Chiński import mebli do UE w jeden rok urósł o połowę. Polska branża apeluje o ratunek
Import mebli z Chin do Europy wzrósł w latach 2024–2025 o prawie połowę, a Polska — kluczowy unijny producent — zaczyna być wypierana z własnego głównego rynku zbytu — ocenia Jarosław Michniuk, wiceprezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, w wywiadzie opublikowanym przez Izbę przed XI Ogólnopolskim Kongresem Meblarskim (9 września, Poznań). Do presji importowej dochodzą koszty pracy rosnące szybciej niż efektywność, drogi surowiec i najdroższa w Europie energia. Recepta branży: ciąć koszty, chronić unijny rynek i uciekać w design oraz automatyzację.
Cła Trumpa przekierowały chińską falę na Europę
Mechanizm, który uderzył w polskich meblarzy, ma źródło za oceanem. Jak tłumaczy Michniuk, Europa była historycznie największym producentem i eksporterem mebli na świecie, szczególnie w segmencie premium — dziś tę pozycję zajmują Chiny, a największym konsumentem są USA. Gdy administracja Donalda Trumpa nałożyła dodatkowe cła na produkty z Azji, Pekin zaczął szukać alternatywnego rynku — i wybór padł na Unię Europejską.
W ostatnich dwóch latach, tj. 2024 i 2025, import ilościowy z Chin do Europy wzrósł o prawie połowę i osiągnął wartość 12,5 mld EUR. Ze względu na to, że Polska produkuje meble dobrej jakości w rozsądnych cenach, staliśmy się bardziej narażeni na bezpośrednią konkurencję z Azji. Na rynku unijnym, który dla polskiego meblarstwa jest kluczowym rynkiem zbytu, zaczynamy być wypierani przez Chiny
— mówi Jarosław Michniuk, wiceprezes OIGPM i prezes zarządu Paged Meble.
Płace rosną szybciej niż efektywność
Na rodzimym podwórku listę wyzwań otwiera — obok konkurencji z Azji oraz z Bułgarii, Rumunii i częściowo Ukrainy — wzrost kosztów działalności. Płaca minimalna rośnie od kilku lat znacznie szybciej niż efektywność branży, co prowadzi do spłaszczenia wynagrodzeń w zakładach, ale przede wszystkim do ich wzrostu: średnia pensja w meblarstwie sięga już 7 tys. zł miesięcznie, podczas gdy cztery lata temu było to nieco powyżej 4 tys. zł. Wynagrodzenia bezpośrednie i pośrednie pochłaniają dziś ponad 30 proc. kosztów wytworzenia produktu.
Drugi front to surowiec: wyłączanie kolejnych obszarów leśnych z użytkowania gospodarczego ogranicza podaż drewna i winduje ceny. Trzeci — energia elektryczna, której ceny od lat należą do najwyższych w Europie. „Szybko więc z naszych przewag konkurencyjnych niewiele zostało” — podsumowuje wiceprezes Izby. Do tego dochodzą unijne regulacje, jak rozporządzenie przeciw wylesianiu (EUDR) czy o ekoprojektowaniu (ESPR) — wszystkie oznaczają dodatkowe koszty, bez gwarancji korzyści, choćby w postaci ochrony rynku wspólnotowego.
„Można i trzeba ratować naszą branżę”
Lista postulatów zaczyna się od bazy kosztowej: zmniejszenia dynamiki wzrostu płac, obniżenia kosztów energii oraz — co, jak podkreśla Michniuk, leży w bezpośredniej gestii państwa — obniżenia cen surowca drzewnego z Lasów Państwowych.
Przez celowe programy wsparciowe można i trzeba ratować naszą branżę, aby dalej generować nadwyżkę w handlu zagranicznym – ponad 80% naszych mebli sprzedaje się w eksporcie
— przekonuje wiceprezes OIGPM.
Drugi filar to ochrona rynku — i tu Michniuk wskazuje na narzędzie, którym Pekin gra od lat: kurs własnej waluty.
Trzeba też zatrzymać niekontrolowany import mebli chińskich, ponieważ dzisiaj nie mamy szans w bezpośredniej konkurencji. Wystarczy osłabić kurs RMB – tego typu praktykę rząd chiński stosuje regularnie, aby zwiększyć konkurencyjność względem krajów używających walut takich, jak: USD, EU czy PLN. Współczesny świat jest złożony, ale musimy chronić nasz rynek wspólnotowy i nakładać restrykcje importowe
— mówi Michniuk.
W dłuższym horyzoncie branża ma jego zdaniem pracować nad designem, przesuwać się w stronę segmentu premium oraz inwestować w automatyzację i digitalizację produkcji — a przede wszystkim w innowacyjność wyrobów i technologii. Jak wspomina wiceprezes Izby, który wiele lat spędził w branży chemicznej, tam „innowacja była odmieniana przez wszystkie przypadki” — meblarstwo i cały przemysł drzewny mają pod tym względem sporo do nadrobienia.
Postulaty trafią na stół 9 września
Diagnoza Michniuka to zapowiedź dyskusji, która odbędzie się na XI Ogólnopolskim Kongresie Meblarskim w Poznaniu — wraz z prezentacją najnowszych danych o sektorze i przedstawieniem wspólnych postulatów branży wobec decydentów, o czym pisaliśmy w zapowiedzi wydarzenia. Udział w Kongresie jest bezpłatny, wymaga rejestracji u organizatora; szczegóły na stronie oigpm.org.pl.
Warto odnotować, że jeden z postulatów — hamowanie dynamiki płac — nieuchronnie zderzy się ze stanowiskiem strony pracowniczej, dla której wzrost wynagrodzeń w przemyśle to nie koszt, lecz cel; ta dyskusja również powinna wybrzmieć w Poznaniu. Bezsporna pozostaje za to diagnoza główna: scenariusz znany z częstochowskiego zagłębia wózków dziecięcych — subsydiowany i wspierany kursem walutowym import kontra rodzimy producent — rozgrywa się właśnie w branży, która odpowiada za jedną z największych nadwyżek polskiego handlu zagranicznego. Tym razem jednak branża zgłasza postulaty, zanim połowa firm zniknie z rynku.
Źródło: Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli










