Pułapka zamrożonych progów. Ponad 2,4 mln Polaków wpadło w wyższy podatek PIT
Wprowadzone przed kilkoma laty reformy podatkowe, które miały chronić portfele klasy średniej, stają się dla niej coraz większym obciążeniem fiskalnym. Najnowsze dane Ministerstwa Finansów za 2025 rok obnażają zjawisko tzw. pełzania progów podatkowych — w drugi, 32-procentowy próg podatkowy wpada już masowo armia ponad 2,4 mln podatników. Przez galopującą inflację i wzrost płac nominalnych, stawki zarezerwowane niegdyś wyłącznie dla najbogatszych, zaczynają dotykać osoby zarabiające blisko krajowej średniej, co eksperci wprost nazywają ukrytą podwyżką podatków.
Zarabiasz przeciętnie, płacisz jak najbogatsi
Obecna konstrukcja skali podatkowej obowiązuje w Polsce od 2022 roku, kiedy to w ramach Polskiego Ładu kwotę wolną podniesiono do 30 000 zł, a granicę drugiego progu przesunięto z 85 528 zł do 120 000 zł. Choć od tej reformy minęło zaledwie kilka lat, dla gospodarki był to czas potężnych turbulencji. Dynamiczny wzrost cen oraz wymuszane inflacją regularne podwyżki pensji (w tym płacy minimalnej) sprawiły, że nominalne dochody Polaków mocno poszły w górę. Nie przełożyło się to jednak na realny wzrost majętności czy standardu życia obywateli — wzrosły niemal wyłącznie daniny odprowadzane do budżetu.
Z założenia stawka 32% miała być podatkiem dla wąskiej, najlepiej zarabiającej elity. Dane Ministerstwa Finansów pokazują jednak, że zamrożenie limitu na poziomie 120 tys. zł rocznie odcina od realnych dochodów coraz szerszą grupę pracowników. Jak wskazuje Prezes GUS, w I kwartale 2026 roku przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej urosło do 9 562,88 zł (wobec 8 962,28 zł w analogicznym okresie rok wcześniej). Przy utrzymaniu tej dynamiki, przeciętnie zarabiający Polak automatycznie staje się w oczach fiskusa „bogaczem” i wpada w wyższy próg opodatkowania.
Monika Piątkowska wskazuje na bierność rządu w tej materii:
Przy tego typu konstrukcji rozliczania podatków dochodowych opierającej się na kwotowym limicie, Ministerstwo Finansów powinno mieć na względzie, że wskazana wartość co jakiś czas będzie wymagała aktualizacji. Zamrożenie kwoty progu podatkowego na poziomie 120 tys. zł oznacza niewypowiedzianą głośno podwyżkę podatku PIT.
— ocenia Monika Piątkowska, doradca podatkowy platformy fillup.
PIP dokręca śrubę przy B2B
Skala podatkowa pozostaje najpopularniejszą metodą rozliczeń w kraju, jednak dla milionów Polaków nie jest to kwestia optymalizacji, a przymusu. Osoby zatrudnione na umowach o pracę, umowach cywilnoprawnych oraz emeryci są sztywno przypisani do zasad ogólnych. W przeciwieństwie do przedsiębiorców nie mogą oni elastycznie przejść na ryczałt bądź podatek liniowy, ani sztucznie wygenerować wyższych kosztów uzyskania przychodu.
Sytuację na rynku pracy dodatkowo zaostrza nowa ofensywa legislacyjna. Państwowa Inspekcja Pracy (PIP) została wyposażona w nowoczesne i ostre narzędzia kontrolne, których celem jest masowa weryfikacja kontraktów B2B. Urzędnicy tropią fikcyjne samozatrudnienie, w ramach którego specjaliści rozliczają się w sposób korzystniejszy, mimo że ich współpraca nosi wszelkie znamiona stosunku pracy.
Wymierne skutki tych kontroli łatwo przewidzieć:
— Przymusowy powrót na etat: Działania PIP zmuszą tysiące osób do przejścia z B2B na zasady ogólne,
— Maksymalizacja wpływów: Budżet państwa zyska podwójnie — poprzez wyższe stawki podatkowe PIT oraz drastyczny wzrost składek odprowadzanych do ZUS,
— Wzrost obciążeń kosztem podatnika: Skrupulatność urzędów w połączeniu z zamrożonym limitem 120 tys. zł napędza rekordowe wpływy podatkowe kosztem klasy średniej.
Korekta o 20 tysięcy na stole. Czy to wystarczy?
W parlamencie trwają obecnie prace nad projektem ustawy autorstwa ugrupowania Polska 2050, który ma przynieść ulgę podatnikom. Projekt zakłada waloryzację drugiego progu podatkowego i podniesienie go ze 120 tys. zł do 140 tys. zł rocznie.
Choć propozycja ta idzie w dobrym kierunku, eksperci podatkowi zachowują sceptycyzm. Przy obecnym tempie wzrostu płac i presji kosztowej, jednorazowy zastrzyk w postaci podniesienia progu o 20 tys. zł może okazać się kroplówką niewystarczającą na kolejne lata. Twarde dane Ministerstwa Finansów pokazują bezlitośnie, że systemowa zmiana i automatyczna waloryzacja progów są koniecznością, jeśli państwo nie chce całkowicie zdusić finansowo polskiej klasy średniej.
Źródło: opracowanie na podstawie analizy Moniki Piątkowskiej (doradcy podatkowego fillup), oficjalnych danych statystycznych Ministerstwa Finansów za 2025 rok, wskaźników przeciętnego wynagrodzenia Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) za I kwartał 2026 roku oraz sejmowego projektu nowelizacji ustawy budżetowej, maj 2026 r.









