Taksówki bez kierowcy jak w USA. Minister obiecuje, że Polska się odważy
Po pierwszych testach pojazdów autonomicznych na polskich drogach powinny powstać przepisy, na podstawie których — tak jak w USA — będzie można jeździć autonomicznymi taksówkami — zapowiedział minister infrastruktury Dariusz Klimczak w internetowej części programu „Gość Radia ZET”. Jak zaznaczył, Unia Europejska jest w tych kwestiach bardzo zachowawcza, a Polska powinna zdecydować się na odważniejsze kroki. Ramy prawne dla testów już istnieją: od grudnia 2025 roku nowelizacja prawa o ruchu drogowym dopuszcza sprawdzanie pojazdów zautomatyzowanych na drogach publicznych.
„Trzeba iść z duchem czasu”
Powinniśmy zdecydować się na bardziej odważne kroki dlatego to ja jestem autorem pierwszej w Polsce ustawy, która dopuszcza możliwość testowania na polskich drogach i chciałbym po pierwszych testach, byśmy poszli krok dalej i zaczęli implementować przepisy, na podstawie których tak, jak w USA będzie można jeździć autonomicznymi taksówkami
— powiedział w Radiu ZET Dariusz Klimczak, minister infrastruktury.
Pytany o bezpieczeństwo takiego rozwiązania, zapewnił, że „na pewno bardziej zabezpieczę obszar funkcjonowania ruchu niż ma to miejsce w USA”. Jego zdaniem „trzeba iść z duchem czasu, trzeba się rozwijać”.
Deklaracja ministra oznacza zapowiedź drugiego etapu legislacji. Podpisana 18 grudnia 2025 roku nowelizacja prawa o ruchu drogowym po raz pierwszy wprowadziła do polskiego prawa definicje pojazdów zautomatyzowanych i w pełni autonomicznych oraz otworzyła drogę do ich testowania na drogach publicznych — zezwolenie wydawane jest na maksymalnie trzy lata i obszar nie większy niż pięć województw, a organizator musi zadeklarować, że testy nie zagrożą bezpieczeństwu ruchu. Obecne przepisy wymagają jednak obecności osoby, która „może w każdej chwili przejąć kontrolę nad pojazdem” — w pełni bezzałogowe, komercyjne kursy taksówek, o których mówi minister, wymagałyby więc kolejnej zmiany prawa, a także dostosowania przepisów homologacyjnych i harmonizacji z unijnym AI Act, klasyfikującym pojazdy autonomiczne jako systemy wysokiego ryzyka.
Firmy czekają w blokach startowych
Rynek na taki sygnał czeka. Polska firma Eternis — dostawca aut m.in. dla Ubera i Bolta — planuje wprowadzenie pojazdów autonomicznych na rynki europejskie, w tym do Polski, a jej prezes Kamil Leszczyński zapowiedział zakup samochodów i rozpoczęcie pierwszych testów. Do wdrożenia pojazdów autonomicznych przygotowuje się też Bolt, który do 2035 roku chce mieć w Europie 100 tys. aut bez kierowców. Pozytywne nastawienie do pojazdów autonomicznych deklaruje 35 proc. Polaków. Jak wyliczał dyrektor zarządzający Uber Polska Michał Konowrocki, obok regulacji kluczowa będzie infrastruktura cyfrowa i fizyczna: od jakości map i łączności po organizację przestrzeni miejskiej i zaplecze dla flot autonomicznych.
Skutki dla rynku pracy
Automatyzacja przewozów miałaby w Polsce także wyraźny wymiar rynku pracy. Jak wynika z badań cytowanej przez OKO.press badaczki z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, mniej więcej połowa jeżdżących na aplikacjach to Polacy, a wśród pozostałych dominują Ukraińcy i Białorusini — łącznie na rynku obecnych jest około 50 narodowości. Skalę tej struktury obnażyły zresztą kolejne regulacje: po wejściu w życie w czerwcu 2024 roku wymogu polskiego prawa jazdy Bolt zablokował w samej Warszawie 26 proc. kont kierowców, co — jak informowała firma — uderzyło głównie w obywateli Ukrainy, a z Ubera odeszło blisko dwóch na dziesięciu kierowców.
Państwo równolegle dokręca śrubę całemu segmentowi: szykowane przepisy przewidują m.in. centralną ewidencję licencji taksówkarskich, ogólnopolski identyfikator kierowcy oraz — zapowiadane przez Klimczaka już wcześniej — zaświadczenia o niekaralności z kraju pochodzenia dla cudzoziemców. Robotaksówki byłyby więc z jednej strony bezpośrednią konkurencją dla dziesiątek tysięcy kierowców, w tym migrantów, dla których przewozy są dziś głównym źródłem utrzymania — i którzy, jak opisuje OKO.press, już teraz protestują przeciw prowizjom zjadającym większość przychodu przy kilkunastogodzinnych dniach pracy — z drugiej zaś odpowiedzią na rotację kadr i rosnące koszty weryfikacji kierowców, z którymi mierzą się platformy i ich partnerzy flotowi.
Ameryka jeździ, Europa rusza
Wzorzec amerykański, na który powołuje się minister, to działające komercyjnie floty robotaksówek — wożą one pasażerów m.in. w San Francisco, Los Angeles i Phoenix, a najszybciej technologia rozwija się w Chinach, gdzie robotaxi w wielkich miastach stają się codziennością. Europa właśnie dołącza do wyścigu: 10 września 2026 roku w Chorwacji ruszyły pierwsze na kontynencie w pełni bezkierowcowe kursy — sojusz Ubera, spółki Verne Mate Rimaca i chińskiego Pony.ai wyprowadził na ulice elektryczne SUV-y z 9 lidarami i 14 kamerami po ponad 200 tys. bezkolizyjnych kilometrów testów, a w planach ekspansji wymieniane są Manchester, Londyn i Warszawa.
Jeśli zapowiedź ministra przejdzie w legislację, Polska może przeskoczyć z pozycji maruderów do grona europejskich pionierów — stawką jest miejsce krajowych firm w nowym segmencie przewozów, zanim zagospodarują go globalni gracze, oraz kształt rynku pracy, który dziś utrzymuje dziesiątki tysięcy kierowców. Na razie jednak między deklaracją „jak w USA” a pierwszym kursem bez kierowcy stoją wszystkie trzy brakujące elementy: testy, homologacje i nowa ustawa.
Źródło: Radio ZET, „Rzeczpospolita”, TVN24










