PKB rośnie o 4,1 proc., ale w portfelu coraz ciaśniej: co z polską gospodarką w 2026 roku?
Druga połowa 2026 roku przynosi w Polsce rzadko spotykane zestawienie: wzrost gospodarczy przyspiesza, PKB w drugim kwartale zwiększył się o 4,1 proc. rok do roku, a jednocześnie siła nabywcza pensji topnieje najszybciej od trzech lat, inflacja wyszła poza dopuszczalny przedział tolerancji banku centralnego, a budownictwo ostro hamuje. To nie jest sprzeczność, to obraz gospodarki rosnącej nierównomiernie, w której makroekonomiczne agregaty i codzienne odczucia Kowalskiego coraz bardziej się rozjeżdżają.
Najważniejsze:
- PKB w drugim kwartale 2026 roku urósł o 4,1 proc. rok do roku, wynik lepszy niż kwartał i rok wcześniej
- We wrześniu inflacja po raz pierwszy od ponad roku wyszła poza dopuszczalne pasmo wahań wokół celu NBP; głównym motorem drożyzny są paliwa i rosnące koszty mieszkania
- Realne płace w firmach rosną o 2,7 proc. rocznie, ale dynamika siły nabywczej jest najniższa od trzech lat, inflacja coraz skuteczniej pochłania podwyżki
- Emerytury i renty z systemu pozarolniczego zyskują realnie o 3,9 proc. Wyraźnie więcej niż wynagrodzenia; rolnicy-emeryci są w odwrotnej sytuacji i tracą na wartości świadczeń
- Polska liczy 37,2 mln mieszkańców, o 165 tys. mniej niż rok temu; dodatnie saldo migracji nie jest w stanie odwrócić demograficznego odpływu
- Przemysł przyspiesza, budownictwo hamuje; ceny producentów w obu sektorach przekroczyły we wrześniu 6 proc. rocznie i będą dalej przenosić się na konsumentów
Wzrost PKB o 4,1 proc. Imponujący, lecz nierówno rozłożony
Zaktualizowany szacunek GUS potwierdza, że produkt krajowy brutto w drugim kwartale 2026 roku zwiększył się o 4,1 proc. w ujęciu rok do roku (dane bez oczyszczenia o sezonowość) oraz o 4,0 proc. po takim oczyszczeniu. W samym kwartale, względem poprzedniego, gospodarka urosła o 1,1 proc. To tempo wyższe niż zanotowane zarówno w pierwszym kwartale bieżącego roku, jak i w analogicznym okresie roku ubiegłego.
Kontekst jest istotny: wzrost powyżej 4 proc. to wynik, który wiele europejskich gospodarek osiąga rzadko. Polska od lat notuje wyższe tempo ekspansji niż zachodnia część kontynentu, co wynika m.in. z efektu doganiania, absorpcji funduszy unijnych i relatywnie młodszej struktury przemysłu. Problem polega jednak na tym, że bieżący wzrost koncentruje się w obszarach, które nie przekładają się jednakowo na wszystkich uczestników rynku, co dobrze widać w danych o płacach, cenach i zatrudnieniu.
Odnotować pewien dysonans: twarde liczby makroekonomiczne są pozytywne, tymczasem nastroje firm i konsumentów pozostają wyraźnie poniżej neutralnego poziomu. To zjawisko znane ekonomistom: wzrost PKB może być słabo odczuwalny „w kieszeni”, jeśli jednocześnie rośnie inflacja i zwalnia tempo realnych podwyżek.
Rynek pracy: trzy miary, jeden obraz rosnącej niepewności
Dane o zatrudnieniu za trzy kwartały 2026 roku można odczytać na trzy sposoby i każdy z nich jest prawdziwy, bo każda miara dotyczy innej grupy i innej metodologii.
Przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw, czyli firmach zatrudniających powyżej 9 osób liczonych w przeliczeniu na pełne etaty, było o 1,0 proc. niższe niż rok wcześniej. Skala tego spadku jest zbliżona do ubiegłorocznej, trend się nie pogłębia, ale nie odwraca. Duże i średnie firmy stopniowo redukują liczbę etatów, co może wynikać z automatyzacji, optymalizacji kosztów przy rosnących płacach minimalnych lub przenoszenia części działalności do sektora, który nie jest objęty tą statystyką.
Stopa bezrobocia rejestrowanego w urzędach pracy wyniosła na koniec września 5,8 proc. Pozostała na tym samym poziomie co miesiąc wcześniej, jednak była wyższa niż rok temu. Do rejestrów trafiło mniej nowych osób niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, a odpływ z ewidencji nieznacznie się zwiększył, to umiarkowanie dobry sygnał, ale niewystarczający, by odwrócić roczną tendencję wzrostową.
Niezależne badanie ankietowe aktywności ekonomicznej ludności, prowadzone bez powiązania z rejestrami urzędów pracy, pokazuje natomiast, że liczba pracujących i wskaźnik zatrudnienia w drugim kwartale 2026 roku były nieco wyższe niż rok wcześniej. Jednocześnie liczba osób poszukujących pracy wzrosła, a stopa bezrobocia według tej metodologii sięgnęła 3,2 proc. Też powyżej ubiegłorocznego poziomu.
Jak to ze sobą pogodzić? Spadek etatów w dużych firmach nie musi równać się bezrobociu, część pracowników zasila sektor publiczny, mniejsze przedsiębiorstwa lub przechodzi na samozatrudnienie. Jednoczesny wzrost liczby pracujących i bezrobotnych sygnalizuje, że na rynek wchodzą nowe osoby, które jeszcze szukają miejsca dla siebie. Rynek pracy nie kurczy się, ale staje się bardziej wymagający dla wchodzących.
Badanie popytu na pracę dostarcza jeszcze jednej wskazówki: w drugim kwartale 2026 roku przybyło nowych miejsc pracy w ujęciu rok do roku, a liczba likwidowanych stanowisk spadła. Liczba wolnych etatów była wyższa o 3,1 proc. rok do roku, choć niżej o 1,5 proc. niż kwartał wcześniej. Pracodawcy chcą zatrudniać, ale rekrutacja wyraźnie się wydłuża, co może sygnalizować rosnące oczekiwania płacowe lub lukę kompetencyjną.
Pensje kontra emerytury: dwa różne mechanizmy, dwa różne wyniki
Realne przeciętne wynagrodzenia brutto w sektorze przedsiębiorstw wzrosły w okresie styczeń–wrzesień 2026 roku o 2,7 proc. rok do roku. Sam wynik nie wygląda źle, dopóki nie zestawimy go z tempem z poprzednich lat, zarówno nominalny, jak i realny przyrost był wyraźnie słabszy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. We wrześniu dynamika płac nominalnych nieco przyspieszyła w porównaniu z sierpniem, ale siła nabywcza wynagrodzenia i tak rosła najwolniej od trzech lat, bo rosnąca inflacja pochłaniała coraz więcej nominalnej podwyżki.
Mechanizm jest prosty: kiedy inflacja przyspiesza, realny przyrost topnieje i to właśnie obserwujemy od kilku miesięcy.
Emeryci i renciści pobierający świadczenia z pozarolniczego systemu ubezpieczeń społecznych znaleźli się w wyraźnie lepszej sytuacji. Ich przeciętne świadczenia wzrosły nominalnie o 6,9 proc. rok do roku, a realnie o 3,9 proc. Mocniej niż wynagrodzenia pracownicze. Wynika to z konstrukcji waloryzacji emerytur, która bazuje na wskaźnikach inflacji i wzrostu płac z poprzedniego roku, gdy obydwa były wyższe niż dziś. To systemowa ochrona, której pracownik etatowy po prostu nie posiada.
Zupełnie odwrotna jest sytuacja rolników indywidualnych na emeryturze. Ich świadczenia wzrosły nominalnie zaledwie o 0,4 proc. rok do roku, a po uwzględnieniu inflacji straciły 2,4 proc. siły nabywczej. To realne zubożenie tej grupy, niezauważalne w nagłówkowych statystykach, ale odczuwalne w codziennym budżecie.
Inflacja poza strefą komfortu i to nie jest przypadkowe odbicie
Przez pierwsze trzy kwartały 2026 roku ceny towarów i usług konsumpcyjnych były średnio o 2,9 proc. wyższe niż rok wcześniej, mniej niż w tym samym okresie 2025 roku. Wydawałoby się, że sytuacja jest opanowana. Problem tkwi jednak w tym, że ta średnia ukrywa niepokojący trend w ostatnich miesiącach roku.
We wrześniu 2026 roku wzrost cen przekroczył górną granicę odchyleń od celu inflacyjnego po raz pierwszy od ponad roku. Inflacja oficjalnie znalazła się poza strefą tolerancji NBP, to istotny sygnał dla polityki pieniężnej, choć sama w sobie jedna miesięczna obserwacja nie przesądza jeszcze o kierunku stóp procentowych.
Głównym winowajcą są ceny paliw, napędzane sytuacją na Bliskim Wschodzie. Od lipca napięcia geopolityczne w tym regionie przekładają się na wzrost cen ropy, a ten, z krótkim opóźnieniem, ląduje na stacjach benzynowych. Ceny związane z transportem, w tym przede wszystkim paliwa do prywatnych pojazdów, wzrosły we wrześniu znacznie mocniej niż w poprzednich miesiącach. Równolegle przyspieszyły ceny w kategorii związanej z mieszkaniem. Jedyną pozytywną informacją jest żywność: jej ceny nadal spadały, choć wolniej niż w sierpniu.
Sygnałem ostrzegawczym na nadchodzące miesiące są ceny producentów. Po ponad dwóch latach spadków ceny w przemyśle od marca bieżącego roku znalazły się powyżej poziomu sprzed roku, a we wrześniu wzrost w obu sektorach i przemysłowym, i budowlanym, przekroczył 6 proc. rocznie. Wyższe koszty wytwarzania trafiają do cen detalicznych z opóźnieniem kilku miesięcy, to standardowy mechanizm transmisji, który można przewidzieć. Jeśli presja cenowa u producentów się utrzyma, inflacja konsumencka w czwartym kwartale 2026 roku prawdopodobnie nie odpuści.
Przemysł jedzie do przodu: budownictwo mocno hamuje
Produkcja sprzedana przemysłu w ciągu pierwszych trzech kwartałów 2026 roku rosła szybciej niż rok wcześniej. Wzrost objął wszystkie sekcje przemysłu. Najsilniej zwiększyło się górnictwo i wydobywanie, które rok wcześniej notowało spadek, to statystyczny efekt bazy. Najsłabiej wypadło przetwórstwo przemysłowe, choć i tu mamy do czynienia z plusem. Patrząc na kategorie produktów: sprzedaż poszła w górę w dobrach inwestycyjnych, zaopatrzeniowych i konsumpcyjnych nietrwałych; w dół, w dobrach konsumpcyjnych trwałych i produktach energetycznych.
Budownictwo to zupełnie inny świat. Produkcja budowlano-montażowa spadała w skali roku, a skala tego spadku była wyraźniejsza niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Wzrost cen produkcji budowlanej o 5,4 proc. rok do roku obrazuje, że branża nie tanieje, wręcz przeciwnie, drożeje, ale wytwarza coraz mniej. To kombinacja, która długoterminowo ogranicza podaż nowych obiektów.
Warto tu wyraźnie odróżnić dwa zjawiska: liczba mieszkań oddawanych do użytkowania w omawianym okresie wzrosła rok do roku, deweloperzy kończą inwestycje zaczęte jeszcze w poprzednich latach boomu. Sama produkcja budowlana jednak wyraźnie hamuje. Za rok lub dwa, kiedy skończy się strumień starszych inwestycji, podaż nowych mieszkań może się istotnie skurczyć. Jeśli popyt nie osłabnie w tym samym tempie, presja na ceny nieruchomości pozostanie.
37,2 miliona Polaków i coraz mniej
Wstępny szacunek GUS na koniec września 2026 roku wskazuje 37,2 mln mieszkańców Polski, o 165 tys. mniej niż rok wcześniej i mniej niż na koniec 2025 roku. Żeby uzmysłowić sobie skalę: 165 tys. to blisko 0,4 proc. całej populacji, mniej więcej tyle, ile liczy przeciętne polskie miasto powiatowe. W ciągu roku kraj stracił demograficznie całe takie miasto.
W trzech kwartałach 2026 roku przyszło na świat 176 tys. dzieci, o 6 tys. mniej niż rok wcześniej. Liczba zgonów sięgnęła 305 tys. i nieznacznie wzrosła. Przy blisko dwukrotnie wyższej liczbie śmierci niż narodzin przyrost naturalny pozostaje głęboko ujemny. Jedynym czynnikiem łagodzącym jest migracja: saldo przyjazdów na pobyt stały, podobnie jak rok temu, pozostało dodatnie, jednak nie na tyle, by odwrócić trend.
Depopulacja to zjawisko charakterystyczne dla wielu krajów Europy Środkowej i Wschodniej, Polska nie jest tu przypadkiem szczególnym. Jednak konsekwencje są konkretne i mierzalne: mniejsza populacja w wieku produkcyjnym to mniejsze wpływy składkowe do systemu emerytalnego, co przy jednoczesnym starzeniu się społeczeństwa przekłada się na rosnącą presję na finanse publiczne. To nie jest problem na jutro, ale decyzje podejmowane dziś, w polityce mieszkaniowej, migracyjnej, prorodzinnej, będą kształtować skalę tego problemu za dekadę.
Co te dane oznaczają dla konkretnych grup
Dla pracownika etatowego w dużej lub średniej firmie sytuacja jest następująca: pensja nominalnie rośnie, ale inflacja pochłania coraz więcej tej podwyżki. Realny przyrost siły nabywczej jest najniższy od trzech lat. Jeśli do tego dochodzi własny samochód, droższe paliwo to dodatkowy, widoczny uszczerbek w budżecie. Rosnące koszty mieszkania oznaczają, że ci, którzy płacą czynsz lub raty kredytu zmiennooprocentowanego, odczuwają presję z kilku stron jednocześnie.
Dla emeryta i rencisty z systemu pozarolniczego sytuacja jest relatywnie lepsza: świadczenie rośnie realnie szybciej niż przeciętna pensja pracownicza. To efekt waloryzacji opartej na ubiegłorocznych, korzystniejszych wskaźnikach. Jednak wyższe ceny paliw i koszty utrzymania mieszkania dotykają też tę grupę, różnica polega na tym, że mechanizm waloryzacji przynajmniej częściowo chroni wartość świadczenia.
Dla rolnika-emeryta sytuacja jest najtrudniejsza: świadczenia praktycznie nie wzrosły nominalnie, a inflacja realnie obniżyła ich wartość. To jedna z grup, która w bieżącym układzie makroekonomicznym traci w sposób bezpośredni i mierzalny.
Dla planujących remont lub większe prace budowlane dane są jednoznaczne: ceny produkcji budowlanej rosną, a ceny producentów materiałów budowlanych przyspieszyły mocno we wrześniu. Strategia czekania na tańsze materiały stoi w sprzeczności z obserwowanym trendem, przynajmniej w krótkim horyzoncie.
Najczęściej zadawane pytania
Czy wzrost PKB o 4,1 proc. to dobry wynik na tle europejskim?
W skali Unii Europejskiej tempo wzrostu powyżej 4 proc. należy do wyższych. Polska od lat rozwija się szybciej niż zachodnia część kontynentu, co wynika m.in. z efektu doganiania i silniejszej bazy przemysłowej. Historycznie wynik na tym poziomie plasuje Polskę w czołówce wzrostu w Europie.
Dlaczego inflacja przekroczyła dopuszczalny próg, skoro średnia za cały rok wydaje się niska?
Średnia z dziewięciu miesięcy wyniosła 2,9 proc., co mieści się w dopuszczalnym paśmie odchyleń od celu NBP. Problem polega na tym, że w ostatnich miesiącach dynamika cen wyraźnie przyspieszyła, szczególnie od lipca, pod wpływem rosnących cen paliw powiązanych z sytuacją na Bliskim Wschodzie. We wrześniu miesięczny odczyt po raz pierwszy od ponad roku przekroczył górną krawędź pasma tolerancji. Jeśli ceny producentów, które we wrześniu rosły powyżej 6 proc. rocznie, będą dalej przenoszone na konsumentów, inflacja może pozostać podwyższona przez kolejne miesiące.
Fot. nieznany/unknown / Wikimedia Commons (Public domain)









