Pracowali do osiemdziesiątki i dłużej. ZUS wypłaca im emerytury idące w dziesiątki tysięcy złotych
Najwyższa emerytura wypłacana przez ZUS mężczyźnie to ponad 54 tys. zł brutto miesięcznie – jej właściciel zdecydował się przejść na emeryturę dopiero w wieku 86 lat. Wśród kobiet rekordzistka pobiera ponad 42 tys. zł brutto i na świadczenie przeszła mając 81 lat. To skrajne przykłady, które dobrze ilustrują, jak działa logika polskiego systemu emerytalnego.
Informacje o rekordowych świadczeniach podał w Studiu PAP rzecznik regionalny ZUS Wojciech Ściwiarski. Przypadki te nie są tylko ciekawostką statystyczną – pokazują mechanizm, który jest w systemie emerytalnym wbudowany od lat, a o którym większość Polaków wie niewiele. Im dłużej pracujesz i odkładasz moment przejścia na emeryturę, tym wyższe świadczenie dostaniesz. W przypadku obu rekordzistów efekt jest spektakularny.
Zasada jest prosta: każdy rok pracy po osiągnięciu wieku emerytalnego to dodatkowe składki zapisywane na koncie w ZUS oraz jednocześnie krótszy statystycznie okres wypłaty świadczenia. ZUS wylicza emeryturę, dzieląc zgromadzony kapitał przez przewidywaną dalszą długość życia. Kto odczeka kilka lub kilkanaście lat po ustawowym wieku emerytalnym, ten podwójnie zyskuje – większy licznik i mniejszy mianownik. Matematycznie to bardzo korzystna operacja, choć oczywiście wiąże się z ryzykiem zdrowotnym i niepewnością co do tego, ile lat świadczenie będzie w ogóle pobierane.
Warto podkreślić, że rekordziści to osoby, które prawdopodobnie przez całe życie zawodowe osiągały ponadprzeciętne wynagrodzenia – samo odkładanie emerytury nie wystarczyłoby do uzyskania tak wysokiego świadczenia, gdyby podstawa składkowa była niska. To połączenie wysokich zarobków i bardzo późnego przejścia na emeryturę dało efekt, który trudno osiągnąć inaczej.
Ile traci ten, kto przechodzi na emeryturę wcześniej?
Dla porównania – przeciętna emerytura wypłacana przez ZUS jest wielokrotnie niższa od rekordowych kwot. Różnica między świadczeniem osoby, która przeszła na emeryturę w ustawowym wieku, a tej, która pracowała kilkanaście lat dłużej, może być naprawdę ogromna. System zachęca do pozostania na rynku pracy, ale większość Polaków i tak decyduje się na emeryturę możliwie szybko po osiągnięciu wymaganego wieku – często z powodów zdrowotnych, zmęczenia pracą lub po prostu braku świadomości, ile tracą na wcześniejszej decyzji.
Kwestia ta jest od dawna podnoszona przez ekonomistów i środowiska wolnorynkowe. Konfederacja Wolność i Niepodległość od lat wskazuje, że system emerytalny wymaga gruntownej reformy – m.in. większego powiązania wysokości świadczenia z rzeczywistymi wpłatami oraz zniesienia rozwiązań, które de facto karają za długą pracę lub nagradzają pasywność. Przykłady rekordowych emerytur pokazują, że system potrafi być hojny wobec tych, którzy grają według jego reguł – pytanie, czy reguły te są sprawiedliwe dla ogółu ubezpieczonych.
Kto w Polsce odkłada emeryturę najdłużej?
Decyzja o nieprzechodzeniu na emeryturę w ustawowym terminie dotyczy zazwyczaj osób prowadzących własną działalność gospodarczą, wolnych zawodów lub zajmujących wysokie stanowiska kierownicze. To grupy, które mają realny wpływ na swój czas pracy i których aktywność zawodowa nie jest uzależniona wyłącznie od pracodawcy. Pracownik najemny rzadziej ma taką swobodę – po osiągnięciu wieku emerytalnego część firm oczekuje odejścia, a rynek pracy bywa dla starszych pracowników mniej przyjazny.
Dane ZUS pokazują, że Polacy jako ogół przechodzą na emeryturę stosunkowo szybko po osiągnięciu ustawowego progu. Kobiety – przy wieku emerytalnym wynoszącym 60 lat – często decydują się na świadczenie niemal natychmiast. Mężczyźni przy 65 latach zachowują się podobnie. Tymczasem aktywność zawodowa po sześćdziesiątce i siedemdziesiątce jest w Polsce nadal rzadkością na tle Europy Zachodniej, gdzie wydłużanie kariery jest coraz powszechniejsze.
Rekordowe emerytury wypłacane przez ZUS to więc nie tylko ciekawostka – to sygnał, że system daje konkretne, wymierne korzyści tym, którzy są w stanie i chcą pracować dłużej. Jednocześnie pytanie o to, czy przeciętny Kowalski ma realną możliwość skorzystania z tej zachęty, pozostaje otwarte i zasługuje na poważną debatę w kontekście reformy systemu emerytalnego.









