premier Mateusz Morawiecki

Służba deportacyjna, limity wiz i pytanie o Schengen. Morawiecki otwiera walkę o prawicę planem migracyjnym

19.08.2026
Kamil Śliwiński
Czas czytania: 3 minut/y

„Chcę, żeby Polska była najbezpieczniejszym państwem świata” — z tym hasłem Mateusz Morawiecki wraz z posłami klubu Rozwój Plus przedstawił we wtorek wieczorem pięciofilarowy projekt polityki migracyjnej. Wśród propozycji: ministerstwo ds. migracji i asymilacji, umundurowana służba deportacyjna, internetowe konto imigranta, roczne limity 35–50 tys. wiz pracowniczych spoza UE oraz 50-proc. ulga w PIT dla wracających z emigracji Polaków. Najdalej idzie jednak deklaracja Łukasza Schreibera o gotowości do referendum w sprawie czasowego zawieszenia udziału Polski w lądowym Schengen — pomysł o konsekwencjach, które wykraczają daleko poza politykę migracyjną. To pierwszy duży program nowej formacji Morawieckiego po rozstaniu z PiS — i otwarcie licytacji o prawicowego wyborcę przed wyborami 2027 roku.

Pięć filarów „najbezpieczniejszego państwa świata”

Raport „Najbezpieczniejsze państwo świata. Projekt polskiej polityki zarządzania migracją” byli politycy PiS — Morawiecki, Olga Semeniuk-Patkowska i Łukasz Schreiber — zaprezentowali na konferencji na warszawskich Bulwarach Wiślanych. Plan opiera się na pięciu filarach.

Pierwszy to repatriacja: program „Powrót do Polski” ma zachęcać polskich emigrantów do powrotu m.in. 50-procentową ulgą w podatku PIT. Drugikoncentracja odpowiedzialności w jednym ośrodku: powołanie ministra ds. migracji i asymilacji oraz uszczelnienie granic dodatkowymi kontrolami. Trzeci — roczne limity napływu imigrantów zarobkowych, ustalane w cyklach pięcioletnich, na poziomie maksymalnie 35–50 tys. nowych wiz pracowniczych spoza UE rocznie. Czwarty — internetowe konto imigranta, gromadzące dane o legalności pobytu i pracy, płaconych podatkach i składkach oraz ewentualnych konfliktach z prawem, sprzężone z „alertem deportacyjnym”: istotne naruszenie prawa ma automatycznie uruchamiać procedurę deportacyjną. Piąty — utworzenie odrębnej, umundurowanej służby deportacyjnej, która — jak mówił Morawiecki — ma być „wyraźnym znakiem dodatkowego zabezpieczenia i spokoju na polskich ulicach”, oraz zasada bezwarunkowej asymilacji. Były premier ujął ją wprost: żadnego multikulti — kto chce zostać, musi się z Polską i Polakami zasymilować.

Polityczne ostrze wystąpienia wymierzone było w rząd: Morawiecki przekonywał, że za rządów Donalda Tuska „de facto przyjęty został pakt migracyjny 2.0″, a Polska jest w tej dziedzinie „na pasku Komisji Europejskiej”.

Najcięższy kaliber: referendum o Schengen

Na tle konkretów administracyjnych wyróżnia się jedna propozycja o zupełnie innym ciężarze gatunkowym. Schreiber zapowiedział gotowość postawienia obywatelom pytania o relację między swobodą podróżowania a bezpieczeństwem:

Jeżeli więcej bezpieczeństwa, to być może trzeba zrobić referendum, zawiesić czasowo nawet nasz udział w strefie Schengen, przynajmniej w tym lądowym wymiarze

— mówił poseł Rozwoju Plus. Tu rzetelność wymaga zważenia: czasowe kontrole na granicach wewnętrznych Schengen są prawnie możliwe i stosowane (robią to m.in. Niemcy), ale „zawieszenie udziału” Polski w lądowym Schengen — nawet czasowe — oznaczałoby kontrole na granicach z Niemcami, Czechami, Słowacją i Litwą, przez które przechodzi trzon polskiego eksportu, tranzytu i codziennych dojazdów setek tysięcy ludzi. Dla gospodarki zbudowanej na roli logistycznego zaplecza Europy to propozycja o potencjalnych kosztach liczonych w miliardach — i wypadałoby, żeby jej autorzy przedstawili rachunek, zanim pytanie trafi na kartę referendalną.

Skalę zmiany trzeba nazwać uczciwie: pułap 35–50 tys. wiz pracowniczych spoza UE rocznie to radykalne cięcie wobec obecnego napływu, a część branż — budownictwo, transport, rolnictwo, opieka — jest dziś realnie zależna od pracowników zagranicznych, więc dostosowanie miałoby swoją cenę. Rzecz w tym, że spór o limity nie jest wyłącznie sporem księgowych. Argument ekonomiczny — „gospodarka potrzebuje rąk do pracy” — traktuje migrację jak pozycję w bilansie, pomijając to, czego w bilansie nie widać: tempo, w jakim społeczeństwo jest w stanie realnie włączać przybyszów, koszty zaniechanej asymilacji, które Europa Zachodnia płaci dziś z odsetkami, i pytanie, czy dostępność taniego pracownika nie konserwuje w polskich firmach modelu konkurowania kosztem zamiast wydajnością. Widełki ustalane w cyklach pięcioletnich to próba odpowiedzi na oba problemy naraz: dają rynkowi przewidywalność, a państwu — kontrolę nad tempem zmiany społecznej, do której musi zdążyć szkoła, mieszkalnictwo i instytucje. I zasada, że to państwo, a nie bieżący popyt pracodawców, wyznacza skalę imigracji, jest jednak dokładnie tym, co odróżnia politykę migracyjną od dryfu.

Licytacja o prawicę rozpoczęta

Kontekst polityczny jest równie ważny jak treść. To pierwszy duży dokument programowy formacji Morawieckiego po rozłamie w PiS — i sygnał, na jakim polu Rozwój Plus zamierza konkurować i z macierzystą partią, i z Konfederacją: migracja to temat, w którym prawicowy elektorat licytuje się najłatwiej. Zapowiedziano konsultacje, a pięć filarów ma wejść do szerszej propozycji programowej przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku.

Jedno jest pewne: temat, który przez lata był w polskiej polityce tłem, właśnie został ustawiony jako oś nadchodzącej kampanii — i wszystkie formacje, z rządzącą koalicją włącznie, będą musiały się do tej licytacji odnieść.

Źródło: PAP, TVN24, Polsat News

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA