posiedzenie zespołu deregulacja rynku aptecznego

Apteka dla Pacjenta. Dlaczego nie wszyscy chcieli o niej rozmawiać?

01.04.2026
Kamil Śliwiński
Czas czytania: 4 minut/y

Zaprezentowane podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu założenia ustawy „Apteka dla Pacjenta” miały stać się początkiem merytorycznego dialogu o ratowaniu dostępności leków w Polsce. Zamiast wspólnego wypracowania rozwiązań, opinia publiczna stała się świadkiem ostrego starcia interesów: z jednej strony padły konkretne propozycje dotyczące nowych progów koncentracji, sukcesji firm rodzinnych i walki z „białymi plamami”, z drugiej – padły emocjonalne oskarżenia o lobbing i zagrożenie bezpieczeństwa państwa. W cieniu tej konfrontacji pozostaje jednak dramatyczna sytuacja pacjentów, dla których obecny system coraz częściej oznacza brak dostępu do apteki i bariery finansowe nie do przebicia.

Strategia walki z „białymi plamami”

Fundamentem propozycji legislacyjnej, zaprezentowanej przez posła Jerzego Meysztowicza — przewodniczącego sejmowej Komisji Gospodarki i Rozwoju oraz lidera zespołu ds. deregulacji — jest całkowite odejście od restrykcyjnych zapisów „Apteki dla Aptekarza” (AdA). Autorzy projektu argumentują, że obecne przepisy doprowadziły do zapaści: aptek ubywa, a ceny leków rosną tak drastycznie, że w ostatnich latach skutkowało to milionami niezrealizowanych przez pacjentów recept.

Rynek apteczny był bardzo uszczelniony i przeregulowany, dlatego uznaliśmy, że projekt zmian powinien mieć charakter deregulacyjny. Chcemy doprowadzić do sytuacji, w której proponowane zmiany zwiększą dostępność aptek dla wszystkich pacjentów. Mogą one również przyczynić się do obniżenia cen leków.

— powiedział Jerzy Meysztowicz, przewodniczący zespołu.

Nowa ustawa ma zrównoważyć swobodę gospodarczą z bezpieczeństwem pacjenta, opierając się na czterech kluczowych filarach. Pierwszym z nich jest utrzymanie ograniczeń geograficznych. Nowe placówki nie będą mogły powstawać bezpośrednio obok już istniejących, co zapobiega zagęszczeniu aptek „jedna na drugiej”. Kolejnym elementem jest wzmocnienie roli farmaceuty przy jednoczesnym uelastycznieniu form prawnych. Apteki nadal będą prowadzone wyłącznie przez profesjonalistów, ale dopuszczenie spółek z o.o. ma za zadanie ułatwić im pozyskiwanie kapitału na modernizację punktów.

W celu pobudzenia konkurencji projekt zakłada zniesienie limitu posiadania maksymalnie czterech aptek przez jedną osobę — aktualnego rozwiązania określanego przez autorów projektu jako absurdalne — i podniesienie progu koncentracji w skali województwa z 1% do 20%. Ma to pozwolić polskim przedsiębiorcom na budowanie stabilnych struktur. Ostatnim filarem jest zwolnienie z opłat skarbowych tych, którzy otworzą aptekę w gminie, gdzie obecnie nie funkcjonuje żadna placówka.

Głos praktyków o codziennych barierach

Bezpośrednio po przedstawieniu założeń projektu, do szerokiej dyskusji zaproszono wszystkie przybyłe na spotkanie osoby. Przedstawiciele organizacji społecznych wskazali na potrzebę wsparcia aptek jako placówek ochrony zdrowia. Łukasz Salwarowski (Stowarzyszenie MANKO – Głos Seniora) zwrócił uwagę na alarmujące dane: aż 75% seniorów w Polsce zrezygnowało z zakupu leków lub wizyty lekarskiej wyłącznie ze względów finansowych.

W tym kontekście kluczowa staje się stabilność funkcjonowania istniejących aptek. Projekt wprowadza możliwość zachowania zezwolenia przy przeniesieniu placówki w promieniu do 500 metrów. Leszek Jargan, reprezentujący Fundację „Blisko Ciebie”, zaznaczył przy tym, że choć w projekcie znajduje się wiele potrzebnych propozycji, zawiera on również błędy i braki, które wymagają pilnej poprawy.

Chodzi o podatek od nieruchomości. Choć często mieścimy się w tym samym budynku co przychodnia i świadczymy podobne usługi, apteka płaci za metr kwadratowy wielokrotnie wyższą stawkę niż placówka służby zdrowia. Jednocześnie nadzór farmaceutyczny obliguje nas do posiadania wyposażenia z atestami medycznymi. To rażąca niespójność przepisów.

Postulaty te uzupełnił Tomasz Michałek, dyrektor biura zarządu Koalicji na Pomoc Niesamodzielnym, zwracając uwagę na konieczność wdrożenia przeglądów lekowych u seniorów. Z kolei Adam Abramowicz — były Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców — podkreślił, że ustawa musi gwarantować jasne zasady sukcesji po śmierci wspólnika, aby apteki rodzinne nie były zamykane z powodu biurokracji.

Głosy te podsumował Mariusz Kisiel, prezes Związku Aptek Franczyzowych, wskazując, że dotychczasowe restrykcje straciły racjonalny sens. Zaznaczył on, że w dążeniu do normalizacji rynku poszedłby nawet o krok dalej niż autorzy projektu. Według niego kluczem do sukcesu jest jasne rozdzielenie ról: farmaceuci powinni być obligatoryjnie kierownikami aptek, dbającymi o standardy medyczne, natomiast samo prawo do otwierania placówek powinno przysługiwać również niefarmaceutom, co pozwoliłoby na dopływ niezbędnego kapitału do branży.

Bojkot dyskusji? Od merytoryki do konfrontacji

Początkowa merytoryczna dyskusja szybko przerodziła się w ostrą scysję, gdy na sali pojawił się poseł Janusz Cieszyński, który skupił się na sugerowaniu, że projekt jest wyłącznie efektem lobbingu. Ta postawa wywołała natychmiastowe spięcie z przedstawicielami strony społecznej, którzy oskarżyli posła o destabilizację prac.

Panie pośle, my pracujemy tutaj nad projektem ustawy, gdyby pan nam pozwolił pracować. Bo to jest stała sztuczka, którą pan wykonuje na wielu komisjach, na wielu zespołach parlamentarnych. Przychodzi pan, oskarża pan, destabilizuje pracę […].

— powiedział Kazimierz Chojna, odnosząc się do postawy posła Cieszyńskiego.

Poseł Cieszyński oskarżył swojego rozmówcę o chamstwo, co tylko podgrzało atmosferę. Do ataku na projekt dołączył również Marek Tomków, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, który określił propozycje jako „ultra niebezpieczne”. W swojej argumentacji posunął się do stwierdzeń, że otwarcie rynku dla kapitału zagraża bezpieczeństwu państwa, a w skrajnym scenariuszu może nawet umożliwić przejęcie wszystkich aptek w Polsce przez Rosję.

W odpowiedzi na te zarzuty Marcin Piskorski przedstawił dane, które podważają narrację o zagrożeniu ze strony zagranicznych sieci. Wskazał, że w rękach trzech obecnych w Polsce zagranicznych korporacji znajduje się zaledwie 6% ogółu aptek. Z kolei Mariusz Kisiel podniósł problem braku reakcji samorządu na faktyczną monopolizację w sektorze hurtowym, gdzie trzy podmioty kontrolują aż 80% obrotu, co stanowi realne wąskie gardło dla bezpieczeństwa lekowego kraju.

Na tym ostre słowa się nie skończyły — reprezentant Dolnośląskiej Izby Aptekarskiej uderzył w wysokie tony, stwierdzając nawet, że autorzy projektu „okryli się hańbą”.

Zaproszenie do szerokiego kompromisu

Autorzy projektu stanowczo odpierali zarzuty o brak transparentności. Marcin Piskorski, prezes Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET, przypomniał, że proces był w pełni otwarty dla wszystkich zainteresowanych stron i które były zapraszane do nadsyłania własnych postulatów oraz merytorycznych uwag.

W debatę zaangażowali się także mniejsi przedsiębiorcy, tacy jak Mieczysław Stępień, właściciel sześciu aptek, który budował swoją firmę jeszcze przed wprowadzeniem restrykcji w 2017 roku. Stanowczo odciął się on od narracji o wspieraniu korporacji, zaznaczając, że proponowane zmiany służą właśnie takim podmiotom jak jego – polskim, rodzinnym firmom, które przez lata pozostawały w prawnym zawieszeniu.

Zezwolenia uzyskałem przed AdA 1. Nie dotrzymano słowa, że nowe prawo nie będzie działać wstecz. Zostaliśmy na lodzie, nic nie możemy zrobić z naszymi aptekami. Ten projekt to powrót do spójności prawa. Chcę móc rozwijać firmę, a jak zajdzie potrzeba – móc ją upłynnić.

— powiedział Mieczysław Stępień, reprezentujący polskich aptekarzy.

Prace podsumował Jerzy Meysztowicz, apelując o merytoryczną współpracę i przypominając, że zaproszenie trafiło do wszystkich podmiotów rynku. Fakt, że niektóre środowiska zdecydowały się z niego nie skorzystać, nie powinien dziś służyć jako podstawa do podważania wypracowanych propozycji.

Niezależnie od dalszych losów projektu „Apteka dla pacjenta”, problemy polskiego rynku farmaceutycznego pozostają palące. Bez odważnych decyzji regulacyjnych polski pacjent pozostanie zakładnikiem niewydolnego status quo, a liczba niewykupionych recept będzie nadal rosnąć.

Obejrzyj też materiał wideo PKB24 na ten temat

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA