Aż 65 z 96 polskich placówek bez ambasadora. W tym Waszyngton, Pekin czy New Delhi
Aż 65 z 96 polskich placówek dyplomatycznych nie ma dziś ambasadora — pełnoprawnych szefów misji jest zaledwie 31. W miniony weekend lista wakatów wydłużyła się o kolejne pozycje: z funkcji zrezygnowali ambasador w Chinach Jakub Kumoch i ambasador w Rumunii Paweł Soloch, a kierująca Stałym Przedstawicielstwem przy UE Agnieszka Bartol przechodzi do rządu. Trwający trzeci rok spór o nominacje między rządem a prezydentem sprawia, że bez ambasadorów działają placówki o pierwszorzędnym znaczeniu — m.in. w Waszyngtonie, Rzymie i Ottawie.
Dwie trzecie placówek w zastępczej randze
W miejsce ambasadorów placówkami kierują chargé d’affaires — formalnie pełnoprawni przedstawiciele, ale o niższej randze protokolarnej. Jak wskazywał w programie „Newsroom WP” były ambasador RP na Łotwie i w Armenii Jerzy Marek Nowakowski, osoby bez statusu ambasadora muszą m.in. dłużej oczekiwać na spotkanie z głową państwa, a w protokole liczy się staż ambasadorski.
Chargé d’affaires znaczy dużo mniej niż ambasador
— ocenił Jerzy Marek Nowakowski, były ambasador RP na Łotwie i w Armenii, cytowany przez WP Wiadomości. Jego zdaniem obecna sytuacja to „degradacja polskich placówek”.
Wakaty dotyczą placówek kluczowych dla polskiego bezpieczeństwa i gospodarki. Prezydent sprzeciwia się w szczególności nominowaniu na ambasadorów obecnego szefa placówki w Waszyngtonie Bogdana Klicha oraz Ryszarda Schnepfa, chargé d’affaires we Włoszech — podaje Polsat News. Od lipca bez ambasadora jest również placówka w Ottawie — misję zakończył wówczas Witold Dzielski, a między MSZ a Pałacem Prezydenckim nie było porozumienia co do następcy — informowała Wirtualna Polska. Pod koniec października premier Donald Tusk apelował z kolei o podpisanie nominacji w Wietnamie, wskazując na znaczenie placówki dla polskich przedsiębiorców — podał RMF24. Z zestawienia placówek wynika, że bez ambasadora pozostaje również m.in. ambasada w New Delhi — w kraju, który jest dziś jedną z największych gospodarek świata.
Pekin i Bukareszt dopisane do listy
30 października listę wakatów powiększyły rezygnacje złożone w proteście przeciwko działaniom rządu wobec Trybunału Konstytucyjnego. Jak podaje Defence24, w piątek wieczorem o rezygnacji poinformował Jakub Kumoch, kierujący placówką w Pekinie od września 2023 roku, a w nocy z piątku na sobotę podobną decyzję ogłosił Paweł Soloch, ambasador RP w Rumunii od czerwca 2023 roku i wcześniejszy szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Soloch uzasadnił swoją decyzję „próbą sprzecznego z prawem przejęcia TK”, o rezygnacji poinformował prezydenta Karola Nawrockiego i ministra Radosława Sikorskiego.
Szef MSZ ocenił postępowanie obu dyplomatów jako nieprofesjonalne i zarzucił otoczeniu prezydenta wywieranie nacisków — zarówno na ambasadorów, którzy zrezygnowali, jak i na osoby rozważające kandydowanie na stanowiska ambasadorskie — relacjonuje „Rzeczpospolita”. Trzecim nowym wakatem jest Bruksela: kierująca Stałym Przedstawicielstwem RP przy Unii Europejskiej Agnieszka Bartol przechodzi do rządu.
Spór trwa od marca 2024 roku. Racje obu stron
Konflikt zaczął się w marcu 2024 roku, gdy minister Sikorski zdecydował, że ponad 50 ambasadorów zakończy misję, a kilkanaście kandydatur zgłoszonych przez poprzednie kierownictwo resortu zostanie wycofanych.
Rząd powołuje się na literę prawa. Strona rządowa wskazuje, że zgodnie z ustawą prezydent powołuje ambasadora na wniosek ministra spraw zagranicznych, zawierający m.in. zgodę kandydata, opinię kontrwywiadu i zgodę sejmowej komisji spraw zagranicznych — relacjonuje „Rzeczpospolita”. W tej optyce blokowanie podpisów to wychodzenie prezydenta poza jego konstytucyjną rolę.
Pałac Prezydencki widzi to odwrotnie. Już Andrzej Duda podkreślał, że „nie da się żadnego ambasadora polskiego powołać ani odwołać bez podpisu prezydenta”, a prezydent Karol Nawrocki podtrzymuje tę linię, domagając się systemowego rozwiązania zamiast akceptowania pojedynczych nazwisk. W październiku zadeklarował gotowość do bezpośrednich negocjacji z premierem, wykluczając dalsze rozmowy z ministrem Sikorskim — podaje Salon24. Obie strony obarczają się odpowiedzialnością za zerwanie wcześniejszych ustaleń: Sikorski wyliczał publicznie, że na decyzję prezydenta „czeka już 439 dzień” — odnotował portal DoRzeczy.pl, a prezydent utrzymuje, że wypracowane porozumienie zablokował szef rządu.
Państwa bez ambasadorów mówią ciszej
Skutki pata wykraczają poza same placówki — jedna ambasada obsługuje terytorialnie często kilka państw, więc każdy wakat oznacza obniżoną rangę polskiej dyplomacji w więcej niż jednym kraju. Prof. Arkady Rzegocki, były ambasador RP w Wielkiej Brytanii i Irlandii, przekonuje, że Polska traci wpływy, gdy jej ambasadorów brakuje przy najważniejszych rozmowach, a brak ambasadora nadzwyczajnego i pełnomocnego obniża rangę placówki i ogranicza jej możliwości działania — relacjonuje WNET.fm. Jak zauważa, w ostatnich latach Polska zbyt często dziwi się, że nie ma jej „przy stole”.
Dla państwa, które aspiruje do roli regionalnego lidera i chce być kręgosłupem logistycznym oraz gospodarczym Europy Środkowej, trzeci rok dyplomacji prowadzonej w zastępczej randze to koszt, którego nie widać w żadnym budżecie — ale który płacą polscy przedsiębiorcy, polska polityka bezpieczeństwa i pozycja kraju przy stołach, do których chargé d’affaires siada później niż ambasador. A po ostatnim weekendzie ten rachunek rośnie, zamiast maleć.
Źródło: WP Wiadomości, Defence24, Rzeczpospolita










