Europa ledwo weszła do Mercosuru, a Chiny już pukają do tych samych drzwi

18.08.2026
Kamil Śliwiński
Czas czytania: 3 minut/y

Brazylia i Urugwaj naciskają na rozpoczęcie formalnych negocjacji o wolnym handlu między blokiem Mercosur a Chinami — poinformowała Deutsche Welle. Impulsem są amerykańskie cła karne, które pchnęły największą gospodarkę Ameryki Południowej w objęcia Pekinu: handel Brazylii z Chinami wzrósł w pół roku o 16 proc., podczas gdy z USA skurczył się o 13 proc. Dla Europy to niewygodna wiadomość w szczególnym momencie: od 1 maja — mimo sprzeciwu Polski — tymczasowo obowiązuje umowa UE–Mercosur, której główną obietnicą była przewaga pierwszeństwa na południowoamerykańskim rynku. Jeśli za Europejczykami wejdą tam Chińczycy, z tej przewagi może niewiele zostać — a rachunek za otwarcie rynku polscy rolnicy zapłacą tak czy inaczej.

Lula i Xi przyspieszają

Jak opisuje DW, po godzinnej rozmowie telefonicznej z Xi Jinpingiem 26 lipca prezydent Brazylii ogłosił, że oba kraje są „jednomyślne co do tego, że należy przyspieszyć negocjacje w sprawie umowy między Mercosurem a Chinami”. Już miesiąc wcześniej, na szczycie bloku w Asunción, Lula publicznie naciskał na rozpoczęcie formalnych rozmów z Pekinem; pomysł popiera Urugwaj. Na drodze stoi wymóg jednomyślności pięciu państw członkowskich — Argentyna i Paragwaj podchodzą do pomysłu ostrożnie.

Katalizatorem jest polityka celna Waszyngtonu: po ponownym nałożeniu na Brazylię 40-procentowych ceł karnych Lula zapowiedział na łamach „Washington Post”, że brazylijskie firmy zastąpią amerykańskich dostawców partnerami z innych regionów, bo jego regionowi brakuje „wiarygodnych i przewidywalnych partnerów”. Liczby już za tym idą: według brazylijskiego resortu rozwoju wymiana handlowa z Chinami wzrosła w pierwszym półroczu o 15,9 proc. rok do roku, a z USA spadła o 12,8 proc.

Myślę, że na razie jest to przede wszystkim sygnał polityczny. W obliczu amerykańskich ceł Chiny i Brazylia dają Stanom Zjednoczonym do zrozumienia: możemy postąpić inaczej

— ocenia w rozmowie z DW Samina Sultan z Instytutu Niemieckiej Gospodarki (IW) w Kolonii, zastrzegając, że od deklaracji do tekstu umowy droga jest daleka.

Pekin nie czeka na podpisy

Chiny budują sobie jednak pozycję w regionie niezależnie od negocjacji — metodą faktów dokonanych w infrastrukturze. Sztandarowym przykładem jest peruwiański port kontenerowy Chancay, pierwszy kontrolowany przez Chiny port w Ameryce Południowej, otwarty w listopadzie 2024 roku po inwestycji 3,5 mld dolarów w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku. W przygotowaniu są plany „kolei międzyoceanicznej”, która połączy pacyficzne Chancay z atlantyckimi portami Brazylii. Pekin jest już zdecydowanie największym partnerem handlowym i Brazylii, i całego Mercosuru.

Paradoks polega na tym, że przed chińską umową ostrzegają sami Brazylijczycy. Analiza Brazylijsko-Chińskiej Rady Biznesu (CEBC), którą przywołuje DW, mówi wprost o ryzyku zachwiania równowagi handlowej oraz spadku produkcji i zatrudnienia wobec konkurencyjności chińskiej gospodarki — a Lula przez ponad dekadę sam należał do krytyków takiego porozumienia, czego zmianę wypomina mu teraz brazylijska prasa.

Chiny zalewają obecnie światowe rynki dotowanymi produktami. Myślę, że państwa Mercosuru zdają sobie sprawę, jakie ryzyko wiąże się z zawarciem takiej umowy o wolnym handlu z Chinami

— mówi DW Rolf Langhammer z Instytutu Gospodarki Światowej (IfW) w Kilonii, który liczy, że brazylijskie plany nie dojdą do skutku.

Polski rachunek

Dla polskiego czytelnika ta rozgrywka ma bardzo konkretny kontekst. Umowa UE–Mercosur — podpisana 17 stycznia 2026 roku przy sprzeciwie Polski, Francji, Irlandii, Węgier i Austrii — obowiązuje tymczasowo w części handlowej od 1 maja, mimo że Parlament Europejski skierował ją do Trybunału Sprawiedliwości UE, a polski rząd zapowiedział własną skargę. Porozumienie znosi 92 proc. unijnych ceł na towary z Mercosuru i otwiera preferencyjne kontyngenty na wołowinę, drób, cukier, nabiał i etanol. Według resortu rolnictwa największe zagrożenia dla Polski dotyczą właśnie wołowiny i drobiu — nie przez bezpośredni import, lecz przez wypieranie polskiego eksportu z rynków unijnych, na których sprzedajemy ponad 80 proc. naszej wołowiny i ponad 70 proc. drobiu.

Głównym argumentem zwolenników umowy była geopolityka: Europa miała ubiec Chiny i zapewnić swoim eksporterom — zwłaszcza motoryzacji — uprzywilejowany dostęp do rynku 270 mln konsumentów, w zamian godząc się na koszty po stronie rolnictwa. Jeśli jednak Mercosur w ślad za umową z Brukselą otworzy się także na Pekin, ta logika staje pod znakiem zapytania: europejskie samochody i maszyny, dla których obniżono zaporowe cła, spotkają na miejscu tańszą, dotowaną konkurencję z Chin — a ustępstwa wobec południowoamerykańskiego rolnictwa zostaną. Polska, która spór o umowę przegrała w Radzie UE, może się wówczas okazać podwójnie stratna: koszty otwarcia rynku poniesie od razu, a obiecywana premia pierwszeństwa rozmyje się, zanim ktokolwiek zdąży z niej skorzystać. Jedynym zabezpieczeniem pozostaje klauzula ochronna — przegłosowana przez PE możliwość podniesienia ceł, gdy import z Mercosuru zbije unijne ceny o 5 proc. To bezpiecznik pomyślany na spokojne czasy. Nadchodzące rozdanie, w którym o ten sam rynek grają jednocześnie Waszyngton cłami, Bruksela umową i Pekin portami, na spokojne się nie zapowiada.

Źródło: Deutsche Welle, Gazeta Prawna, farmer.pl, Super Biznes

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA