Marokański strażnik graniczny nie pozwala wrócić mężczyźnie do Maroka

Bilans kryzysu w Ceucie wzrósł do 88 ofiar. Czy Maroko wykorzystuje migracje w cynicznej grze przeciw Madrytowi?

04.08.2026
Kamil Śliwiński
Czas czytania: 3 minut/y

Do 88 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych kryzysu migracyjnego w hiszpańskiej eksklawie Ceuta – podały władze miasta, na które powołuje się PAP za agencją EFE. Liczba ta odnosi się do ciał przyjętych do tymczasowej kostnicy i może obejmować także ofiary wcześniejszych prób przekroczenia granicy; bilans zgonów przypisywanych bezpośrednio ostatniej fali wynosi według rządu 72. Ponad 1500 osób nielegalnie przekraczających granicę uzyskało pomoc medyczną, a w większości przypadków przyczyną śmierci było utonięcie. We wtorek kryzysem zajmą się na nadzwyczajnym posiedzeniu unijni ministrowie spraw wewnętrznych. Hiszpańscy komentatorzy coraz otwarciej wskazują, że za bezprecedensową falą stoi cyniczna strategia Rabatu, który od lat wykorzystuje migrację jako narzędzie nacisku na Madryt.

Kryzys rozpoczął się 30 i 31 lipca, gdy w ciągu zaledwie dwóch dni z Maroka do liczącej 83 tys. mieszkańców Ceuty przedarło się około 60 tys. migrantów – w większości młodych mężczyzn, którzy docierali do eksklawy głównie drogą morską, opływając falochron Tarajal. Już w piątek wieczorem hiszpańskie MSW informowało, że około 48 tys. z nich wróciło do Maroka, a w mieście rozmieszczono ponad 3 tys. funkcjonariuszy policji, Gwardii Cywilnej i żołnierzy. Ustalenie ostatecznej liczby ofiar pozostaje utrudnione – część ciał odnajdywano w morzu i na wybrzeżu kilka dni po wydarzeniach, a służby wciąż prowadzą identyfikację zmarłych. Krajowa instytucja zarządzająca ochroną zdrowia INGESA kategorycznie zaprzeczyła twierdzeniom o rzekomym załamaniu systemu opieki zdrowotnej, informując, że hospitalizowanych jest obecnie 18 migrantów, w tym dwa noworodki urodzone już na terenie eksklawy.

Powtórka scenariusza z 2021 roku

Skala i moment kryzysu budzą w Hiszpanii pytania o rolę marokańskich władz. Szlak przez Ceutę był dotąd ściśle kontrolowany dzięki współpracy służb obu państw, a masowe przekroczenie granicy przez dziesiątki tysięcy ludzi w kilkadziesiąt godzin trudno wytłumaczyć bez przyzwolenia strony marokańskiej. Wymowny jest zwłaszcza dalszy przebieg wydarzeń: po dwóch dniach faktycznej bierności marokańskie siły bezpieczeństwa rozmieściły się przy granicy i – jak relacjonowały Al Jazeera i agencja Reutera – przy użyciu armatek wodnych zaczęły odpychać tłumy zmierzające w stronę Ceuty, blokując ludziom możliwość opuszczenia Maroka. Po starciach ze służbami w pobliżu przejścia widoczny był spalony autobus i siedem samochodów. Zdaniem komentatorów to właśnie ta sekwencja – najpierw otwarcie, potem błyskawiczne uszczelnienie granicy – najlepiej pokazuje, że Rabat w pełni kontroluje migracyjny kurek i odkręca go wedle politycznych potrzeb.

Media przypominają kryzys z maja 2021 r., gdy po przyjęciu przez Hiszpanię na leczenie lidera Frontu Polisario marokańskie służby faktycznie przestały pilnować granicy i do Ceuty w dwa dni przedostało się około 8 tys. osób. Wówczas scenariusz był identyczny: gdy cel polityczny został osiągnięty, policja i wojsko zablokowały dostęp do przejścia w Fnideq, rozpędzając tłumy niedoszłych migrantów. Podobnie było we wrześniu 2024 r., gdy marokańska policja przez kilka nocy z rzędu używała armatek wodnych wobec osób próbujących dostać się do Ceuty, a 60 osób zatrzymano pod zarzutem podżegania do masowej migracji.

Nie mamy do czynienia z kryzysem humanitarnym. Mamy do czynienia z politycznym naciskiem

— ocenia hiszpański dziennik „El Mundo”, który pisze wprost o hybrydowej wojnie prowadzonej przez Maroko.

Podobnie sytuację ocenia publicysta Joaquim Coll, który nie neguje ludzkiego dramatu rozgrywającego się w Ceucie, ale podkreśla, że odpowiedzialność ponosi reżim przekształcający nieuregulowaną migrację w narzędzie presji. Eksperci przywoływani przez polskie media porównują ten mechanizm do działań Turcji czy Libii wobec Unii Europejskiej – państwa tranzytowe wykorzystują swoje położenie jako lewar w relacjach dwustronnych, a migranci stają się narzędziem wymuszania ustępstw.

Gaz, Algieria i Sahara Zachodnia

Uwagę komentatorów zwraca kalendarz wydarzeń. Do szturmu na Ceutę doszło zaledwie 10 dni po wizycie premiera Pedra Sancheza w Algierze, gdzie sfinalizowano zwiększenie dostaw gazu rurociągiem Medgaz o 10 proc. Ocieplenie relacji Madrytu z Algierią – regionalnym rywalem Maroka w sporze o Saharę Zachodnią, dominację w regionie i pozycję dostawcy energii dla Europy – jest Rabatowi wyraźnie nie na rękę. Hiszpańskie media przypominają, że kryzys z 2021 r. również wybuchł krótko po ociepleniu relacji Madrytu z Algierem, co ich zdaniem uprawdopodabnia tezę o powtarzalnym schemacie działania.

Oficjalnie zarówno Rabat, jak i Madryt utrzymują spójną linię, tłumacząc falę migracji działalnością siatek przemytników ludzi – hiszpański rząd stanowczo odrzuca powiązanie kryzysu z odwetem za zbliżenie z Algierią, a minister spraw wewnętrznych Fernando Grande-Marlaska zapewnia, że współpraca migracyjna z Marokiem pozostaje znakomita. Kryzys ma jednak wymierne skutki polityczne: na wtorek zwołano nadzwyczajne posiedzenie unijnych ministrów spraw wewnętrznych i sprawiedliwości, premier Włoch Giorgia Meloni zapowiedziała czasowe przywrócenie kontroli granicznych w strefie Schengen, na co Madryt zareagował wezwaniem włoskiego ambasadora, a część państw UE sugerowała wręcz zawieszenie współpracy z Hiszpanią w ramach strefy. Koszty tej rozgrywki – jak pokazuje rosnący bilans ofiar – ponoszą przede wszystkim sami migranci.

Źródło: PAP, EFE, Al Jazeera, Reuters

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA