Europa wyprowadza złoto z Ameryki. A Polska trzyma tam wciąż 195 ton
Holandia i Francja wycofały swoje złoto ze skarbców w USA, a politycy w Niemczech i we Włoszech — posiadających drugie i trzecie największe rezerwy złota na świecie — wzywają do tego samego. Powód jest podwójny: rosnące obawy o wiarygodność Ameryki w erze Trumpa oraz chęć trzymania kruszcu bliżej domu, by w razie kryzysu mieć do niego szybki dostęp — pisze Deutsche Welle. Holenderski bank centralny przeniósł do Londynu około 86 ton złota, wprost powołując się na „geopolityczny niepokój”. W tej układance nie jest bez znaczenia, że w nowojorskim Fedzie leży też blisko 195 ton polskiego złota.
Fort Knox już nie jest synonimem pewności
Fort Knox w Kentucky, gdzie przechowywana jest mniej więcej połowa złota rządu USA, od dekad funkcjonuje jako synonim bezpieczeństwa — „jak Fort Knox” znaczy „nie do zdobycia”. Jak zauważa DW, percepcja Stanów Zjednoczonych jako całości jako bezpiecznego miejsca składowania złota wyraźnie jednak słabnie.
Symbolem tej zmiany stała się decyzja De Nederlandsche Bank (DNB), który przeniósł około 86 ton (95 amerykańskich ton) złota z Nowego Jorku do Londynu. Bank uzasadnił to „geopolitycznym niepokojem” i wskazał, że rozłożenie kruszcu między różne jurysdykcje poprawia jego „gotowość kryzysową”. Francja również wyprowadziła resztę swojego złota z nowojorskiego Fedu między lipcem 2025 a styczniem 2026 r. — choć prezes Banku Francji François Villeroy de Galhau zapewniał wówczas, że decyzja nie ma podłoża politycznego.
W Niemczech i we Włoszech część polityków domaga się analogicznego ruchu, powołując się — jak relacjonuje DW — na nieprzewidywalność polityki administracji Trumpa i jej rosnącą niechęć do Unii Europejskiej, włącznie z groźbami aneksji części Grenlandii.
Banki centralne kupują złoto jak nigdy
Wyprowadzka kruszcu z USA to część szerszego zjawiska. Jak mówi DW Krishnan Gopaul z World Gold Council, banki centralne na całym świecie kupują coraz więcej złota od czasu kryzysu finansowego z 2008 r. i coraz uważniej patrzą na to, gdzie je trzymają — co wywindowało ceny kruszcu do rekordowych poziomów. Z badania World Gold Council wynika, że w ciągu ostatnich czterech lat banki centralne gromadziły średnio 1000 ton złota rocznie, wobec 500 ton średnio w poprzedniej dekadzie.
W ciągu ostatnich dwóch dekad wciąż w tej czy innej formie pojawiały się pytania i obawy dotyczące globalnego systemu finansowego oraz stanu geopolityki
— powiedział Krishnan Gopaul z World Gold Council.
Powód przenoszenia złota akurat do Londynu jest przy tym praktyczny, nie tylko polityczny: Holendrzy wybrali Bank Anglii, bo Wielka Brytania to jeden z najbardziej płynnych ośrodków handlu złotem.
Chodzi o to, by w razie kryzysu, w okresach napięć, to złoto dało się uruchomić. Londyn jest w zasadzie sercem rynku złota (…) w czasie kryzysu to tam chce się mieć swój kruszec
— wskazał Gopaul. Bank Anglii jest jednym z największych światowych depozytariuszy złota — szacuje się, że w jego posiadaniu znajduje się około 400 tys. sztab o wartości ok. 270 mld dolarów.
A gdzie jest polskie złoto?
Pytanie, które stawia sobie Europa, dotyczy wprost także Polski. Jak wynika z odpowiedzi NBP na wniosek o dostęp do informacji publicznej złożony przez ekonomistę Rafała Mundrego, na koniec 2025 r. rezerwy złota Narodowego Banku Polskiego wynosiły 550,22 tony, z czego niespełna 105 ton leżało w skarbcach w Polsce, ponad 250 ton w Banku Anglii, a nieco ponad 195 ton — w skarbcach Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku. Innymi słowy: blisko 80 proc. polskiego kruszcu znajduje się za granicą, w tym ponad jedna trzecia w tych samych amerykańskich skarbcach, z których wycofują się dziś Holandia i Francja.
NBP tłumaczy taką strukturę dywersyfikacją: rozproszenie miejsc przechowywania ma — jak podaje bank — ograniczać ryzyko geopolityczne i zapewniać płynność, bo złoto w londyńskich i nowojorskich skarbcach można szybko uruchomić na rynku. Kontekst jest przy tym dynamiczny. Rezerwy rosną w tempie niecodziennym jak na europejski bank centralny — na koniec lipca 2026 r. sięgnęły już 640,2 tony, a zarząd NBP wyznaczył cel 700 ton. Bank zapowiedział też budowę nowego skarbca przy placu Powstańców Warszawy, do którego ma trafić większa część krajowych zasobów. Kierunek jest więc podobny jak w reszcie Europy: więcej złota i bliżej domu.
W tle: zaufanie do amerykańskich finansów
Za decyzjami stoi nie tylko logika płynności, lecz i narastające wątpliwości co do wiarygodności USA. Analityk Oxford Economics Sebastien Tillett zastrzega w rozmowie z DW, że jawne zajęcie aktywów to dla europejskich banków centralnych „skrajnie odległe ryzyko” — problem leży gdzie indziej.
Bardziej istotna obawa jest taka, że aktywa trzymane w innej jurysdykcji mogłyby stać się czasowo niedostępne w skrajnym scenariuszu sankcyjnym, prawnym lub geopolitycznym
— powiedział Sebastien Tillett z Oxford Economics.
Sygnały ostrożności wobec amerykańskich aktywów widać szerzej. Jak podaje DW, w ubiegłym tygodniu zarządzający norweskim funduszem majątkowym o wartości 2,3 bln dolarów oświadczył, że fundusz musi znacząco ograniczyć zaangażowanie w amerykańskie obligacje skarbowe — decyzja wydaje się napędzana obawami o rynek długu USA, przy rosnącej inflacji, zadłużeniu i kosztach obsługi długu.
Nie wszyscy jednak wychodzą. Choć Bundesbank sprowadził do Niemiec około 300 ton złota z USA w latach 2013–2017, wciąż trzyma za oceanem znacznie ponad 1000 ton. W zeszłorocznym oświadczeniu bank rozwiał wątpliwości co do partnera.
Nie mamy wątpliwości, że nowojorski Fed jest godnym zaufania i wiarygodnym partnerem w przechowywaniu naszych rezerw złota
— czytamy w oświadczeniu Bundesbanku.
Obraz jest więc niejednoznaczny, ale kierunek — czytelny. Kruszec, który przez dekady spokojnie leżał w Manhattanie jako dowód zaufania do Ameryki, staje się dziś miarą jego erozji. Gdy sojusznicy USA — a wśród nich Polska z blisko 195 tonami w Nowym Jorku — zaczynają liczyć, jak szybko odzyskaliby własne złoto „w razie czego”, to sygnał, że w zachodnim systemie finansowym coś trwale się przesunęło. A rekordowe ceny kruszcu pokazują, że podobne kalkulacje robi dziś pół świata.
Źródło: Deutsche Welle, NBP










