeba 61. Według sondażu Kanału 12 aż 58 proc. Izraelczyków wolałoby rząd kierowany przez kogokolwiek innego niż Netanjahu (35 proc. popiera jego dalsze przywództwo), premier zachowuje jednak lojalną bazę około jednej trzeciej elektoratu. Charakterystyczne, że prorządowy Kanał 14 jako jedyny daje Likudowi aż 30 mandatów — rozstrzał prognoz zależnie od afiliacji stacji jest w tej kampanii wyjątkowo duży.

Kluczowe niewiadome to frekwencja i próg wyborczy. Jak zauważa CBS News, to właśnie mobilizacja wyborców Likudu oraz izraelskich Arabów najbardziej waha się między elekcjami — i może przesunąć wynik w obie strony. Sondaże pokazują też, że część mniejszych list balansuje na granicy progu — każdy „spalony” głos po stronie prawicy osłabia blok premiera. Jak ujmuje to cytowana przez „Newsweek” politolożka Tal Harsgor, Netanjahu może nawet dostać więcej głosów niż Eisenkot — ale zabraknie mu partnerów koalicyjnych. Najbardziej prawdopodobny scenariusz to pat: żaden blok nie zdobywa samodzielnej większości, a wybory zamiast zamknąć kryzys polityczny, otwierają następny.

Kim są rywale?

Głównym pretendentem jest Gadi Eisenkot — były szef sztabu generalnego, którego syn i dwaj siostrzeńcy zginęli w wojnie w Gazie. Eisenkot zbudował popularność na reputacji i wiarygodności w sprawach bezpieczeństwa, a kampanię oparł na powszechnym poborze wojskowym (czyli objęciu nim także ultraortodoksów) i krytyce wojennego przywództwa Netanjahu, zwłaszcza w sprawie negocjacji o zakładników. Jak opisuje „Time”, Eisenkot zasiadał w wojennym gabinecie Netanjahu po 7 października i uważał, że uwolnienie zakładników powinno mieć pierwszeństwo przed pełnoskalową kampanią militarną. Jego strategia to szeroka koalicja: na prawo od siebie widzi Naftalego Bennetta i świecko-nacjonalistycznego Awigdora Libermana, na lewo — Jaira Golana z Demokratów i Jaira Lapida.

Drugi filar opozycji to sojusz „Razem” (Be-Jachad) dwóch byłych premierów — nacjonalisty Naftalego Bennetta i centrysty Jaira Lapida, którzy rządzili już wspólnie w latach 2021–2022. Jedność opozycji jest jednak krucha: Eisenkot publicznie zarzucił Bennettowi i Lapidowi osłabienie bloku przez odrzucenie jego oferty wspólnej „superpartii”, a liderów różni też stosunek do potencjalnych partnerów — Bennett wprost wyklucza rząd z partiami arabskimi i dopuszcza koalicję ze skrajnie prawicowym Becalelem Smotriczem, podczas gdy Eisenkot odrzuca Smotricza, a udziału Arabów nie wyklucza. Blok „zmiany” łączy w praktyce jedno: wszyscy chcą odsunięcia Netanjahu. Po stronie premiera stoją niezmiennie dwie partie skrajnej prawicy (Smotricza i Itamara Ben Gwira) oraz dwa ugrupowania ultraortodoksyjne.

Czy rywale czymkolwiek się różnią?

W polityce wewnętrznej — tak, i to zasadniczo. Według CNN stawką wyborów jest to, czy Izrael utrzyma kurs nacjonalistyczno-konserwatywno-religijny, czy go zmieni: Yashar prowadzi kampanię pod hasłami niezależności sądownictwa i powszechnej służby wojskowej, co uderza w fundament sojuszu Likudu z ultraortodoksami, zwolnionymi dotąd z poboru.

W polityce wobec Palestyńczyków różnice są natomiast kosmetyczne. Jak zauważa ośrodek GIS, ani Eisenkot, ani Bennett, ani Lapid nie kwestionują zasadniczo wojen w Gazie, Libanie i z Iranem — ich krytyka dotyczy stylu i skuteczności, nie kierunku. Eisenkot nazwał ideę państwa palestyńskiego „ułudą”, popiera „wzmacnianie” osiedli, a amerykański plan pokojowy dla Gazy akceptuje tylko „z pozycji siły” i po „całkowitym rozbrojeniu Hamasu”. Bennett określa się jako „bardziej prawicowy” od Netanjahu. Według analizy Quincy Institute Bennett i Eisenkot są przeciwni państwowości palestyńskiej, a Eisenkot chce utrzymania pod izraelską kontrolą Doliny Jordanu i wszystkich bloków osiedli. Realne pęknięcia w opozycji widać w szczegółach — na przykład w sprawie projektu osadniczego E1 pod Jerozolimą, któremu sprzeciwiają się Demokraci Golana, a Yashar nie chce się zobowiązać do jego wstrzymania.

Co to oznacza dla Izraela i Gazy?

Dla Izraela zmiana władzy oznaczałaby przede wszystkim rewolucję ustrojową i społeczną: koniec forsowanej przez obóz Netanjahu przebudowy sądownictwa, pobór ultraortodoksów i prawdopodobną zmianę tonu w relacjach z Zachodem — co nie jest bez znaczenia, skoro według badań Pew z 2026 roku większość społeczeństw w 36 badanych krajach ma nieprzychylny obraz Izraela i jego premiera.

Dla Gazy — zdaniem analityków — zmieniłoby się niewiele. Jak pisze Al-Dżazira, zwycięstwo opozycji może przynieść jedynie marginalną korektę, bez fundamentalnego zwrotu w sprawie Gazy i Zachodniego Brzegu. Quincy Institute prognozuje, że ewentualny rząd Bennetta/Eisenkota niemal na pewno utrzyma izraelskie weta bezpieczeństwa, strefy buforowe i warunki demilitaryzacji bezterminowo — żaden z prawdopodobnych koalicjantów nie forsuje przekazania Gazy Autonomii Palestyńskiej w przyspieszonym trybie. Różnica sprowadza się do metody: Netanjahu nie dopuści odbudowy Gazy przed pełnym rozbrojeniem Hamasu, Bennett sprzeciwia się jakiemukolwiek wycofaniu przed rozbrojeniem, a Eisenkot chce utrzymania wojsk do czasu wynegocjowania architektury bezpieczeństwa — przy czym ten ostatni silniej niż premier akcentuje priorytet zakładników i współpracę z Waszyngtonem.

Najbardziej prawdopodobnym rezultatem dzisiejszego głosowania nie jest więc ani triumf, ani upadek Netanjahu, lecz tygodnie koalicyjnych targów, w których o przyszłości najdłużej rządzącego premiera Izraela zdecydują partie ważące po kilka mandatów. Pewne jest jedno: ktokolwiek sformuje rząd, mieszkańcy Gazy nie powinni oczekiwać zwrotu — spór w Izraelu toczy się o to, kto i jak ma prowadzić dotychczasową politykę, a nie o to, czy ją zmienić.

Źródło: „Time” (Eric Cortellessa), „The Jerusalem Post”, Al-Dżazira

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA