Tankowanie samochodu na stacji benzynowej.

Ropa staniała o 30%., ceny na stacjach – tylko o 11%. Dlaczego tak się dzieje?

19.06.2026
Redakcja
Czas czytania: 3 minut/y

Nadzieja na zakończenie konfliktu między USA a Iranem i bliska perspektywa ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz wywołały natychmiastową reakcję na światowych giełdach towarowych, gdzie ceny ropy naftowej gwałtownie spadły. Polscy kierowcy nie mają jednak powodów do wielkich fetyg – spadek notowań surowca o blisko jedną trzecią przełożył się na zaledwie kilkugroszowe obniżki przy dystrybutorach. Zjawisko to idealnie obrazuje drugą, bolesną dla portfeli konsumentów część ekonomicznej strategii znanej jako „rakieta i piórko”.

Ropa pikuje na giełdach, detal reaguje z oporem

Jeszcze na początku maja 2026 roku, w szczytowym momencie napięcia geopolitycznego wokół Iranu, baryłka ropy typu Brent kosztowała 113,88 dolara. Podpisanie memorandum pokojowego i perspektywa odblokowania kluczowych szlaków żeglugowych sprawiły, że 16 czerwca jej wycena zjechała do poziomu 79,46 dolara. W ciągu zaledwie półtora miesiąca surowiec potaniał więc na świecie aż o 30,2 procent.

W tym samym okresie maksymalna cena benzyny 95 na polskich stacjach paliw spadła z 6,49 zł do 5,97 zł za litr. Ta 52-groszowa obniżka oznacza spadek ceny zaledwie o 8 procent – czyli blisko czterokrotnie mniej, niż wynosiła przecena na rynkach hurtowych. Nieco mocniejszą, choć wciąż niesatysfakcjonującą redukcję odnotowano w przypadku oleju napędowego. Maksymalna cena ON spadła z 7,31 zł do 6,37 zł za litr. Przełożyło się to na 94 grosze ulgi na litrze (spadek o 12,9 procent), co nadal drastycznie odbiega od skali giełdowych pikowań.

Wojciech Miklaszewski z firmy Finea wprost definiuje mechanizm, który decyduje o obecnych nastrojach na stacjach:

Gdy pojawiła się perspektywa porozumienia z Iranem, giełdy potraktowały to jako silny impuls do przeceny. W relacjach ze szczytu G7 widać było duży optymizm co do wyceny tego najważniejszego surowca. Nie mogą tego jednak powiedzieć tankujący w Polsce, bo to nie oznacza automatycznie podobnej ulgi na stacjach. To właśnie sedno mechanizmu nazywanego strategią „rakiety i piórka”: ceny paliw szybko rosną, gdy drożeje ropa, ale spadają znacznie wolniej, gdy ropa tanieje. Niestety, obecna sytuacja pokazuje w praktyce drugą część tego samego zjawiska.

Krajowy hurt idzie pod prąd światowym trendom

Powolne tempo obniżek na stacjach staje się bardziej zrozumiałe po przeanalizowaniu sytuacji na rodzimym rynku hurtowym, który stanowi ogniwo pośrednie w łańcuchu dostaw. Okazuje się, że w połowie czerwca, kiedy cały świat świętował spadek premii geopolitycznej w Zatoce Perskiej, polskie ceny hurtowe… zaczęły rosnąć.

Między 13 a 16 czerwca hurtowa cena benzyny Pb95 w PKN Orlen skoczyła z 5228 zł do 5349 zł za metr sześcienny (wzrost o ponad 12 groszy na litrze netto). Podobny trend dotknął olej napędowy, którego cena hurtowa wzrosła w tym samym czasie z 5597 zł do 5668 zł za metr sześcienny (podwyżka o ponad 7 groszy na litrze netto). Eksperci wskazują, że na ostateczną wycenę litra paliwa w kraju – oprócz surowca – wpływa skomplikowany miks czynników: od wahań kursu dolara, przez koszty logistyki, marże, podatki, biokomponenty, aż po zapasy kupowane po wcześniejszych, wyższych cenach oraz interwencyjny program rządowy „Ceny Paliw Niżej” (CPN). Opóźniona reakcja detalu pozwala jednak podmiotom paliwowym na okresowe i odczuwalne podnoszenie własnych marż handlowych.

Paliwowy hamulec dla polskiej gospodarki i sektora MŚP

Wysokie ceny na dystrybutorach to nie tylko problem indywidualnych kierowców, ale przede wszystkim potężne obciążenie dla całej gospodarki. Paliwo bezpośrednio determinuje koszty transportu, logistyki, budownictwa oraz rolnictwa, co w konsekwencji podbija ceny gotowych produktów i usług na półkach sklepowych. Drastyczny skok cen ze stycznia i lutego pokazał już swoją siłę w marcu, kiedy to według danych GUS ceny paliw i smarów do prywatnych środków transportu wystrzeliły o 15,4 procent miesiąc do miesiąca, napędzając krajową inflację.

Dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw przewlekłe utrzymywanie się drogich paliw staje się realnym testem przetrwania i płynności finansowej. Firmy posiadające kontrakty na realizację długoterminowych usług stają przed dylematem rentowności.

Łukasz Kazimierczak z firmy eFaktor zwraca uwagę na zagrożenia dla bieżącej działalności małego biznesu:

W takich warunkach płynność finansowa małych firm staje się elementem planowania, a nie tylko reakcją na kryzys. Większość właścicieli MŚP analizuje sprzedaż. Znacznie mniej monitoruje płynność. Firma może mieć zakontraktowane zlecenia, ale jeśli paliwo ciągle jest drogie, realizacja nowych zleceń może stać się nieopłacalna. Przedsiębiorca staje przed pytaniem, czy kolejne zamówienie go nie „rozłoży”, bo nie wie, kiedy ceny diesla spadną. Taka zmienność sprawia, że dostęp do gotówki bywa równie ważny jak sama wysokość kosztów czy duża liczba zleceń.

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA