III RP prowadzi antynatalistyczną politykę? Ekspert o tym, jak państwo przez dekady osłabiało dzietność Polaków
Polska od lat prowadzi aktywną i hojną politykę bezpośredniego wsparcia dzietności, jednak równolegle realizowane polityki sektorowe — od mieszkaniowej po rynek pracy — od dekad negatywnie wpływają na decyzje prokreacyjne Polaków. Taką tezę stawia Konrad Bonisławski w tekście „Stracone pokolenie. O antynatalistycznej polityce III RP”, pochodzącym z nadchodzącego, 36. numeru „Polityki Narodowej”, poświęconego kryzysowi demograficznemu.
Hojne transfery to nie wszystko
Jak przypomina autor, od 2006 roku niemal regularnie wdrażane są kolejne instrumenty bezpośrednio wspierające rodzicielstwo — od becikowego i ulgi podatkowej na dziecko, przez wydłużenie urlopów macierzyńskich do skali rzadko spotykanej w Europie, po program Rodzina 500 Plus. Przynoszą one jednak najczęściej ograniczone efekty.
Zdaniem Bonisławskiego pełny obraz ujawnia się dopiero przy spojrzeniu na politykę prorodzinną sensu largo — a więc na te polityki publiczne, które pośrednio kształtują decyzje o posiadaniu dzieci. To właśnie tam, jak pisze, ujawniają się najważniejsze ograniczenia i niespójności. Wieloletnie zaniedbania miały przyczynić się do załamania rozrodczości m.in. wśród pokolenia wyżu demograficznego lat 1976–1985, a co najmniej do niewykorzystania płynącej z niego dywidendy demograficznej.
Emigracja zabrała „niedoszłe matki”
Pierwszym z wskazanych przez autora czynników jest masowa emigracja po wejściu Polski do Unii Europejskiej, która zbiegła się z okresem ok. 20-procentowego bezrobocia. Z kraju wyjechało wówczas 2,2 mln osób, głównie w wieku 25–34 lat, ze szczególnie dużym udziałem młodych kobiet ze średnich i małych miast.
Ówcześnie statystyczny emigrant to niedoszła matka-Polka z średniego lub małego miasta
— pisze Konrad Bonisławski, autor analizy.
Masowość zjawiska doprowadziła do powstania terminu „eurosieroctwo” — czasowego odłączenia dziecka od rodzica, a dla wielu małżeństw – rozpadu. Autor przywołuje badania, według których dzieci z rozbitych rodzin same mniej chętnie zakładają rodziny, a te częściej się rozpadają.
Wyludniona prowincja, przeludnione metropolie
Drugim czynnikiem jest niezrównoważony rozwój kraju. Deindustrializacja po transformacji pogłębiła zapaść prowincji, a reforma samorządowa z 1998 roku — poprzez degradację byłych miast wojewódzkich — miała według przywołanych szacunków doprowadzić do zmniejszenia liczby mieszkańców średnich miast o około pół miliona w ciągu 25 lat.
Publicysta wskazuje, że bliskość rodziny, sąsiadów i trwałe relacje lokalne zwiększają prawdopodobieństwo decyzji o większej liczbie dzieci.
Tymczasem migracja do metropolii wyrywa młodych z naturalnych środowisk wsparcia, utrudnia znalezienie partnera i pozbawia ich pomocy w opiece nad dzieckiem. W efekcie kraj polaryzuje się na borykające się z niską dzietnością metropolie — gdzie standardem staje się życie młodych par w mieszkaniach o powierzchni 25–40 m kw. kupionych na 40-letni kredyt — oraz wyludniające się peryferie ze starzejącą się populacją.
Mieszkaniowa zapaść i 4 mln osób w luce czynszowej
Trzecim obszarem zaniedbań jest polityka mieszkaniowa. W latach 1991–2000 ukończono w Polsce łącznie 900 tys. mieszkań i domów — wobec 2,46 mln w dekadzie 1970–1979 i 1,89 mln w kryzysowych latach 80. Autor przywołuje też ustalenia demografa Johna Ermischa, który rosnące ceny domów wskazał jako przyczynę głębokiego spadku urodzeń w Anglii i Walii w latach 2013–2022.
W Polsce — jak zaznacza Bonisławski — zawiódł dodatkowo bezpiecznik w postaci mieszkań komunalnych, masowo wyprzedawanych przez samorządy od lat 90. Według danych z 2011 roku 80 proc. mieszkań gminnych zbudowano przed 1971 rokiem, a w 2025 roku na najem lokalu komunalnego oczekiwało blisko 118 tys. gospodarstw domowych. Kolejne programy — jak „Bezpieczny kredyt 2%” — autor ocenia jako nieskuteczne, a czasem przeciwskuteczne, bo windujące ceny.
Efektem jest luka czynszowa, szacowana obecnie przez Ministerstwo Finansów nawet na 4 mln osób — zbyt zamożnych na mieszkanie komunalne, ale zbyt biednych, by kupić lub wynająć lokal. Według raportu GUS na koniec 2022 roku co trzecia osoba w wieku 25–34 lat (1,7 mln) była gniazdownikiem, a większość z nich (63 proc.) to osoby pracujące.
Śmieciówki zabijają decyzje o dziecku
Czwartym filarem analizy jest rynek pracy. Według przywołanego badania CBOS z 2022 roku co dziesiąta ankietowana osoba straciła pracę po powrocie z urlopu macierzyńskiego lub wychowawczego, a co trzecia nieplanująca potomstwa kobieta w wieku 18–33 lat nie decyduje się na dziecko z powodu konfliktu ról zawodowych i rodzinnych. Polska przez lata należała przy tym do krajów o najwyższym w Europie odsetku młodych zatrudnionych na czas określony.
Autor gorzko zauważa, że prodemograficzne zmiany w prawie pracy — jak elastyczne formy zatrudnienia czy nieprzenoszalne 9 tygodni urlopu rodzicielskiego dla każdego z rodziców — wdrażano najczęściej dopiero pod presją implementacji unijnych dyrektyw.
Prowadzi to do niewesołej konstatacji, że jedynie naciski zewnętrzne zachęcają rządzących do cywilizowania rynku i stosunków pracy w naszym kraju
— ocenia autor.
Recepty na pokolenia
W części rekomendacyjnej Bonisławski wskazuje trzy kierunki działań. Pierwszym jest realna deglomeracja na wzór Niemiec, gdzie najważniejsze urzędy federalne rozproszone są w 24 średnich i mniejszych miastach, oraz aktywna polityka regionalna ograniczająca wykluczenie transportowe i wyludnianie małych ośrodków.
Drugim — zwrot w polityce mieszkaniowej: zamiast programów wspierania popytu rozwój mieszkań spółdzielczych, komunalnych i na wynajem, wraz z regulacjami zniechęcającymi kapitał spekulacyjny do inwestowania w „betonowe złoto” i zachętami dla samorządów do kontrolowania czynszów.
Trzecim filarem ma być stabilny rynek pracy. Autor postuluje walkę z fikcyjnym samozatrudnieniem i nadużywaniem umów cywilnoprawnych, upowszechnienie pracy zdalnej — przywołując amerykańskie badania, według których praca z domu obojga rodziców tylko jeden dzień w tygodniu zwiększa dzietność pary o 14 proc. — oraz rozwój zatrudnienia na część etatu. W Polsce w takiej formule pracuje jedynie 8 proc. kobiet w wieku 25–44 lat, podczas gdy w Holandii, Szwajcarii czy Austrii — od 50 do 60 proc. Proponuje też włączenie wartości prorodzinnych do zasad społecznej odpowiedzialności biznesu.
Benefity pracownicze w postaci kart na siłownie i pakietów medycznych do prywatnych przychodni są oczywiście wartościowe dla zdrowia i dobrostanu pracowników, ale czy może być coś cenniejszego niż wsparcie dla ich dzieci?
— pyta publicysta.
Jak konkluduje, część zmian społecznych po 1990 roku jest nie do pełnego odwrócenia, co nie zwalnia jednak z pracy nad reemigracją i reindustrializacją. Ostatnie dekady powinny natomiast uwrażliwić rządzących na doniosłość polityk publicznych, które — choć wpływają na dzietność jedynie pośrednio — niosą za sobą długofalowe skutki społeczne.
Źródło: „Polityka Narodowa”, nr 36, Nowy Ład









